20.02.2009 22:04

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Indie a konformizm

Kategorie: Czytelnia, Felietony


indierock.gif Indie a konformizm

Indie znaczy, czego jednakże nie każdy fan świadom jest, independent, czyli niezależny. Czy jednakże powyższy gatunek muzyczny i kultura immanentnie z nim związana są w dalszym ciągu niezależne od kultury masowej?

Nie. Pytanie czy kiedykolwiek były niezależne jakkolwiek frapujące się wydaje, na pole filozofii nazbyt by nas oddaliło, bo czy możemy mówić, iż posiadamy wolność, bądź równość absolutną w dzisiejszym świecie?

Dlatego również zajmiemy się badaniem stopnia zależności między kulturą “indie” oraz jej “masowym odpowiednikiem”. Niewątpliwie “indie” wywarło wpływ na osobowość (jeżeli nie na ogólną to na muzyczną) wielu osób odwiedzających tenże portal, choć zapewne nikt nie jest w stanie zdefiniować gatunku, o którym mowa. Jako ludzie odczuwamy pokusę do kategoryzowania wszystkich i wszystkiego, tagi na stronach takich serwisów jak “youtube” czy “last.fm, przestały wzbudzać zainteresowanie wśród osłuchanych, lecz wiele osób jest zdezorientowanych, kiedy słyszą wyrażenie “anal-rock”.

Za wyznacznik “indie” udaje się jednakże kompromisowo dobrać paru wykonawców takich jak: The Smiths, Arctic Monkeys, The Futureheads etc. Czy jednak Arctic Monkeys to “jedynie” indie rock? A The Smiths? Legenda…. no właśnie czego? W dzisiejszych czasach synonimem indie stał się kocioł, w którym wszystko wygląda (brzmi) tak samo. Kolejne rzekome objawienia są jedynie kopią poprzednich wykonawców, takt 4/4, bas, gitara, perkusja, piosenki trwające 2, maksymalnie 3 minuty.

Z drugiej strony istnieje nurt, dla którego indie, to zespoły naprawdę niezależne. Wiele osób za taką grupę uznaje Radiohead. Część czytających uznałoby to za zniewagę, w kontekście poprzedniego akapitu, “przecież ja nie słucham indie!”. Niezależność Radiohead najlepiej “udowodnić” wskazując na sposób wydania ostatniej płyty; rozpoczęli cyfrową rewolucję, firmy fonograficzne poczęły obawiać się o swe zyski, inni artyści poszli śladem Anglików. “In Rainbows” zostało wydane początkowo jedynie w Internecie, ludzie mogli zapłacić dowolną cenę za album, skutek: ogromne zainteresowanie i jak się nieoficjalnie mówi ogromny zysk. Czy panowie z Radiohead uczynili to dla zysku, można wątpić. Lecz skoro pośrednio do zysku doszło, czy są w dalszym ciągu niezależni? Niezależni od czego? Z własnych pieniędzy mogą sfinansować płytę etc, są więc niezależni finansowo, jednakże kolejnym wyznacznikiem niezależności jest brak komercjalizmu.

Nazwanie Radiohead, Oasis, Placebo, MUSE etc. zespołem undergroundowym, zespołem nic z komercją wspólnego nie mającego urąga zdrowemu rozsądkowi. Opłaty pobierane za występy na koncertach do najniższych nie należą, promocja w mediach choćby za pośrednictwem reklam jest skierowana do członków kultury masowej. I gdzież tu niezależność? Owszem, przynajmniej u części spośród wymienionych zespołów trudno doszukiwać się u podstaw motywacji do tworzenia muzyki “żądzy pieniądza”. Negować jednak uczestnictwa w kulturze masowej nie można, ogrom argumentów jest przeciwko temu stanowisku. Miliony sprzedanych płyt, koncerty gromadzące dziesiątki tysięcy ludzi, promocja w radio, telewizji, Internecie, gazetach etc. Komercjalizacja jest nieunikniona w przypadku grup odnoszących sukces. Dla indiezwolenników jednakże “komercjalizacja” jest wyrażeniem pejoratywnym, gdzie zważając na jej nieuniknioność wydaje się to być absurdalne.

Istnieją jednakże ludzie, którzy ślepo wierzą w swą niezależność, starają się ją demonstrować na każdym kroku. Uciec przed faktem jednak, iż indie modne się stało, nie można. O niszowości w zdigitalizowanym świecie trudno mówić. Wszystko jest relatywnie popularne, dostęp do wielu źródeł wiedzy oraz rozrywki w krajach cywilizacji zachodnioeuropejskich nie jest na dzień dzisiejszy utrudniony. Okres, w którym przyszło nam żyć, przez teoretyków posthumanistyczną, bądź postmodernistyczną epoką nazwany, cechuje konsumpcjonistyczne podejście do życia. Niszowość stała się towarem, towarem, który po rozprowadzaniu staje się masowy. Członkowie społeczeństwa konsumpcjonistycznego to w zdecydowanej większości konformiści. Kolega nosi glany, koleżanka również, założę i ja, również będę niezależny, bo tak pan w telewizji mówił. Z rzeczywistą niezależnością nie ma to jednakże nic wspólnego.

Na pytanie “jakiego rodzaju muzyką  się pasjonujesz” duża część znajomych odpowiada “a wszystkiego po trochu słucham”. Część grup indie również, tam się znajdzie, czy w dalszym ciągu możemy je uznawać za niezależne, a może niezależność ta od czasu jakiegoś już martwa jest?

Łukasz Stasiełowicz




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.