30.11.2009 00:25

Autor: Zylka

“In this light and on this evening” – Editors wystąpili w Krakowie

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


editors-w-krakowie.jpg “In this light and on this evening” – Editors wystąpili w Krakowie

Jeżeli ktoś twierdzi, że dzisiejszym zespołom rockowym brakuje charakterystycznych, silnych frontmanów i ciągle wzdycha z nostalgią do nagrań Bono, Bryana Ferry’ego czy Curtisa, ten powinien być w środę w Krakowie! Właśnie tam grał nowy bożyszcze, zalążek ikony – Tom Smith i jego Editors.

Występ czwórki z Birmingham poprzedzony był 20-minutowym gigiem Wintersleep i dwa razy dłuższym występem The Maccabees. Przyznam szczerze, że ani jeden, ani drugi występ, pomimo swojego dobrego poziomu, nie zachwycił. Choć wśród tłumu można było znaleźć i takich, którzy pofatygowali się do Krakowskiego Studia wyłącznie na support w postaci Maccabees. Post-punkowcy zaprezentowali kilka dobrych, mocnych utworów, choć i tak nie mogłem oprzeć się wrażeniu jakbym już gdzieś to słyszał, znał i niekoniecznie chciał odsłuchiwać ponownie. Mimo to chłopaki z Maccabees bawili się przednio, odrobinę zaskoczeni żywą i liczną widownią. Oba zespoły po serii szablonowych oklasków mogły spokojnie poskładać swój sprzęt i udać się na tyły sceny w Studio. Taki to już urok zespołów supportujących, szczególnie, kiedy gra się przed zespołem takim jak Editors, który konsekwentnie, krok po kroku, płyta po płycie staje się fundamentem nowej sceny rockowej na świecie i zyskuje coraz większe zastępy fanów (usłyszeć można było na koncercie komentarze tych najbardziej oddanych na przykład w temacie “posiadania baków a’la Tom Smith”).

Po supportach pod sceną stał już zniecierpliwiony tłum, w powietrzu unosiło się podniecenie w związku z rychłym wyjściem na scenę kwartetu. Rozmowy na temat ich nieudanego (utrata głosu przez wokalistę) koncertu podczas tegorocznego Jarocina, komentarze co do playlisty, jaką zespół gra na tej trasie, ostatnie, pospieszne wędrówki do baru, by nie stracić wydeptanego miejsca pod sceną. Wśród publiczności zapowiadało się na coś naprawdę wielkiego.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Na scenę wyszli w kolejności jednoznacznie wskazującej wokół czyjej osoby będzie kręciło się wydarzenie. Najpierw perkusista – Edward Owen, następnie basista – Russel Leetch, gitarzysta – Chris Urbanowicz, a na końcu serce, twarz oraz płuca w jednym zespołu Editors – Thomas Smith.

Zaczęli tak samo jak w Warszawie, od “In This Light And On This Evening”, potem “An End Has A Start” i “Blood”. Już wtedy wiadomo było, że będzie to dobry wieczór. Thomas, wzorem Dave’a Gahana, już po paru utworach zdjął marynarkę, czym wywołał dodatkowy aplauz nie tylko wśród damskiej części publiczności. Każdy kolejny utwór rozgrzewał publikę do niewyobrażalnej temperatury, zespół ani na moment nie pozwolił sobie na przerwę, odsapnięcie – tak jakby tempem chciał zmierzyć się z żywiołową publicznością. Pierwszy “pit stop” zanotowali dopiero podczas wolniejszego “The Boxer”, potem też zagrali kilka mniej porywających do spazmatycznego tańca utworów. Między innymi “The Big Exit” czy “Eat Raw Meat”. Potem jednak, jakby wyczuwając się wzajemnie, zespół zagrał pierwszy w historii singiel zespołu “Bullets” i zabawa wróciła na poprzednie tory.

Grupa zagrała utwory niezwykle czysto, wręcz krystalicznie, potwierdzając tym samym, że na scenie należą do tych zespołów, które reprezentują się jeszcze lepiej, aniżeli na płycie. Widać było też, że zespołowi zależy na dobrym występie w Polsce, pamiętając wypadek w Jarocinie. Tom Smith grając na fortepianie, gitarze i klawiszach niemalże jednocześnie stał się królem sceny, monopolistą posiadającym uwagę widowni. Po prawie półtorej godzinie grania przyszedł czas na bis. Choć większość zgromadzonych znała playlistę i wiedziała, że zespół pojawi się jeszcze na cztery utwory i tak nie szczędziła swoich gardeł na przywołanie zespołu.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Po kilku minutach Editors planowo wrócili i wtedy to nastąpił punkt kulminacyjny tego wieczoru. Świetny, szalenie popularny singiel “Papillon” porwał całą salę do tańca. Nawet ci, którzy zarezerwowali sobie miejsca na schodach, by uniknąć ścisku, rzucili się w tłum. Dawno już nie byłem na tak energetycznym koncercie, koncercie który zmusiłby dosłownie wszystkich do skakania tak samo, jak wtedy gdy miało się po naście lat. Na koniec zespół wykonał “Fingers In The Factories”, jeden z najbardziej charakterystycznych swoich utworów.

Był to koncert idealny i właśnie o ów idealizm można się jedynie przyczepić. Rygorystyczna playlista, odmierzone bisy, nikła interakcja z publiką. Ale właśnie w tym profesjonalizmie i dystansie ukryła się pewna tajemnica. Tajemnica Toma Smitha, lidera, który, moim zdaniem, tak samo, jak jego wielcy poprzednicy, będzie ikoną, znaczeniem swojego zespołu i postacią, na której będą się wzorować zastępy jego oddanych fanów.

Krzysiek Żyła

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.