23.02.2009 16:32

Autor: Michał Wieczorek

Immanu El w Jadło

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


immanu-el-1.jpg Na koncert Immanu El do Jadłodajni wybrałem się z pewną obawą o nagłośnienie, pamiętając ostatni koncert George Dorn Screams, ale i z nadzieją, bo w zeszłym roku Szwedzi zagrali dobry koncert. I tym razem nie zawiodłem się na nich.

Przed Immanu El wystąpiła Nathalie & the Loners, która okazała się być Natalią bez the Loners. Wokalistka Orchid i Happy Pills wystąpiła jedynie z towarzyszeniem klawiszy i laptopa. Czyli w pewnym sensie z typowym singer-songwriterskim zestawem. Zaserwowała dość melancholijny zestaw piosenek, który zakończyła zaskakującym coverem “Mercy” Duffy. Zaskakującym, bo niespodziewanym i na szczęście nie po prostu odegranym, ale niosącym indywidualne piętno Natalii.

Jeszcze w czasie próby dźwięku wszyscy zadrżeli o przyszłość występu, gdyż dwukrotnie wysiadł prąd. Może nie były to chwile grozy, ale na pewno pewnego zaniepokojenia i zakłopotania. Na szczęście w czasie koncertu nie wystąpiły żadne awarie i można było w pełni cieszyć się muzyką. W pełni, gdyż nie było większych nagłośnieniowych problemów.

Zaczęli od swojej najdłuższej kompozycji, “Under Your Wings I’ll Hide”, który zagrali jeszcze dłużej niż na płycie. W oczy (i przede wszystkim uszy) rzucał się postęp, jaki zrobili w ciągu roku. Kombinowali z piosenkami, nie bali się zagrać mocniej. Były też nowe kawałki, w tym jeden zaśpiewany po szwedzku, który szczególnie przypadł mi do gustu, a jeszcze innego nie grali w Szwecji (o czym poinformowali ze sceny). Z tego, co można wywnioskować z tych kilku piosenek, nowa płyta będzie bardziej rockowa, choć utrzymana w podobnych klimatach.

“Untitled” (czyli nowy utwór wykonany podczas koncertu w Jadłodajni Filozoficznej)
If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Sami chłopcy pozostali skromni, choć tym razem częściej odzywali się ze sceny oraz nauczyli się dziękować po naszemu, czym wzbudzali ogromny entuzjazm ludzi zgromadzonych w Jadłodajni. Z dalszych zmian trzeba odnotować brak wiolonczelisty, który z powodów osobistych musiał zrezygnować z trasy. Tak więc partie wiolonczeli były odpalane z laptopa. Z innych nowości, Strängbergowie zrezygnowali z korzystania ze smyczków do grania na gitarze. Dobrze, bo, niestety, zbyt jednoznacznie kojarzyło się to z Sigur Rós.

Po trochę ponad godzinie zeszli ze sceny, lecz szybciutko wrócili, wywołani na bis. Ostatnim utworem, który zagrali tego wieczoru była “Panda”, którą zadedykowali Jackowi, człowiekowi odpowiedzialnemu za sprowadzenie ich do Polski. Zdecydowanie należało mu się to, bo koncert był magiczny, dużo lepszy niż w zeszłym roku. Z tym większym zniecierpliwieniem czekam na nową płytę. I oczywiście powrót do Polski.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.