07.07.2009 12:48

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Immaculate Machine – “High on Jackson Hill”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


high_on_jackson_hill-immaculate_machine.jpg Immaculate Machine – “High on Jackson Hill”
Mint Records/2009

Kolejny krążek Kanadyjczyków popularności poprzedniego nie przebije, ale…

… pozostawia dobre wrażenie. Nie ma tutaj wielu takich hitów jak “Jarhand”, który był najczęściej ściąganym singlem tygodnia na portalu iTunes. Sukces ten pomogli osiągnąć zaproszeni goście m.in. Alex Kapranos z Franz Ferdinand (klip tutaj). Lecz jest coś w najnowszym krążku grupy, co sprawia, że ma się ochotę ponownie po niego sięgnąć. Co jest przyczyną tego irracjonalnego zachowania nie wiem do dzisiaj.

Grupa ma dwoje wokalistów, panów reprezentuje Brook Gallupe (były śpiewak operowy), a panie Kathryn Calder (znana ze współpracy przy najnowszych albumach The New Pornographers). Wymienność płynna, nie pozostawia luk i nie kontrastuje za mocno. Muzycznie mamy do czynienia z czymś, co czyni klasyfikację gatunkową (prawie) niemożliwą. Pop, folk, rock jako określenia powinny załatwić sprawę, tak jednak nie jest. Skomplikowane brzmienie miesza się z prostymi melodiami. Jednakże zapamiętanie budowy większości utworów po pierwszym przesłuchaniu graniczy z cudem. Klimat i wrażenie, jakie po sobie zostawia “High on Jackson Hill” zachęcić nas może do następnego odsłuchania.

Faktem jest, że w porównaniu do poprzednich nagrań, zespół dokooptował paru nowych członków. Grupę opuścił natomiast jeden z trojga pierwotnych członków, perkusista Luke Kozlowski (dopiero po nagraniu płyty). Więcej instrumentów, większe zamieszanie, mniejsza “widoczność”. Synteza akustycznego grania z tym bardziej ostrym, pełnym efektów. “Sound The Alarms” jest tego potwierdzeniem:

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Utwór ten wydaje się należeć do tych, które najszybciej spośród zgromadzonych na płycie wpadają w ucho. Mnie osobiście przypadł do gustu bardziej aniżeli wspomniany hit “Jarhand”, atoli to jak najbardziej subiektywne odczucie. Potencjał na przebój ma ta piosenka, oj ma. Muzykom wydaje się jednak na tym nie zależeć. Robią to, co lubią, granie sprawa im frajdę. Są tu i inne pochowane perełki.  Choćby takie “He’s a Biter” z ciekawymi wokalizami w tle. Utwór spokojnie mógłby się znaleźć na albumie grupy Spoon.

Płyta ta rankingów list przebojów nie podbije. Przy dłuższym kontakcie czar pryska. Osobom spragnionym syntezy rocka z folkiem może przypaść do gustu. Zagwarantować tego jednak nie można. “High on Jackson Hill” broni się przede wszystkim atmosferą. Brakuje tu odkrywczości, “pierwiastka Boskości”. Najnowsza płyta zespołu wymaga uwagi. Tylko wtedy słuchacz pojmie to, co werbalnie niewyrażalne.

Łukasz Stasiełowicz

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (14 głosów, średnio: 7,57 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.