06.02.2010 14:42
Autor: Krzysztof Kowalczyk
Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów
Wykonawcy: Japandroids
“I just wanna worry about those sunshine girls”, czyli Japandroids w Wraszawie i Poznaniu.
Nieduża sala Powiększenia wypełniona po brzegi, dwóch kolesi na scenie, ściana dźwięku i szaleństwo pod sceną. Tak wyglądał jeden z najlepszych koncertów 2010, choć rok dopiero co się zaczął.
Warszawa
Kanadyjczycy zaczęli od “No Allegiance to The Queen”, najlepszego kawałka z “Lullaby Death Jams”. Energia wprost roznosiła powiększenie i udzieliła się pierwszym rzędom, które ruszyły w pogo. Takie regularne punkowe pogo, którego nigdy bym się nie spodziewał w tym miejscu. Średnia wieku pod sceną oscylowała wokół 16-17 lat, co też było pewnym ewenementem w tym miejscu. Jak widać hajp zrobił swoje. Czy to źle? Jak dla mnie nie, bo nie było frekwencyjnego obciachu.
Przyjęcie Kanadyjczyków było wręcz ekstatyczne. Publiczność dosłownie spijała każde słowo z ust Briana. Widać było, że zespół jest zaskoczony takim odbiorem swojej muzyki i co chwilę dziękowali i podkreślali, że to dla nich coś niesamowitego. Odwdzięczyli się tak, jak mogli najlepiej, zagrali wspaniały koncert.
Zagrali prawie całe “Post-Nothing”, zabrakło tylko “I Quit Girls”. Największe poruszenie wzbudził “Young Hearts Spark Fire”, zagrane na samym końcu. Jednak dla mnie highlightami tego koncertu były “Wet hair” i “Sovereignty”. Do tego dorzucili cover Big Black, b-side z niewydanego jeszcze singla i “Darnkness on the Edge of Gastown”. Wszystko trwało równo godzinę.
Ta godzina zleciała w mgnieniu oka i został dręczący niedosyt, że nie mogłem pojechać ani do Krakowa ani do Poznania. Choć po koncercie Living Colour żałuję tego trochę mniej.
Michał Wieczorek
Poznań
W poznańskim Eskulapie było podobnie - ta sama energia płynąca za sceny, to samo zaangażowanie kanadyjskiego duetu. Jedyną różnicę stanowiła publika, której frekwencja (zapełniona była 1/3 górnej sali klubu) i zaangażowanie nie miały się tak dobrze jak w stolicy. Pierwsze 10 osób pod sceną szalało, reszta raczej kiwała głową, ale na szczęście atmosfera była na tyle dobra, że o obciachu nie było mowy.
W Poznaniu zostało zagrane “I Quit Girls”, którego zabrakło w Warszawie, i był to jeden z najlepszych momentów koncertu. Poza materiałem z debiutanckiej płyty, epki “Lullaby Death Jams” i coverami, zagrali jeden nowy utwór, który zabrzmiał bardzo obiecująco.
A teraz najważniejsze. Po koncercie udało mi się zamienić kilka słów z chłopakami i dowiedziałem się, że bardzo chcieliby wrócić do Polski latem podczas trasy festiwalowej. Biorą pod uwagę dwie imprezy i jak się zapewne sami domyślacie, są to Open’er i OFF Festival - z tym drugim już prowadzą rozmowy. Krótko mówiąc: Rojek, nie spieprz tego!
Krzysztof Kowalczyk
foto: myspace zespołu
Uwolnijmuzyke.pl - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.
Copyright © 2008-2009 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.
MP
W Krakowie brzmieli.
Zurus
hmmm, ciekawe czy na żywo brzmią ‘żywotniej’ niż na albumie…