31.10.2008 02:12

Autor: Sandra Kmieciak

Haydamaky – “Kobzar”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


kobzar.jpg Haydamaky – “Kobzar”

Pomimo, że nie uważam się za zatwardziałą konserwatystkę jeśli chodzi o muzykę, to ze zmianą pewnych przyzwyczajeń mam problem. Nigdy nie przemawiała do mnie muzyka folkowa, a wszystko co w swojej nazwie zawiera “folk” omijałam z daleka. “Chamstwa i góralskiej muzyki nie zniesę”, ot cała filozofia. I nagle wielki boom, koncert Haydamaky, a następnie bliższe spotkanie z ich płytą “Kobzar”. Muszę w tym miejscu pogratulować panom z Ukrainy, że nawrócili takiego betona jak ja.

“Kobzar” złamał tkwiące we mnie głęboko przekonanie, że muzyka folkowa to tylko skrzypeczki, żałosne zawodzenie o górskim strumyku i “hej” używane zamiast przecinka, żeby było jeszcze bardziej przaśnie i z przytupem. Nowa płyta ukraińskiego zespołu łączy elementy ludowe z dźwiękami stricte rockowymi doprawionymi szczyptą reggae, punku i ska. Stwierdzenie, że łączą tradycję z nowoczesnością zabrzmi pewnie jak oklepany frazes, ale trudno inaczej nazwać to, co tworzą Haydamaky. Trudno nazwać to inaczej biorąc także pod uwagę motywacje jakie kierują muzykami. Już sama nazwa albumu – “Kobzar”, nawiązuje do tradycji ukraińskich niewidomych bardów, którzy z lutnią (ukraińską bandurą) przemierzali kraj wzdłuż i wszerz i śpiewali pieśni o starych, kozackich, dobrych czasach.

Na płycie na bandurze gra Ivan Tkalenko natomiast na innym ludowym instrumencie – sopilce (rodzaj fletu) Oleksandr Yarmola, a na drymbie Volodymyr Sherstyuk. Tytuł płyty to jednak nie jedyny ukłon muzyków w stronę historii. Warte zaznaczenia jest również ich zaangażowanie w sprawę Czarnobyla, które wyszło z inicjatywy lidera zespołu, Oleksandra Yarmoli, który tam się urodził i spędził dzieciństwo. Artyści nie tylko część dochodów ze sprzedaży biletów na koncerty poświęcają dla najbardziej poszkodowanych, ale sami odwiedzają ten rejon Ukrainy, aby zapalić świeczkę ku pamięci ofiarom katastrofy.
“Kobzar” jest czwartym krążkiem w dorobku artystów, na którym eksplorują nowe przestrzenie muzyki, które może nie są oddalone o lata świetlne od tego, co możemy usłyszeć na poprzednich płytach, ale jednak różnica jest łatwa do uchwycenia. Choćby w takim utworze jak “Message”. Mocne gitarowe wejście + reggae + hip hop + głos z nawigacji GPS rozkazujący “skręć w prawo, skręć w lewo” + Krzysztof “Grabaż” Grabowski + Reggaenerator i Pablopavo z Vavamuffin. Mało? “Elir” budzące na początku skojarzenia z Gotan Project albo Goranem Bregovicem, a na końcu z Fanfare Ciocarlia. “Marusya”- gitarowe wejście, którego nie powstydziliby się mistrzowie ciężkiego, metalowego grania. “Leleki”- solo gitarowe Oleksanda Dem’yanenko, które idealnie wpisałoby się w złote lata 60. i 70. kiedy na gitarach elektrycznych wymiatali tacy bogowie jak Hendrix czy Page. “Rosa”- spokojna, delikatna ballada z przepiękną solówką na trąbce w wykonaniu Eugenia Didyca. Aż trudno uwierzyć w informacje z oficjalnej polskiej internetowej strony zespołu, jakoby Eugenio w młodości pasł krowy i świnie, a na trąbce nauczył się grać sam. Oj, ciężko kiedy słucha się takich kawałów jak “Meni zdayetsa”, gdzie subtelnie wpleciona trąbka nadaje kompozycji bardziej jazzowy charakter. Ciekawym utworem jest także kończący płytę “Viter viye” oraz jego remiks, w którym słyszymy sekcję dętą Zion Train wspomaganą wokalnie przez Brother Culture. Remiks mocno pobrzmiewający reggae i dubem. Świetny the end tego krążka.

Płyta “Kobzar” w całości powstała w Polsce. Odpowiedzialni za to są Mario Activator, znany polski producent muzyki dub i reggae oraz Jarek “Smok” Smak, jeden z założycieli punkowej grupy Post Regiment oraz gitarzysta Falarek Band. W pierwszym kwartale przyszłego roku Haydamaky planują wydać kolejną płytę, tym razem przy udziale zespołu Voo Voo. Materiał na nią jest już nagrany. Zatem zacieramy ręce, a czekanie umilamy sobie słuchaniem płyty “Kobzar” oraz polowaniem na koncert zespołu w naszym mieście, ponieważ koncert Haydamaków to coś, czego nie można przegapić. Płyta jest świetna, ale koncert to zupełnie inna jakość i energia. Ale o tym już było więc zapraszam na moją relację tutaj.

Sandra Kmieciak

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (6 głosów, średnio: 7,50 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.