07.03.2011 10:00

Autor: Mateusz Cudo

Hall21 – “Empty Rooms” EP

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


hall21-empty-rooms.jpeg Hall21 – “Empty Rooms” EP
wyd. własne/2010

W czasach degeneracji rzekomych potomków Joy Division – grup Editors i Interpol oraz komercji White Lies – warto odważyć się poszukać prawdziwych następców. Jedyną nadzieję na to daje niezależna scena Francji po dziś dzień bogata w postpunkowe tradycje.

Postpunk do dziś budzi nie do końca właściwe skojarzenia. Dla jednych taka muzyka zatrzymała się w czasie lat 80., po erze Joy Division i The Chameleons z rzadkimi przypadkami zespołów, którym udało się przetrwać do dziś – jak The Fall czy Echo & The Bunnymen. Bardziej wtajemniczeni przyznają jednak, że prawdziwą ojczyzną późniejszych grup tego nurtu okazała się być nie Wielka Brytania, lecz Francja. To tu tak naprawdę post-punk pod bardziej powszechnie używaną nazwą cold-wave rozkwitł w pełni. Razem z No Tears, Charles de Gaulle, Guerre Froide czy pobliskimi deVolanges i The Names na czele. Niestety nie licząc kultu prawdziwych wielbicieli gatunku, zespoły te nie zdobyły nigdy powszechnego uznania, na jaki z pewnością zasługują, będąc w stu procentach  grupami niezależnymi i alternatywnymi. Francuzi mają jednak na tyle szczęścia w porównaniu do Brytyjczyków, że po dziś dzień opiewają w nowe talenty neurotycznego rocka. Debiutanckie albumamy Object, Frustration czy Varsovie namieszały na tyle w ostatnich latach, aby stanąć w jednej lidze z pionierami nurtu we Francji. W tym czasie na Wyspach po erze brit-popu zaczął być modny postpunk w najbardziej komercyjnej z możliwych postaci. Świadczą o tym ostatnie sukcesy The Horrors, White Lies i Glasvegas. Z ideami niezależnego postpunku łączy je jedynie image i to w dość wątpliwy sposób.

Niestety, jakby tego było mało, zeszłoroczne płyty Editorsów i Interpolu załamały nawet oddanych fanów obu grup. W przypadku pierwszych próba innowacji – elektroniczny new wave nie był w cale lepszym wyborem od wtórnego do granic czwartego albumu nowojorczyków. Jeszcze raz okazało się, że na ikonę melodyjnego grania z ambicją godną sztuki The National mogą wyrosnąć jedynie dojrzali, świadomi twórcy. Ci, którzy nie wpasują się w panującą modę i zapotrzebowanie mediów, ale pozostaną wierni ideałom, jednocześnie bez piętna Joy Division i z góry skazania na bycia ich kolejną nieudaną kopią. Takie właśnie jest Hall21 – zespół spod Rennes na Półwyspie Bretońskim. Od początku istnienia grupy – roku 2006 – kwartet postawił na melodyjność i dopracowanie kompozycji.

Na jedynym dotychczas wydawnictwie “Empty Rooms” w sześciu utworach zmieściła więcej gitarowej inwencji niż wszystkie wymienione grupy, otagowane nazwą postpunk z ostatnich lat. Dosyć osobiste teksty dotyczące własnej psychiki, sfer uczuć i zagubienia dopełniają niebanalny nastrój twórczości Hall21. Utwór “Kiko Says” z linią “I’m not strong enough to carry all the weight of my mind” wydaje się być największym przebojem grupy, jednocześnie nie tracąc niczego z bezkompromisowego grania i ciągłych ścian gitar. Podobnie jest w przypadku “Broken Minds”, gdzie wolna gitarowa ballada spod znaku zespołu Calla z czasem przeobraża się w żwawą psychodelię z kilkuwarstwowo połączonymi kompozycjami w formę gitarowej psychodelii. Nie jest to typowy postpunk ani psychodeliczny rock, ale recepta tkwi gdzieś po środku. Również wokale Cyrila Perrina odbiegają od konwencji niskiego śpiewu – znaku rozpoznawczego Paula Banksa czy Toma Smitha. Mamy tu nawet dodatkowe neurotyczne dopowiedzi prowadzącego gitarzysty zespołu, Bruno Denizane.

Na EPce “Empty Rooms” oprócz wszechobecnych “ścian gitar” bardzo istotna jest sekcja rytmiczna, która kreuje psychodeliczny podkład i jednocześnie wpływa na głębszy wydźwięk utworów. Najlepszym przykładem jest “Until We Loose Control”,  gdzie w połowie utworu linia basu i motoryka perkusji wychodzi na pierwszy plan przed zakończeniem pełnym melodii gitar. Powtarza się to w tytułowym “Empty Rooms”, najbardziej garażowym i neurotycznym utworze na płycie. Jednak Hall21 nie stara się tworzyć zbyt surowej muzyki, wszystko zamyka we własnym stylu i specyficznej atmosferze, która jest pod ich własną kontrolą. Podkreśla to najdłuższe “Someone Will Call”.  Nostalgia i mantryczne granie prowadzi do finałowego crescendo i stylowych eksperymentów, imitujących dźwięk telefonu poprzez zapętlenia gitary. Warto również wspomnieć o “The Girl In The Car”, gdzie początek, jak i koniec atakuje pełną pasji muzyką, jednocześnie penetrując uczucia słuchacza środkową częścią utworu.

W dobie zdematerializowania się refleksyjnego art-rocka i coraz niższych lotów komercyjnych debiutów, szumnie określanych alternatywą, wypada mieć nadzieję, że Hall21 otrzyma prawdziwą szansę zaistnienia dla bardziej wymagających rzesz słuchaczy. Zespół kończy właśnie pracę w studiu nad debiutanckim albumem, który ukaże się niebawem. Zapewne nie spotka się to z większym rozgłosem i nie zostanie on doceniony należycie poza Francją. Ale szczęśliwy ten, kto nie przegapi tej szansy i zwiąże się z twórczością grupy na dłuższy czas. Kolejna taka okazja szybko się nie powtórzy. Nawet w Wielkiej Brytanii czy USA.

Mateusz Cudo

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼

http://www.youtube.com/watch?v=lWwv82L0aac

Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 7,60 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.