21.03.2011 20:22

Autor: Maria

Gruff Rhys -”Hotel Shampoo”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy: |


hotel-shampoo.jpg Gruff Rhys – “Hotel Shampoo”
Isound Label/2011

To nie jest muzyka dla wszystkich.

Zabierałam się za zrecenzowanie “Hotel Shampoo” niezliczoną ilość razy. Siadam, słyszę szum fal, mewy w pierwszej piosence, potem znajduję miliony różnych spraw, włącznie ze sprawdzeniem facebooka i dodaniem najaktualniejszej notki na blipie i tak dalej… póki się nie zorientuję, że płyta się skończyła. Puszczam od nowa i znów – tuż po mewach i szumie morza – moja uwaga się rozprasza, ulatuje i znajduje inne zajęcia. Oczywiście po części to wina nie tylko Gruffa Rhysa, ale mojego utajonego ADHD, ale skoro Borys Dejnarowicz potrafił mnie zainteresować, skoro Emancipator zatrzymał na 12 piosenek przy głośniku, z najnowszym Gruff Rhysem nie powinno być problemu. A jednak.

Generalnie płycie niczego nie brakuje. Ba! Jest w najmniejszym detalu dopracowana, składa się w piękną całość, delikatna muzyka utkana z klawiszy, trąbek, gdzieniegdzie harfy, omnichordu i wokalu delikatnego, jakby zamiast głównej linii wokalu dodano tylko linie chórków. Majstersztyk delikatny i piękny jak pajęcza sieć, z dopasowanym wokalem, który, gdyby silniejszy, mógłby całą tę konstrukcję zburzyć. Piosenki na płycie naturalną koleją rzeczy ułożone są od delikatnych, przez odrobinę szybsze, by znów wrócić do delikatności i sielankowości. Od “Sensation In The Dark” tempo lekko przyspiesza, głos Rhysa pozostaje nadal jednak “kołysankowy”. Nawet przy próbie wejścia na wyższe rejestry i przeciągnięcia dźwięków, głos mu drży jak małemu chłopcu. W ostateczności mamy chórki jak z kołysanki, z tym, że tempo jest tu szybsze. I słodkie smyki, jak w starych filmach o miłości.

W “Conservation Conversation” Rhys odzyskuje siłę głosu, dodaje kakofoniczne zagrywki pianina. Pajęcza sieć może zacząć się rwać, jednak nie, nie będzie mentolnięcia. To nie ta płyta, to nie ten wykonawca. I choć w “Christopher Columbus” słychać grzmoty, pioruny, powracają motywy ptasich dźwięków, to nadal nie dane jest nam zapomnieć, że jesteśmy w krainie pluszowych misiów, więc nic złego stać się nam nie może. I faktycznie, już w następnym utworze powracamy do krainy łagodności, gdzie wokal Rhysa wsparty jest dźwięcznym głosem pani. Brzmi jak kołysanka, jak piosenka miłosna. Przy “At The Heart Of Love” ta delikatność i bajkowa słodkość może już zacząć nudzić. Rhys chyba to przewidział i już w refrenie dostajemy wyrazisty, marszowy rytm, który odwraca uwagę od ciut za wysokiego wokalu.

Z ciekawych zagrywek, wyłapać jeszcze można fortepian w “Patterns Of Power” czy pod koniec ostatniej piosenki – “Rubble Rubble” – dźwięk, jakby wciąganie taśmy w magnetofon. A może to tak właśnie brzmi ulatujący czar, gdy trzeba wrócić do rzeczywistości?

Podsumowując, trzeci solowy album lidera Super Furry Animals przynosi mnóstwo przykurzonego retro popu, z mnóstwem odniesień do muzyki rodem z lat 70. czy 80.  Melodie i bogate aranżacje podkreślają kolorowy, filmowy charakter jego nowych utworów. To prawdziwie wysmakowany pop. Nie jest to równocześnie album dla modnej indie-popowej, shoegaze’owej czy alternatywno-rockowej młodzieży z utajonym mniej lub bardziej ADHD. Raczej odnajdą się tu wtajemniczeni wielbiciele talentu Gruffa lub sympatycy staroświeckich brzmień w stylu Nicka Drake’a czy Love.

Maria Grudowska.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (6 głosów, średnio: 6,50 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.