29.11.2010 20:00

Autor: Krzysztof Kowalczyk

“Granie muzyki jest bardzo naturalne” – wywiad z Indigo Tree

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Tylko u nas, Wywiady

Wykonawcy:


indigo-tree-fot-solar.jpg Po gdańskim koncercie, w którym Indigo Tree pełniło rolę supportu Pogodno (prawda, że absurdalne połączenie?), duet poświęcił nam dużo czas, aby cierpliwie i obszernie odpowiedzieć na nasze pytania.

UwolnijMuzykę!: Wydaje mi się, że “Blanik” jest płytą spójniejszą niż pierwsza. Czy czuliście się pewniej nagrywając ją? Czy nagrywanie “Blanik” różniło się od tego, jak tworzyliście “Lullabies Of Love And Death”?

Filip Zawada: Nie wiem… W tej kwestii nie jestem za bardzo obiektywny bo nie mam dystansu, który jest konieczny do takiej oceny. Pierwszą płytę nagraliśmy w ciągu 19 dni, a “Blanik” nagraliśmy w odstępie roku. Czy myślisz, Piotrek, że druga płyta jest bardziej spójna i wiesz dlaczego jest bardziej spójna?

Peve Lety: Nie.

Filip Zawada: Nie zastanawiamy się nad procesem, nad tym czy coś jest spójne albo nie. Wszyscy chcą, abyśmy matematycznie o tym opowiedzieli, nie da się tego tak wytłumaczyć. Grasz i grasz, nie myślisz o tym, co robisz. Jest istotne, aby się nad tym nie zastanawiać i możliwe, że to jest właśnie pomysł na ten proces. Oczywiście w społeczeństwie pracującym to rzecz potępiana – niemyślenie jest bardzo złe, a myślenie – dobre. Jeśli ktoś ma zawód, w którym nie musi myśleć, jest niefajny, ponieważ zarabia pieniądze nieuczciwie. A my po prostu nie myślimy i zarabiamy na tym pieniądze. Uważam, że jest to w porządku.

UwolnijMuzykę!: A więc nie wchodziliście do studia z jaką konkretną koncepcją, założeniem?

Peve Lety: Chcieliśmy grać muzykę. Wchodzisz do łazienki po to, aby się umyć. Zakładasz, że grasz muzykę, więc nagrywasz płytę. Nie ma w tym nic niezwykłego.

Filip Zawada: Granie muzyki jest bardzo naturalne: dzieci jak są małe bawią się grzechotkami, uderzają w cymbałki, my działamy na tej samej zasadzie.

UwolnijMuzykę!: Wiesz, są ludzie traktujący muzykę bardzo intelektualnie, którzy wchodzą to studia mając obmyślony każdy dźwięk, każdy odcień emocji, jaki chcą poruszyć.

Filip Zawada: Tak, jest taki rodzaj muzyki intelektualnej, na przykład taką muzykę grał Kraftwerk. Oni mieli proces tworzenia całkowicie opanowany. Z kolei zespół z tego samego kraju, Can, wchodził do studia i bardzo często w ogóle nie wiedział co ma nagrać. Jest muzyka matematyczna i jest muzyka niematematyczna – my tworzymy taką, która jest trochę niematematyczna. Trochę niematematyczna, chciałbym to podkreślić, bo muzyka jest najprzyjemniejszą formą matematyki, nie należy o tym zapominać… Chyba jest też jej najdoskonalszą formą. Przyjemnie jest zajmować się matematyką.

UwolnijMuzykę!: Są zespoły, które każą czekać na swoje kolejne albumy wiele lat, wciąż dłubiąc i poprawiając swój materiał. Między premierą “Lullabies Of Love And Death” a “Blanik” minął niecały rok. Rozumiem, że w waszym przypadku jest to wejście to studia, nagranie nowego materiału, zaakceptowanie go i puszczenie w obieg.

Filip Zawada: Nie, nie, to nie jest na takiej zasadzie. Są różne zespoły: są takie, które nie tworzą płyty, bo nie mają weny; są takie, które nie nagrywają nowej płyty, bo nie pozwala im wytwórnia, ponieważ trzeba wypościć ludzi i wypuścić nową rzecz po trzech latach, aby się sprzedała w miliardzie egzemplarzy. My mamy taki luksus, że nie sprzedajemy się w miliardzie egzemplarzy i nie musimy nic robić.

Do stworzenia muzyki jest mi potrzebny święty spokój. Ponieważ umiem cały czas zachować ten święty spokój, dlatego potrafię spotkać się z Piotrkiem, możemy zrobić płytę itd. Nie mamy żadnych założeń. Któregoś grudnia Peve przychodzi i mówi “Słuchaj, nagrywamy płytę w lutym?”, ja na to “Ale chyba nie mamy jej gotowej, nie?”, na co Lewy odpowiada “No to co, może byśmy ją lutym nagrali”, ja się na to zgadzam i nagrywamy płytę w lutym. Mamy wolne, nie musimy chodzić do roboty, mamy Michała Kupicza, któremu mówimy, żeby zarezerwował czas w lutym, następnie wchodzimy i nagrywamy. Tyle.

Wszyscy nas namawiali: “Weźcie perkusistę, weźcie perkusistę!” i tworzyli ciśnienie. Więc Piotrek powiedział, żeby nagrać na pierwszym utworze perkusję. Powiedzieliśmy o tym Michałowi, potem nagraliśmy jeszcze kilka utworów i poszliśmy do domu. Kiedy wróciliśmy rano, Michał już miał nagraną perkusję i właśnie o to chodziło. Nie wiem, czemu ludzie pozbawiają się pewnej przyjemności przy tworzeniu muzyki. Musisz wejść to studia F4, wypiłować zajebistą solówę, w której ani razu się nie pomylisz, wylizać potem płytę w Stanach za miliard dolarów  – no sorry, to nie jest przyjemność, to jest po prostu nudne. Ja wystarczająco nudzę się w innych momentach mojego życia, więc chciałbym, aby zajmowanie się muzyką było przyjemne.

UwolnijMuzykę!: Jak wygląda sprawa z Michałem (Kupiczem – przyp. red.), jako trzecim członkiem Indigo Tree, nie grającym jednak żadnych koncertów? Przyjęliście bez żadnych dyskusji jego decyzję o nie graniu z wami na żywo, czy może próbowaliście go przekonać, żebyście wszyscy występowali na scenie?

Filip Zawada: To wychodzi naturalnie. Jeśli Michał stwierdzi, że będzie grał z nami koncerty, a może się wydarzyć taka sytuacja, to będzie po prostu grał. Nie było kalkulowania, czy przyjmujemy go do zespołu, czy nie. To on podjął taką decyzję, że chce nam pomagać w studiu, dogrywać różne rzeczy, dodawać swoje pomysły. Tak samo jeśli przyjdzie do nas ktoś, kto chce zrobić nam teledysk, ktoś, kogo znamy i lubimy, to mówimy mu “Dobra, rób”. Nie chcemy nikogo ograniczać i nie chcemy, aby ktoś nas ograniczał. Chodzi o to, żeby mieć święty spokój i dać ludziom święty spokój, aby robili to, co umieją najlepiej. Michał potrafi najlepiej nagrywać, więc nagrywa. Jak będzie chciał grać z nami, to będzie grał. Droga wolna. Jeśli chciałby z nami grać ktoś inny i nam się spodoba, to też jest taka możliwość. Nic nie jest zamknięte. Możemy grać nawet z orkiestrą, jeśli będą to fajni ludzie.

UwolnijMuzykę!: Jak w ogóle doszło do tego, że gracie koncerty w duecie? Wiadomo, że taka konfiguracja z góry wymusza pewne wyrzeczenia: zawsze dla przeciętnego słuchacza brakuje np. basu, albo tak jak w waszym przypadku, perkusji. Oczywiście to jest jednocześnie jedna z cech, dzięki którym duety wyróżniają się na tle innych zespołów. Jak to było w Waszym przypadku?

Filip Zawada: Kiedyś, gdy byłem bardzo smutny i nie grałem żadnej muzyki, Artur Majewski zapytał mnie czemu nie założę zespołu. Odpowiedziałem mu, że nie, ponieważ potrzeba perkusisty. A on na to “Co ty stary, wystarczy, że weźmiesz jakiegoś kolegę i masz zespół.” Stwierdziłem, że to jest super proste. Wziąłem kolegę i tyle. Nie ma kalkulowania – gdybym miał kolegę perkusistę, to wziąłbym perkusistę.

UwolnijMuzykę!: W pewnym momencie pojawiła się plotka, że być może wasza pierwsza płyta ukaże się w Stanach. Zagraliście też na brytyjskim festiwalu The Great Escape. Jakie jest podejście Indigo Tree do grania na Zachodzie?

Filip Zawada: Jak się uda, to się uda. Jeśli ktoś będzie to chciał, to weźmie; nie jestem akwizytorem. Są inne, ważniejsze priorytety. Dla mnie bardzo istotne jest to, że mam syna, dla Piotrka istotne jest, że ma dziewczynę i dom – to są rzeczy, które są równie ważne jak muzyka. Gdybyśmy tego nie posiadali, to nie mielibyśmy o czym opowiadać. Jakie masz życie, taką masz muzykę, przynajmniej ja wyznaję taką zasadę. Nie odróżniam tych dwóch rzeczy: to jest moja rodzina i muzyka naraz.

UwolnijMuzykę!: Mieliście jakiś czas temu wydać DVD koncertowe. Co się z nim dzieje, zaginęło w akcji?

Filip Zawada: Tak, DVD koncertowe zaginęło w akcji. Stwierdziliśmy, że nie chcemy go wydawać, za długo to trwało. Może będziemy wydawali inne DVD z zupełnie innego koncertu, idea wydania czegoś takiego nie poległa. Dużo bardziej w porządku jest idea pokazania czegoś obrazem, niż gadaniem. Sam widzisz, że ciężko się z nami gada: na przykład Piotrek mówi dwa zdania i gdzieś odchodzi. Tyle ile zagrasz, tyle opowiesz – nami taki kod najbardziej odpowiada. To naiwne, głupie i romantyczne, ale być może właśnie tacy jesteśmy – naiwni głupi i romantyczni.

UwolnijMuzykę!: Zajmujesz się też fotografią. Rozróżniasz jakoś muzykę i fotografię? Uważasz, że któraś z nich ma lepszą zdolność do przekazywania danego rodzaju emocji, czy może jest to płynne?

Filip Zawada: Nie ma dla mnie takiego rozróżnienia. Tak jak powiedziałem wcześniej, to jest życie. Mam aparat przy sobie, robię zdjęcia i tyle. Żyje, robiąc zdjęcia, żyje grając muzykę, żyję budując dach. I koniec, do tego się przyzwyczaiłem. Nie jestem nikim wyśmienitym, nie jestem nikim wspaniałym, jestem po prostu normalnym drwalem z lasu. Mit rockmana mi przeszkadza i w ogóle nie chcę myślę o tym w taki sposób. Granie muzyki jest tak samo przyjemne jak praca w lesie i rąbanie drzew.

Rozmawiał Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.