04.09.2011 23:20

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Gramy 2011 – gala finałowa

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów, Rozkręcamy

Wykonawcy: | | | | | | |


drekoty_4Gramy 2011 – gala finałowa
3.09.2011 / Szczecin

Relacja z 5. edycji imprezy.

Sześciu finalistów otrzymało szansę pokazania się przed większą publicznością. Dodatkowo umotywowani perspektywą nagród stanęli do kulturalnej rywalizacji. Kto wygrał? Kto zauroczył? Kto rozczarował? O tym poniżej.

Pierwszym zespołem, który miał okazję zaprezentować się na scenie Teatru Letniego był projekt bardzo świeży – Drekoty. Obok znanej perkusistki Oli Rzepki (Pogodno, The Complainer) pojawiły się dwie inne panie, jedna stojąca przy mikrofonie (Zosia Chabiera), druga natomiast siedząca przy klawiszach (Magda Turłaj vel Karotka). Zaczęły od wykonania piosenki “Masłem”. Dość nietypowe instrumentarium dobrze się uzupełniało, nie było raczej uczucia pustki. Jedyny czego można żałować to tak wczesnej pory występu. Noc w połączeniu ze scenicznymi światłami i kosmicznymi syntezatorowymi dźwiękami bardziej pobudzałaby wyobraźnię. Poza tym publiczność dopiero się zbierała, trudno było o ciepłe przyjęcie. Niemniej panie pozostawiły dobre wrażenie.

Później na scenę weszli panowie tworzący Braty z Rakemna. Nie są to debiutanci, wszak w 2004 wydali ten pierwszy album. Można było odnieść wrażenie, iż wokalista lekko fałszuje. Problemy ze śpiewem udało się trochę skompensować poprzez ciekawe struktury kolejnych utworów. Trzecim finalistą była grupa Buscado. Wokalistkę przyniósł na rękach pan i posadził na krześle, tym samym wzbudzono zainteresowanie: Czy coś jej dolega? Co dokładnie? Najprawdopodobniej jednak wszystko było w porządku, bo pani poruszała się bardzo dynamicznie na krześle. Od strony muzycznej był to performance bardzo frapujący. Interesująco współpracowała sekcja rytmiczna, klawiszowiec żywcem wyjęty z teledysków disco-polo lat 90. dodawał egzotyczności, a Dorota Buśko swoimi melodeklamacjami w “Wyliczance” zdobywała uwagę na długo. Jak mało kto połączyli wizualną formę przekazu z muzyczną, efekt był naprawdę świetny. Klimat disco, tajemniczej elektroniki i erotycznego napięcia był niewątpliwie czymś unikatowym.

Nadszedł jednak czas na bardziej tradycyjne brzmienie i zarazem zdecydowanie ostrzejsze. Trio Forma swoim metalicznym brzmieniem mogło przypominać dokonania Tool, lecz trudno ich jednoznacznie zaszufladkować. Wspólne, rytmiczne uderzanie było znakiem charakterystycznym panów. Do przeszłości przetransportowali zgromadzonych hard-rockowcy z Rust. Mocny głos i solówki zadbały o odpowiedni nastrój. Muzycy mają w swoim dorobku nawet cover Abby “Gimme Gimme Gimme” (tutaj do posłuchania). Nie było w tych piosenkach eksploracji nieznanych wcześniej rejonów, ale chyba nikt z publiczności nie miał im tego za złe.

Ostatnim konkursowym kandydatem był kolektyw SoundQ. Pisaliśmy już o nich na naszych łamach i….pewnie będziemy mieli powody by czynić to w przyszłości. Niestety pierwszy z granych utworów, czyli “Elephants’ Graveyard” nie brzmiał na pewno tak jak tego by sobie życzyli członkowie. Problemy techniczne sprawiły, iż wokalista nie mógł się odnaleźć. “Cargo Planes” brzmiało pod tym względem znacznie lepiej. A muzyczny eklektyzm; połączenie popowej estetyki z elektroniką i gitarami wychodzi im świetnie. Słychać to już zresztą na EP “Cargo Planes” (recenzja tutaj). Po ich występie jury (m.in. Piotr Banach, Piotr Stelmach i Wojciech Hawryszuk) udało się na obrady, a na scenie pojawił się zwycięzca zeszłorocznej nagrody publiczności – Dead On Time. Umieszczenie ich przed gwiazdą wieczoru było dość śmiałym posunięciem. Panowie się starali, a słuchający wytrzymali. Kiedy tylko pojawiał się zalążek świetnej melodii, był natychmiast demolowany przez tendencję do jak najszybszego, jak najgłośniejszego i jak najbardziej chaotycznego grania, przerywanego rykami wokalisty. Oczywiście to tylko moje odczucia, była grupka osób (znajomych? fanek?), którym występ bardzo się podobał.

Po krótkiej przerwie nadszedł ważny moment – koncert gwiazdy. Wielu muzyków przez kilkadziesiąt sekund grało charakterystyczny motyw, aż nadeszła Ania Dąbrowska i przy wzrastających oklaskach się przywitała. Pierwszy utwór zapowiedziała jako piosenkę filmową, którą większość nienawidzi, a ona uwielbia. Chodziło o słynny przebój, kojarzony z Dirty Dancing, “(I’ve Had) The Time of My Life”. Przez kilkadziesiąt minut zaprezentowała swoje największe przeboje, nie zabrakło więc “Charlie, Charlie”, “W spodniach czy w sukience” oraz “Jesteś jak sen o spadaniu”. Poprzez obecność instrumentów dętych (trąbka, saksofon) aranżacje poszczególnych piosenek były bardzo bogate i eklektyczne, każdy ze słuchaczy mógł znaleźć interesujące dla siebie elementy. Już sam ubiór muzyków zdradzał jak różne środowiska się tutaj stykają.

Wokalistka po urodzeniu dziecka przestaje być powoli Anią bo nie jest już tą samą chudzinką, która swoim głosem dobijała się do bram showbiznesu. W porównaniu jednak do sztucznie wytwarzanych produktów udało się jej zachować naturalność. Oczywiście były tego wieczoru malutkie niedoskonałości wokalne, lecz kilka razy Dąbrowska wynagrodziła to dłuższym podtrzymywaniem wysokich nutek. Dobrze uzupełniał ją chórek, składający się z dwóch dziewczyn. Z pewnością nie był to jej koncert życia, architektura (głównie siedzące miejsca w teatrze) przeszkadzała w energicznym odbiorze koncertu, ale jednocześnie mało kto wychodził rozczarowany. Artystka zrobiła swoje, a instrumentaliści pomogli przy tym swoim profesjonalizmem. Można więc się było rozpływać dźwiękami płynącymi z gitary i klawiszy w trakcie “Souvenir”, albo subtelnymi wejściami trąbki w wielu kawałkach. Na bis co prawda tylko jeden utwór, ale trwającej kilka godzin imprezy nie warto przedłużać w nieskończoność.

Szkoda, iż – podobnie jak w zeszłym roku – duża część postanowiła na tym zakończyć swój udział w festiwalu. Został jeszcze jeden istotny punkt programu. Ogłoszenie wyników przebiegało jednak sprawniej niż w 2010 i powoli wychodzący ludzie zdążyli jeszcze dowiedzieć kto wygrał w poszczególnych kategoriach. Drugi rok z rzędu nagrodę publiczności (5000 zł) otrzymał przedstawiciel cięższego brzmienia, tym razem grupa Forma.

Najlepszy instrumentalista – tutaj decyzja jurorów była dla niektórych zaskoczeniem. Bon o wartości 2700 zł, do wykorzystania w salonach Riff, zdobyła Ola Rzepka (Drekoty). Po dokładniejszym przestudiowaniu jej gry widać jednak niestandardowe podejście do muzyki. Trudno to czasami wychwycić, gdyż perkusja nie gromadzi uwagi tak bardzo jak gitara elektryczna, dlatego to zazwyczaj wioślarze są faworytami podobnych konkursów. Zanim przejdę do głównych wyróżnień to jeszcze króciutko o nagrodzie specjalnej (2000 zł) ufundowanej przez Pogotowie Teatralne. Otrzymała ją, za osobowość sceniczną, wokalistka Buscado – Dorota Buśko. Werdykt nie mógł być inny.

Za najlepszą piosenkę w języku polskim uznano “Poddania”. Drekoty zgarnęły więc regulaminowe 5000 zł. Zważając na to, iż tylko połowa wykonawców śpiewała w tym języku, konkurencja była mniejsza, aczkolwiek nie powinno to deprecjonować pań. Doświadczone w alternatywnym środowisku, zapracowały na słowa uznania. Grand Prix (10000) powędrowało natomiast do….SoundQ. Były osoby, które nie kryły swojego zdziwienia. Istotnym aspektem wydaje się być rozróżnienie pomiędzy wykonaniami koncertowymi, a studyjnymi. Oceniano chyba te drugie, bo faktycznie SoundQ pod tym względem jest już na bardzo dobrym poziomie. Wykonanie na żywo miało tego dnia mankamenty dźwiękowe, w dużej części niezależne od zespołu. Na pewno recepcja ich utworów jest znacznie ułatwiona i jeżeli szukano następcy przebojowego “Good Girl” The Lollipops to wybór musiał paść właśnie na nich. Bezsprzecznie mają także potencjał by pójść śladami lizaczków lub Ms. No One.

Do piątej edycji festiwalu zgłosiło się ponad 300 projektów. Jurorzy starali się zachować szerokie spektrum muzyczne dobierając finalistów. Przy jednym czy drugim zespole można było sobie zadać pytanie, czy aby na pewno nie było nikogo lepszego w tym gatunku, ogólnie jednak poziom gali finałowej należy ocenić jako zadowalający. Być może po raz kolejny występ w Szczecinie będzie dla kilku zespołów katalizatorem w kształtowaniu kariery.

Łukasz Stasiełowicz

*Autorem zdjęć jest Paweł Jagiełło

** Więcej filmików z festiwalu tutaj.




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.