02.08.2009 20:26

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Globaltica 2009 World Culture Festival – dzień drugi

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów, festiwale

Wykonawcy: | | | | | |


Globaltica 2009 World Culture Festival – dzień drugi

Drugi dzień gdyńskiej Globaltiki okazał się, wbrew temu co sugerował line up, słabszy niż dzień pierwszy.

Właściwie już od pierwszego zespołu, jaki pojawił się na scenie, widać było większą frekwencję publiki niż dzień wcześniej. Drugą część tegorocznej Globaltiki otwierała kapela Marla Cinger, zwyciężczyni Uchodromu 2009 – konkursu dla trójmiejskich wykonawców, w którym nagrodą jest możliwość nagrania płyty. Muzyka Joanny Kucharskiej (wokalistki) i jej kolegów dobrze wpisała się w piknikowy charakter festiwalu. Styl Marli Cinger to lekkie, gitarowe granie z elementami bluesa i popu, przywodzące na myśl wczesne Myslovitz lub Edytę Bartosiewicz.

transkapela.jpg Po przedstawicielach okolicznej sceny, nadszedł czas na Transkapelę, prezentującą etniczną kulturę muzyczną obszaru Karpat. Nie jestem wielkim fanem folku i być może nie potrafię wychwycić unikalności tego uznanego przez miłośników etno-folkowych brzmień projektu, ale nie słyszałem w ich występie nic niezwykłego. Owszem, wypadli ze swoimi ludowymi dźwiękami wiarygodnie, ale nie jest to poziom np. znakomitej Kapeli Ze Wsi Warszawa.

Myślę, że osobom mniej więcej zaznajomionymi z rodzimymi przedstawicielami gitarowej alternatywy twórczości Iowa Super Soccer nie trzeba szczerzej opisywać. Widziałem już kilka ich koncertów i ten był chyba najsłabszy, co nie znaczy, że słaby. Mysłowiczanie dali sobie radę, ale znacznie lepiej ich delikatne kołysanki sprawdzają się w małych kameralnych pomieszczeniach, a niżeli na festiwalowych scenach pod otwartym niebem.

Występ Firewater, tak samo jak Jasona Webleya, powinien podpowiedzieć organizatorom, jakiego rodzaju wykonawców powinno być na przyszłej edycji więcej. Tak jak wspomniany bard, Tod A i  jego kolektyw dali przepełniony energią i pasją występ, w którym obok elementów muzyki klezmerskiej i bałkańskiej można było odnaleźć punkową zadziorność. Szkoda jedynie, że pod koniec chłopaki zabrali się za łupanie prostego ska, to też sama końcówka była mniej atrakcyjna niż pozostałe części koncertu.

mariee-sioux.jpg Po niezwykle energetycznym koncercie Firewater nastąpiła chwila na wyciszenie, bo na scenie pojawiła się Mariee Sioux, która na scenę wyszła tylko z gitarą i, jak sama przyznała, poczuła się, jakby przerwała imprezę. Nie tylko ona. To był jeden z naprawdę niewielu błędów organizatorskich. Wiem, że jest ona popularniejsza od Firewater, ale lepiej sprawdziłaby się jako rozgrzewka przed nimi. Poza tym koncert był bardzo udany, Mariee sięgała zarówno po starsze, jak i nowsze piosenki. Można też narzekać na monotonię jej występu, która podczas słuchania płyt nie drażni, ale na trwającym ponad godzinę koncercie może już męczyć i zwyczajnie znużyć. Mimo tego, jej koncert należy zaliczyć do udanych.

murder-by-death.jpg Murder By Death byli moimi faworytami drugiego dnia Globaltiki. Nie zawiedli, było amerykańsko, westernowo, czasem mrocznie, czasem mocno i energicznie, czasem melancholijnie. Po prostu świetnie, set lista bez zarzutu, sam bym nie ułożył lepiej, był i “Comin’ Home” i ” ‘52 Ford”, był też cover “Bang Bang (My Baby Shot Me Down)”, wykonany jedynie przez Adama, który wyglądał niczym rewolwerowiec, choć kapelusz zrzucił po pierwszej piosence. Po każdej piosence ręce same składały się do oklasków. Zdecydowanie najlepszy, według mnie, koncert festiwalu.

Na deser wystąpili Orange Goblin, jedna z legend stoner metalu i największa gwiazda festiwalu. Koncert, niestety, podobał mi się średnio, było za dużo strojenia min i wodzirejki niż muzyki, choć niektóre momenty mieli naprawdę wyborne.

Globaltica 2009 pozytywnie mnie zaskoczyła. Przede wszystkim pnowała kameralna i nieco sielska atmosfera, na którą z pewnością miało wpływ odpowiednie miejsce imprezy, a także dobra organizacja. Ochrona była tak jak być powinna, czyli przede wszystkim uprzejma i nienatrętna. Nikt nikogo nie przeszukiwał i nie było żadnego problemu, jeśli ktoś chciał przyjść ze sprzętem o sporej rozdzielczości. Rozsądek przede wszystkim. Backstage był niewielki i niespecjalnie odgrodzony od strefy festiwalowej, to też wielu artystów wychodziło porozmawiać sobie z publicznością albo obejrzeć sobie innych wykonawców. Może i można było załatwić np. dodatkowe autobusy tuż po zakończeniu każdego dnia festiwalu, ale szczerze mówiąc, nie dziwię się, że przy takiej wielkości imprezy tego nie zrobiono. Zresztą, koło terenu gdzie odbywała się Globaltica znajdował się przystanek autobusu i kolejki, więc na dobrą sprawę przy odrobinie cierpliwości nie było problemu z powrotem.

Oby więcej tak różnorodnych muzycznie festiwali dla ludzi z otwartymi głowami miało miejsce u nas w kraju. Po co komu telebimy, kiedy mamy niedużą scenę z rozciągającą się przednią polaną. Polaną tak dużą, że każdy kto chce, może zobaczyć wszystko z bliska. Po co komu strefa z jedzeniem, która spełniłaby zapotrzebowanie gastronomiczne niejednego polskiego miasta, kiedy liczba ludzi jest tak niewielka, że potrzeba jedynie kilka stoisk z jedzeniem. Trzymam kciuki, by tak pozostało i do zobaczenia za rok!

Krzysztof Kowalczyk i Michał Wieczorek

Poczytaj o pierwszym dniu festiwalu.

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.