15.11.2008 02:00

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Glasvegas – “Glasvegas”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


GLAS.12INCH.OUTER.fhd Glasvegas – “Glasvegas” 

Oni słowo sukces mogą odmieniać przez wszystkie możliwe przypadki. Rzucili na kolana prasę, w pierwszym tygodniu po premierze debiutu ścigali się w sprzedaży z Metallicą, a przez wielu zostali uznani jako najważniejsze tegoroczne objawienie w alternatywnym rocku. No dobrze, ale przyjrzyjmy się jakie naprawdę jest to Glasvegas.

Jest kilka rzeczy, które można w twórczości Glasvegas albo pokochać, albo znienawidzić. Głos wokalisty jest specyficzny – typowo szkocki akcent, plus pełen patosu i emocji śpiew. Mi to nie przeszkadza, ale też mnie specjalnie nie zachwyca. Podobnie sprawa ma się z klimatem tego albumu. Nie można muzykom odmówić umiejętności komponowania utworów z wielkim rozmachem, w taki sposób, że mają szansę w przyszłości stać się stadionowymi hymnami.

Najważniejszym atutem grupy, według jej zwolenników, jest treść ich piosenek oraz zawarty w nich przekaz. Nie od dziś wiadomo, że prawdziwe stadionowe hymny, to nie tylko porywająca muzyka, ale przede wszystkim słowa, które będą mogły śpiewać dziesiątki tysięcy gardeł. Teksty utworów Jamesa Allana imponują szerokim spektrum poruszanych tematów. Przykładowo, otwierające album “Flowers & Football Tops” jest opowieścią zrozpaczonego rodzica o utracie syna, który pewnej nocy nie wrócił do domu. “It’s My Own Cheating Heart That Makes Me Cry” to spowiedź nastolatka zaczynającego dostrzegać bezsensowność swojego bezmyślnego życia i ciągłego hedonizmu. Z kolei “Go, Square Go” jest protestem przeciwko przemocy w szkole. Można nie lubić patosu, który wręcz bije od tych kompozycji, ale nie sposób odmówić odwagi poruszania trudnych kwestii.

Brzmienie zespołu jest oparte na gitarowej ścianie dźwięku i jednostajnie grającej sekcji rytmicznej. Podoba mi się przestrzeń jaką czuć w muzyce Glasvegas, coś podobnego można też zaobserwować m.in. w twórczości Coldplay. Nie podoba mi się jednak monotonia panująca na całym albumie. Istnieją opinie, że jest to odwołanie do stylu Jesus and The Mary Chain, że to niby inspiracja shoegaze’m. Problem w tym, że bracia Reid dzięki swojej charyzmie zachwycają nawet najbardziej monotematycznym utworem, a członkowie Glasvegas najzwyczajniej nie. Wyjątkiem od reguły jest utwór “Stabbed”, w którym tekst jest recytowany, a tło tworzy jedynie fortepian. Szkoda, że na płycie nie znalazło się więcej tego typu pomysłów, bo z pewnością urozmaiciłoby to całość.

Nie zrozumcie mnie źle, z nieukrywaną przyjemnością słucham krążka Glasvegas,  głównie ze względu na treść piosenek trafnie analizujących współczesne problemy Wyspiarzy. Nie mogę jednak pojąć wielkiego zachwytu, jaki wzbudzają. Brakuje mi wyjątkowego pierwiastka – czy to charyzmy wokalisty, czy może jakichś elektryzujących melodii, które na długo by zostawały w mojej głowie. Uważam ich debiut za bardzo dobry. Tylko tyle i aż tyle.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (15 głosów, średnio: 7,13 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.