18.03.2009 19:12

Autor: marcin

George Dorn Screams – “O’Malley’s Bar”

Kategorie: Albumy polskie, OFF recenzje, Recenzje

Wykonawcy:


omalleys.jpg George Dorn Screams – “O’Malley’s Bar”

Pisano o nich różnie – zazwyczaj w kategoriach “najciekawszego zespołu gitarowego w Polsce”. Po krótkiej wizycie za oceanem powracają z następcą debiutu!

Materiał zarejestrowano w Dallas, a nad jego kształtem czuwał John Congleton – muzyk znany ze współprodukowania takich formacji jak Modest Mouse, The Apleesed Cast, Erykah Badu czy The Roots. Drogi polskiej grupy i amerykańskiego producenta skrzyżowały się w rodzinnym mieście GDS – Bydgoszczy. Cogelton przyjechał tam ze swoją grupą The Paper Chase, otrzymał album Dżordżów i po kilku miesiącach odezwał się z propozycją współpracy. Grupa za własne pieniądze udała się do Stanów, by zarejestrować wcześniej przygotowany materiał. To z pewnością pionierskie działanie na naszej krajowej scenie. Zespół bez kontraktu z wielką wytwórnią wyruszył do stolicy alternatywnego grania, by w profesjonalnych warunkach nagrać album. Widać i tak można.

Na debiucie przeważała zwarta forma utworów. “69 Moles” czy “Phoney” wyraźnie określały styl grupy – mroczny, melancholijny, ale jednocześnie dynamiczny i ewoluujący. Próby zbudowania bardziej przestrzennych kompozycji słychać było głównie w “Winter Of Deceit”. Być może dlatego, że debiut został nagrany dosyć wcześnie, bo w pół roku po uformowaniu się składu, muzykom brakowało dotarcia się i na poważniejsze wyprawy w kierunku muzycznych psychodelii przyszło jeszcze poczekać. Pierwsze oznaki ewolucji w stylistyce GDS dało się zauważyć na koncertach, zwłaszcza tych odbywających się tuż przed wyjazdem zespołu do Stanów. Podczas występu w Programie Trzecim PR, w kilku nowych utworach słychać było wyraźne odejście od melodyjności na rzecz hałasu i zamieszania. Dodatkową zmianą było zaangażowanie nowego gitarzysty McGartha, który wniósł do grupy większe pole manewru zarówno od strony technicznej, jak i kompozycyjnej.

Na “O’Malley’s Bar” mamy do czynienia z zespołem ukierunkowanym, z wyrobioną pozycją na polskiej scenie. Nie ma co ukrywać, że po następcy rewelacyjnego debiutu – nagrywanego za oceanem – spodziewano się wiele. Całość rozpoczyna się jak w dobrym filmie akcji – od konkretnego uderzenia, później napięcie już tylko wzrasta. Monumentalny, ośmiominutowy “Circles” dobitnie pokazuje, że muzyka zgromadzona na drugim krążku grupy będzie czymś odmiennym. Muzycy całkowicie zerwali z krótką i przejrzystą formą piosenkową. Pozostałości dawnego stylu można doszukiwać się w singlowym “Cul-De-Sac”, ale stanowi on wyjątek. Zresztą i tutaj grupa nie daje się uciszyć i pod koniec utworu wybucha ścianą gitar. O ile na debiucie utwory rozwijały się jak zapętlona serpentyna – tutaj przypominają architektoniczną antykonstrukcję, na tyle nieprzewidywalną, że ciężko stworzyć dla tych utworów jeden punkt odniesienia. Klimat utworów przechodzi z melancholii (“Summers, Springs and Winters”) do nastrojów neurotycznych (“Hangover Tune”). Słychać to też chociażby w “Waterproof”. Całość zbudowana na jednej linii melodycznej, delikatnie to zwalnia, to znów przyśpiesza, gitary są tutaj dozowane z umiarem – obudowane dookoła głosu Magdy Powalisz. Zespół wraz z rozwojem formy nie zatracił zdolności do budowania subtelnych melodii. Słychać to także w utworze “Over”, który w wersji live zagościł na wydanym wcześniej singlu “69 Moles”.

Słychać w tej muzyce ambicje, by wyjść poza ramy znane z debiutu. By wyjść poza ramy własnych inspiracji i naleciałości innych grup. Nie zawsze się to w pełni udaje, sporo tu odniesień do eklektyczności takich grup jak mroczne i ambientowe Neurosis. Próbę określenia się na nowo doskonale słychać w klaustrofobicznym “Message From a Drunken Broom”, gdzie poza całkowicie nowym brzmieniem, w warstwie wokalnej ujawnia się męski głos. Nie wszystkie rozwiązania na płycie przekonują, ale materiał stanowi dobry dowód na to, że zespół ciągle poszukuje, rozwija się. Chwała muzykom za to, że jednak mimo wszystko nie poszli na łatwiznę. Płyta nosi ślad godzin spędzonych w trasie, na próbach, w pokojach hotelowych, w miejscach, które (jak podejrzewam) mogły wpłynąć na ostateczny kształt albumu.

“O’Malley’s Bar” to materiał bardziej progresywny i ciężki, ale jednocześnie brzmiący zespołowo i świeżo. Oto mamy George Dorn Screams w nowej jakości, bez wielkich słów za to z całym zapleczem skrajnych emocji.

Marcin Bieniek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (41 głosów, średnio: 7,17 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.