19.03.2009 17:55

Autor: Michał Wieczorek

Fuck Hollywood, czyli Eagles Of Death Metal w Proximie

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


eagles-of-death-metal-proxima.png Fuck Hollywood, czyli Eagles Of Death Metal w Proximie

Trzy lata, dziewięć miesięcy, dwadzieścia cztery dni. Tyle przyszło czekać polskiej publiczności na powrót najbardziej rock’n'rollowego zespołu XXI wieku. Czy opłacało się? Uprzedzając fakty, odpowiem już teraz. Tak.

Zaczniemy jednak od pewnego, dla mnie dość miłego zaskoczenia, czyli od punktualności. Często bywa tak, że koncert zaczyna się godzinę później, niż było zaplanowane, a w sobotę support wyszedł na scenę nawet pięć minut przed czasem. I właśnie od supportu, którym był brukselski duet The Black Box Revelation zaczynamy właściwą relację z koncertu.

Jest ich tylko dwóch, ale energii mają za siedmiu. Ich muzyka to połączenie Black Rebel Motorcycle Club i The White Stripes. Od pierwszych dźwięków musiałem zbierać szczękę z podłogi. A gdy dowiedziałem się, że obydwaj są jeszcze w wieku nastoletnim, szczęka opadła mi jeszcze niżej. Pół godziny, które mieli, wykorzystali najlepiej, jak mogli. Czysta rokendrolowa moc, jeśli postanowią kiedyś przyjechać znów do Polski, już teraz wiem, że tam będę. Eagles Of Death Metal nie mogli sobie wybrać lepszego supportu, ale jednocześnie nastoletni Belgowie zawiesili starszym kolegom poprzeczkę niezwykle wysoko.

Jednak Orły nie zawiodły. Już od pierwszych dźwięków “I Only Want You” rozpoczynającego koncert – i ich debiutancki album – wzbudzili ekstazę publiczności. Ciśnienie rosło w następnych kawałkach, bo było to “Don’t Speak (I Came to Make A BANG!)” i uwielbiane przeze mnie “Bad Dream Mama”. Potem króciutki zestaw nowych piosenek: “Heart On” i “Secret Plans”. Chwilę później zagrali “Now I’m A Fool”, wzmocnione w stosunku do płyty. Chwilę odpoczynku przyniósł “Midnight Creeper”, a “Anything ‘Cept The Truth” zabrzmiało jeszcze bardziej stonesowo. Na koniec zagrali ekstatycznie odtańczony przez fanów “I Want You So Hard (Boy’s Bad News)”.

Oczywiście wszyscy wiedzieli, że wrócą. I tak też zrobili. Najpierw pojawił się sam Jesse, który zagrał “Bag O’ Miracles” i “I Like To Move In The Night” całkiem sam, a w trakcie grania przez niego “Brown Sugar” dołączył zespół, by przenieść Proximę do wymiaru Rock’n'Roll. Jeszcze tylko wyproszona “Cherry Cola”, “Wannabe In L.A.” zagrane na dwa basy i “Speaking In Tongues” ze smakowitym środkiem, w którym Jesse dyrygował zespołem. I już, koniec. Trochę ponad godzinę rock’n'rollowej, wąsatej uczty. Dusza chciałaby więcej, ale nogi skrycie marzyły o końcu.

Osobny akapit trzeba poświęcić interakcji Hughesa z publicznością. Znów udowodnił, że jednym słowem potrafi poruszyć tłumy. Tym razem obyło się bez “Let’s scream for the ladies“, ale Jesse podzielił się przemyśleniami na temat Hollywoodu i stwierdził, że przeprowadzi się do Warszawy, bo LA “ssie”. Powspominali także poprzednią wizytę w Polsce, którą zapamiętali, jako najlepszy koncert w karierze.

Jesse dzień po koncercie napisał na swoim twitterze: “I fucking love Warsaw”. My was też.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.