04.05.2010 11:24

Autor: fl23

Fuck Buttons w Powiększeniu, czyli JP na 100%

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Fuck Buttons w Powiększeniu, czyli JP na 100%

fuck-buttons-1.jpg Przy okazji relacji z koncertu Fuck Buttons w Powiększeniu chciałbym pogratulować osobie, która stworzyła świetny przekład nazwy grupy na polski.

Bohaterem święta Pracy w Warszawie został brytyjski duet ze słynącego (w XIX wieku) z manufaktur Worcester – Fuck Buttons. Po polsku Jebać Przyciski (JP). Zanim cokolwiek powiemy o występie Fuck Buttons, trzeba zdecydowanie podkreślić, że wszyscy którzy przyszli do Powiększenia, byli na prawdziwym koncercie. W epoce laptopowych setów tacy muzycy to prawdziwy skarb, ale przechodząc do meritum…

JP to Andrew Hung i Benjamin John Power oraz tona sprzętu – sentyzatory, bębny i przeróżne zabawki od dziecięcych keyboardów po konsole Nintendo. Zainteresowanych szerokim instrumentarium zespołu odsyłam na Twitter Andrew Hunga  gdzie co jakiś czas pojawiają się zdjęcia ich nowych nabytków.

Fuck Buttons zaprezentowali przemieszany materiał ze swoich dwóch płyt, dominowała oczywiście nowsza – “Tarot Sport”, a utwory ze “Street Horrrsing” były doskonałym kontrapunktem.  Wszystkie kompozycje znane, wiele razy słyszane, ale jednak coś uderza. Przede wszystkim było głośno i o wiele bardziej nieokrzesanie niż na płytach. Nieokrzesany (wymiennie z “dzikim”) to chyba najlepsze epitety, jakimi można określić ten koncert. Najpierw napisałem “agresywny”, ale szybko to skreśliłem, bo muzyka JP nie ma z agresją nic wspólnego. Wręcz przeciwnie – hałaśliwe melodie, dudnienia i szmery tworzą bardzo ciepłe i przestrzenne dźwięki niemające zbyt wiele wspólnego z brutalnymi noise’owymi kompozycjami. Słuchając płyt Fuck Buttons nie byłem do końca przekonany, co jest prawdziwą tworzącą klimatu i brzmienia ich muzyki – czy to hałas jest obrastany przez słodkie melodie? Czy może hałas jest tworzony na podstawie urokliwych tonów przewodnich melodii? Każdy sam powinien udzielić odpowiedzi na to pytanie. JP nam tego nie ułatwiają modulując atakujące nas ściany hałasu i dodatkowo myląc nas szybkimi beatami. A jeśli ktoś już odpowie, to będzie wiedział, czy koncerty Fuck Buttons traktować jako nietypową imprezę taneczną, podróż w przestrzenne kolaże albo sumę wypadkową obydwu. Członkowie ekipy JP zostawiają nam na szczęście wolną rękę, co nie zdarza się często w muzyce rozrywkowej, którą jakby nie było JP reprezentuje.

Fuck Buttons nie dawali publiczności ani chwili wytchnienia, przez ponad godzinę zanotowałem tylko jeden wyraźny spadek tempa, po którym nastąpiła przeenergetyczna solówka Benjamina (jeśli dobrze pamiętam z utworu “Bright Tomorrow”). Trudno pisać o tym, co działo się na tym koncercie, bo działo się wszystko – niektórzy tańczyli jak na szalonej rave’owej imprezie, inni tylko rytmicznie się bujali, a inni stali w skupieniu godnym galerii ze sztuką współczesną albo innym równie poważnym miejscu. Jedyne co musieli poczuć wszyscy to bardzo wysoka, wręcz idealnie wysoka liczba decybeli.

Miłym zaskoczeniem była jeszcze zgodność materiału zawartego na płytach z tym, co mogliśmy usłyszeć na koncercie, chociaż nie chcę przez to powiedzieć, że “brzmiało jak na płycie”. Wręcz przeciwnie – było to samo co na płycie, ale brzmiało zupełnie inaczej. Dzięki temu wielbiciele FB mogli poznać ich metody od kuchni i lepiej załapać specyficzną logikę ich muzyki. Koncert był naprawdę cool i piszę to z perspektywy człowieka kulawego, który nie mógł uczestniczyć w tanecznym rytuale odbywającym się pod sceną i nie widział niczego z tego, co działo się na scenie.

JP na 100%!

Filip Lech

Zdjęcia: Gosia Lewandowska

Zobacz więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.