23.10.2009 13:21

Autor: Michał Wieczorek

Fu Manchu – “Signs of Infinite Power”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


fu-manchu-sings.jpg Fu Manchu – “Signs of Infinite Power”
Century Media/2009

Jeśli kiedykolwiek graliście w Tony Hawk’s Pro Skater 2, to znacie Fu Manchu, choć pewnie nie zdajecie sobie z tego sprawy.

Tak, jedną z piosenek, które wybrzmiewały w tle deskorolkowych popisów zaprzeczających powszechnie panującym prawom fizyki grali właśnie ci Kalifornijczycy. Od tamtego czasu minęło ponad 10 lat. Czy coś zmieniło się w Fu Manchu w ciągu tych lat? Tak naprawdę to niewiele. Zdarzyło się bliższe spotkanie z przystępniejszymi brzmieniami, które zaowocowało “California Crossing” (jednym z moich ulubionych krążków w ogóle), ale był to krótki incydent. Większe znaczenie miała “We Must Obey”, wydana w 2007 roku, na której Chu grali tak ciężko, jak nigdy dotąd. “Signs of Infinite Power” z jednej strony kontynuuje drogę wytyczoną dwa lata temu, z drugiej natomiast Amerykanie sięgają do lat 90-tych, czasów swoich największych sukcesów. Zgodnie z zasadą dla każdego coś miłego.

Ktoś, kto, powiedzmy, stracił kontakt z Chu właśnie na wysokości “The Action Is Go”, z której pochodzi “Evil Eye” z THPS2, prawdopodobnie zauważyłby tylko delikatną zmianę w groove’ie, bo Branta Bjorka zastąpił Scott Reeder oraz to, że chłopaki grają ciężej. Poza tym wszystko jest tak, jak było. Sfuzzowane do granic możliwości gitary, charakterystyczny, luzacki wokal Scotta Hilla, teksty obracające się wokół pinballa, samochodów, kosmitów i Wielkiej Stopy, proste solówki, wszechobecny luz i radość z grania. Słowem, Fu Manchu w świetnej formie.

Tak, jak i poprzednie płyty, “Signs of Infinite Power” jest stworzona do słuchania w samochodzie przemierzającym pustkowie na pełnym gazie. Najlepiej oczywiście, by był to Mustang, Camaro albo inna amerykańska paliwożerna bestia, bo właśnie do takiego środowiska jest stworzona muzyka Kalifornijczyków. Jest jak wyznanie potrzeby wolności i przestrzeni, tak charakterystycznej dla Amerykanów.

Są artyści, którzy na każdej płycie wymyślają się od nowa, zaskakują, zmieniają dosłownie wszystko. Są też i tacy, którzy znaleźli swoją niszę i z powodzeniem ją eksploatują, nie zważając na takie błahostki jak upływ czasu czy panująca moda. W przypadku Fu Manchu ta recepta sprawdza się bez zarzutu już od 20 lat. Oczywiście, nie ma mowy o żadnej rewolucji, ale przecież nie każdy urodził się, by zmieniać świat.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 6,13 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.