09.12.2008 00:17

Autor: Sandra Kmieciak

Frutti di Mare – “Frutti di Mare”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


frutti-di-mare.jpg Frutti di Mare – “Frutti di Mare”

Debiutancki album warszawskiego zespołu Frutti di Mare ukazał się już ponad miesiąc temu, 24 października, a ja od tego czasu nie potrafię zebrać się w sobie do napisania o nim kilku zdań. Wyczytałam na MySpace, że muzyka tworzona przez FdM łamie barierki na trasie Łazienkowskiej. Mojego oporu nie potrafiła niestety złamać. Nie uważam tego albumu za fonograficzną porażkę roku, ale wątpię, żebym do niego wróciła jak już skończę pisać tę recenzję.

Być może będzie to recenzja skrajnie subiektywna, być może nie mam racji i będziecie na mnie krzyczeć w komentarzach. Krzyczcie. Roman Ingarden głosił, że ile odczytań dzieła, tyle konkretyzacji i nie każdy musi odbierać je w taki sam sposób. Wychodząc z takiego założenia, pragnę przedstawić moją opinię. Pierwszy raz zetknęłam się z albumem “Frutti di Mare” tuż po jego premierze. Niefortunnie rozpoczęłam odsłuchiwanie go od kompozycji “Aligator”. I na niej skończyłam. Jakiejkolwiek ideologii nie dorobić do zabiegu śpiewania po angielsku z polskim akcentem, jakkolwiek nie tłumaczyć tego konwencją zabawy i żartu, ja tego nie kupuję. I bynajmniej nie dlatego, że jestem osobą śmiertelnie poważną, tylko z prostego powodu, że nie podoba mi się to. Niestety, kiedy po miesiącu wróciłam do słuchania płyty, odkryłam, że jest to pomysł chłopaków na większą ilość utworów (“Toilet Song”, “Hey Jimmy”). Na płycie jest jeszcze jedna rzecz, której nie znoszę, a mianowicie zapełnianie końcówki albumu ciszą. Tak, ja wiem, że tam dalej jest jeszcze muzyka, ale czy nie można było jej umieścić jako oddzielnego utworu po “Intro”? Albo przed, żeby nie psuć tego super oryginalnego pomysłu na umieszczenie “Intra” na końcu? Taki zabieg zawsze kojarzy mi się z brakiem pomysłu co zrobić, żeby krążek miał odpowiednią długość jednocześnie nie wysilając się. Dobrze, że muzyka jaka następuje po tej ciszy ratuje sytuację. Bardzo kojarzy mi się z dokonaniami Toma Waitsa w stylu “Blue Valentines”. Ochrypły wokal, pianino.

Cały krążek brzmi dla mnie jak kompilacja cytatów z różnych utworów muzycznych i stylistyk różnych twórców. Zaczynając od otwierającego kawałka “Disco Cowboy”, który co prawda nie w całości, ale nasuwa mi skojarzenia z boskim królem Elvisem, poprzez “Pracę za szejset”, gdzie jak tylko usłyszałam zapętlony tekst z archiwalnej taśmy nawołujący: “Polacy, gdziekolwiek się znajdujecie…” od razu pomyślałam o Lao Che, aż po “Pussylicker”, który dla odmiany ewidentnie kojarzy mi się z dokonaniami zespołu Bohema. Ech, postmodernizm. Wszystko już było, dla nas zostają jedynie cytaty. A jak już jestem blisko tematu Lao Che, to uważam za swój obowiązek poinformować, że oba zespoły mają punkt wspólny w postaci klawiszowca Filipa “Wieży” Różańskiego. FdM przyznają się do otrzymania ogromnego wsparcia ze strony kolegów z Lao Che, co pomogło im zaistnieć na polskiej scenie muzycznej.

Jakich plusów można się doszukać na płycie “Frutti di Mare”? Myślę, że takich, że choć tym razem szału nie ma, to zespół ma wszelkie predyspozycje do dalszego rozwijania się i tworzenia naprawdę dobrych kompozycji. Piosenki z debiutanckiego albumu nie powalają na kolana, ale budzą nadzieję, że te z kolejnych krążków już mogą. Mają już wszystko co jest do tego niezbędne: świetny skład zespołu, pomysły na muzykę, dobre teksty i dużo, dużo energii. Do takich ludzi świat należy.

Sandra Kmieciak

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (29 głosów, średnio: 6,31 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.