14.09.2010 20:31

Autor: marcin

Freaks, múm i przyjaciele – relacja z koncertu otwierającego festiwal Sacrum Profanum

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów


pu-mum_koncert005.jpg Freaks, múm i przyjaciele – relacja z koncertu otwierającego festiwal Sacrum Profanum

Porywająco i z rozmachem – takie określenia cisną się na usta, po koncercie inaugurującym 8 edycję festiwalu Sacrum Profanum w Krakowie.

Festiwal Sacrum Profanum to wydarzenie, które ciężko porównać do jakiejkolwiek innej imprezy w kraju. Organizatorzy w odważny sposób planują każdą kolejną edycję, z roku na rok poszerzając pole swoich muzycznych zainteresowań. Tegoroczna edycja Sacrum Profanum, skupiona wokół artystów pochodzących z północnej części Europy, w ramach kilku cykli tematycznych, zaprezentuje najważniejszych kompozytorów oraz wykonawców, którzy od lat wyznaczają nowe kierunki w muzyce. Od alternatywy po klasykę.

Na otwarcie festiwalu zaproszono grupę múm. Prezydent miasta Krakowa, prof. Jacek Majchrowski, nie docenił polskiej publiczności, stwierdzając, że muzyka którą zaraz usłyszymy nie cieszy się w naszym kraju zbyt wielką popularnością. Ku mojemu zdziwieniu, pomimo dosyć zaporowych cen biletów (140 zł), Hala Ocynowni była wypełniona po brzegi. Wprawdzie múm nigdy nie był w Polsce wielką gwiazdą, jednak trzeba przyznać, że z roku na rok grupa pojawiała się na coraz poważniejszych imprezach. Rozpoczynając od pojedynczych koncertów w małych klubach, na festiwalu Tauron w ubiegłym roku kończąc – występ na Sacrum Profanum był idealnym podsumowaniem dotychczasowych spotkań zespołu z polską publicznością.

Podejrzewam, że muzycy múm, obdarzeni niezwykłą wyobraźnią, nawet w najśmielszych snach nie przypuszczali, że kiedykolwiek zagrają tak wyjątkowy koncert z dala od swojego rodzinnego domu. Grupa pojawiła się na scenie w towarzystwie kilkunastu przyjaciół z Islandii. Praktycznie co drugi utwór, wykonywany był z udziałem któregoś, z zaproszonych gości. Przyjrzyjmy się jednak po kolei wszystkim elementom, które wpłynęły na magię tego wieczoru.

Po pierwsze lokalizacja. Obrzeża Sacrum Profanum to nie tylko muzyka, ale i festiwalowe miejsca. Koncerty odbywają się głównie w Nowej Hucie – obrośniętej wieloma mitami dzielnicy Krakowa, oddalonej od centrum o kilkadziesiąt minut jazdy tramwajem. Organizatorzy, podobnie jak w ubiegłych latach, wykorzystali w celach festiwalowych jedną z hal produkcyjnych dawnej Huty Sendzimira, która posłużyła za salę koncertową. Po dotarciu pod bramy rozległego obiektu, na festiwalowiczów czekały specjalne autobusy, które dowoziły uczestników pod wejście do Hali Ocynowni Elektrolitycznej. Ogromny betonowy budynek, rozświetlony bajecznymi kolorami, tylko z zewnątrz przypominał o swojej dawnej roli. Industrialny charakter tego miejsca wpłynął na magiczną atmosferę towarzyszącą koncertowi.

Po drugie oprawa imprezy. Począwszy od folderów zawierających program festiwalu, aż po scenę i oprawę świetlną – całość została przygotowana z niezwykłą starannością. Oświetlenie oraz wizualizacje znakomicie współpracowały z muzyką. Do tego, pomimo częstej rotacji na scenie, koncert trzymał równe tempo. Obyło się także bez technicznych wpadek.

Po trzecie i najważniejsze – koncert. Jeśli ktoś nastawiał się na to, że grupa wykona stateczny półtoragodzinny show i grzecznie wszystkim podziękuje, z pewnością miło się zaskoczył. Zespół zajął słuchaczy wyjątkowym 3-godzinnym spektaklem, rozbitym na 2 części. Grupa rozpoczęła oraz zakończyła koncert w towarzystwie orkiestry Sinfonietta Cracovia oraz Chóru Polskiego Radia. Praktycznie każdy z utworów odsyłał do innej muzycznej bajki. Momentami było delikatnie i nastrojowo – jak podczas wspólnych wykonań utworów z kwartetem Amina. Z kolei kiedy indziej zespół niespodziewanie burzył atmosferę podniosłości i serwował pełne ironii numery, wzbogacone zabawnymi wizualizacjami  – tutaj warto wspomnieć utwory wykonane z Seabear (z braku pomysłu na wspólny utwór muzycy zdecydowali się wykonać cover piosenki, która w momencie, gdy muzycy rozmawiali o koncercie w Polsce, akurat pojawiła się w radiu) oraz Mugisonem (tutaj z kolei muzycy wykonali premierowy utwór, napisany zaledwie w poniedziałek, do złudzenia przypominający “Białą Flagę” Republiki).

Tuż przed przerwą zespół sięgnął po kilkuminutową czarno-białą kronikę filmową, do której wykonał instrumentalną kompozycję. Był to jeden z bardziej poruszających momentów koncertu. Drugim, równie mocnym momentem, było wykonanie (podobno po raz pierwszy od 8 lat) mrocznego “The Land Between Solar Systems”. Grupa zagrała dosyć przekrojowy set, sporo uwagi poświęcając swojej ostatniej płycie. Nie zabrakło “Hullaballabalú”, “Illuminated”, “A River Don’t Stop to Breathe” oraz “Sing Along”. Na zakończenie zespół wykonał znakomite wersje “We Have a Map of the Piano” oraz “Green Grass of Tunel”.

Koncert z pewnością był znakomitą akcją promocyjną islandzkiej muzyki alternatywnej. Brawa dla organizatorów za pomysłowość i odwagę w postawieniu na artystów niekoniecznie popularnych w Polsce, lecz z całą pewnością wartych zobaczenia na żywo.

Przeczytaj nasz wywiad z zespołem

Marcin Bieniek

foto: Paweł Ulatowski

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.