06.04.2009 19:26

Autor: marcin

Folder – “Red Lof”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


folder-red-lof.jpg Folder – “Red Lof”

O tym, że polskie zespoły z wokalistkami na czele radzą sobie całkiem nieźle, wiadomo nie od dziś. Trójmiejski Folder dołącza do tego grona, proponując swoją własną wersję mieszanki shoegaze’u i melancholii. Mówicie to już było? No nie do końca. 

Grupa dała się poznać wydanym pod koniec ubiegłego roku EP zatytułowanym “Inside”. Muzyka zebrana na krążku
pomimo wyraźnie słyszalnego “halo, to tylko nagranie demo” zbytnio nie przekonywała, lecz widocznie muzycy wzięli do siebie krytykę i postawili na dopracowanie i dookreślenie własnego stylu. Widać opłaciło się. Grupie groził rozpad (odejście wokalistki Asi Kuźmy, później powróciła), atmosfera nie była zbyt przychylna rozwojowi. W końcu coś się ruszyło, zespołem zainteresował się Karol Schwarz (trójmiejski producent oraz muzyk, znany z projektów Prawatt, Karol Schwarz All Stars, a także z dowodzenia własnym wydawnictwem Nasiono Records). Wraz z grupą zaszył się gdzieś na Kaszubach, zabierając ze sobą sprzęt nagrywający. Całkowicie nowy materiał zarejestrowano w jeden dzień. Do końca grudnia płyta “Red Lof” została zmiksowana i już w lutym można ją było zdobyć na kilku koncertach promujących.

Upraszczając – to, co słychać na zebranym materiale, odnosi w dźwiękowe rejony cold wave, shoegaze, gdzie chłodny bas napędza przedelayowane gitary. Nie da się jednak ustawić tego zespołu w rzędzie kapel, które czerpiąc z jednego źródła różnią się tylko kolorem gitar czy stylem ubioru. Na “Red Lof” jest dużo konkretniej i mocniej niż zostaliśmy do tego przyzwyczajeni podczas słuchania materiału z EPki.  Ten debiut jest przykładem tego, jak powinno zaznaczać swą obecność na scenie. Jest przekrzyczany, konkretny, pełen zaskakujących przyśpieszeń. Te 8 piosenek zamknięte w zaledwie 32 minutach można nazwać kwintesencją aktualnych możliwości zespołu. Być może dłuższy materiał, urozmaicony bardziej eksperymentalnymi utworami nie przekonywałby tak bardzo.

Elementem głównie przykuwającym słuch jest głos Asi, naturalnie mocny, beznamiętny. To nie gitary, ale właśnie wokal nadaje temu materiałowi ognia i prędkości. Wystarczy wsłuchać się w otwierający album “Chemo”, najbardziej charakterystyczny chciałoby się rzec. Partia wokalna słyszalna w refrenie ukazuje wszystko to, o czym wspomniałem, ciary same przechodzą po plecach. Podobnie w bardzo przestrzennym “Airglow”, gdzie głos Asi nabiera dodatkowego odcienia delikatności. Dobrym przykładem twórczych możliwości grupy jest utwór “I Wish” – stopniowo rozbudowywany wokół wyśpiewywanych słów “I ask is anybody there?“, razi neurotycznym klimatem (unoszącym się nad całym krążkiem).

Nieco słabiej wypada “Hoarfrost”, który choć oparty na ciekawym motywie basowym, rozwija się trochę bez pomysłu. Gitary raczej budują przeplatane obrazy dźwiękowe, niż bazują na riffach. Takie rozwiązanie bynajmniej nie ujmuje energii, która skutecznie generowana przez sekcję rytmiczną sprawia, że przy tym krążku na pewno nie zaśniecie.

Ta płyta nie powinna przejść bez echa. To bez wątpienia jedna z ciekawszych polskich grup, która zadebiutowała w ostatnim czasie.

Marcin Bieniek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (20 głosów, średnio: 7,50 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.