06.06.2010 08:53

Autor: Michał Stępniak

Foals – “Total Life Forever”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


foals_total_life_forever.jpg Foals – “Total Life Forever”
Transgressive/Warner/2010

Zespół nagrywa świetną debiutancką płytę, po czym decyduje się na diametralną zmianę oblicza i wydaje materiał jeszcze lepszy. Niemożliwe? A jednak!

“Antidotes” zespołu Foals to ścisła czołówka mojego muzycznego podsumowania 2008 roku. W kilka chwil panowie wydostali się z podziemia, by zaistnieć jako pionierzy (albo raczej wskrzesiciele) fajnego, tanecznego, gitarowego grania. The Rapture musieli oddać koszulkę lidera. Przewidywalnym i zupełnie zrozumiałym rozwojem zdarzeń byłoby szybkie pójście za ciosem, czyli nagranie podobnej płyty. Stało się jednak inaczej. Tym razem Foals wyruszyli w zupełnie inną podróż. Ciekawszą i ambitniejszą.  To, co wydali po dwuletniej przerwie przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Tytuł płyty, jak i tematyka została zaczerpnięta z książki Raya Kurzweila “The Singularity Is Near”, dotykającej problemu nieśmiertelności. Historia w niej opisana próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy dzięki połączeniu człowieka z maszyną nieśmiertelność jest możliwa. “Total Life Forever” to więc przejaw strachu przed przyszłością, krzyk rozpaczy, wołanie o pomoc oraz nadzieja, że jeszcze nie wszystko stracone. Zabawne, że panowie z The Foals w jednym z wywiadów stwierdzili, że stali się jedną wielką osobą o dziesięciu nogach. Takie metamorfozy są mile widziane na przekór erze technologii, gdzie człowiek raczej zrasta się z komputerem i innymi maszynami, a przedstawicieli swojej rasy traktuje z mniejszą uwagą.

Młodzieńcza buńczuczność, zuchwałość zastąpiona została klimatem, gęstą od emocji atmosferą. Niektórym może się to nie spodobać, bo oto w modnych lokalach dla wylansowanej indie-młodzieży nowych utworów Foals już raczej nie usłyszymy. Nowa muzyka zespołu nie porwie naszych nóg do tańca. “Total Live Forever” trafia w zupełnie inne miejsca naszego ciała. Ta płyta pozostaje w pamięci na bardzo długi czas. A można było już powoli tracić nadzieję, czy to będzie dobry rok. W tej chwili druga płyta Foals to najlepsze wydawnictwo 2010 roku i przegonić ich będzie cholernie trudno.

I’m the ghost in the back of your head – śpiewa Yannis Philippakis w singlowej “Spanish Sahara” i ja to potwierdzam. “Total Life Forever” z głowy wyjść nie może. Początki mogą być trudne. Animal Collective spotyka The Cure – nie jest to może najlepsza reklama i najlepsze porównanie, ale takie odczucie tkwiło gdzieś we mnie od trzeciego przesłuchania. Trzeciego, bo tej płyty chyba nie da się pokochać od razu. Trzeba się jednak poddać tej atmosferze, emocjom, które wydają z siebie panowie z Oksfordu. Wokalista wyczynia cuda i nie jestem sobie w stanie przypomnieć, kiedy ostatnio tak zakochałem się w męskim głosie. U Foals zdecydowanie brak słabych momentów. Tytułowe “Total Life Forever”, “Spanish Sahara” i “After Glow” (zwłaszcza końcówka!!!) to absolutne mistrzostwo świata i może dlatego np. taki “Alabaster” brzmi na ich tle nieco słabiej.

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, gdzie zaprowadzi Foals ta nowa ścieżka. Tym bardziej z jeszcze wielką nadzieją będę wypatrywać wieści z ich obozu, a na razie: To your arms, into your arms, I will go when i’m low. W ramiona tej płyty!!!

Michał Stępniak

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (40 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.