11.10.2009 13:57

Autor: Radek

Flight of the Conchords – “I Told You I Was Freaky”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


i-told-you-i-was-freaky.jpg Flight of the Conchords -  “I Told You I Was Freaky”
Sub Pop/2009

Bret i Jamaine, czyli nowozelandzkie “digi-bongosowe acapella-rapowe-funkowo-komediowo-folkowe” duo trafia do studia BBC, zdobywa nagrody Grammy, jako bohaterowie serialu HBO podbijają telewizję. W międzyczasie powstaje trzecia płyta Flight of the Conchords.

Tracklistę znaliśmy od dawna. Jeżeli ktoś oglądał ostatni sezon FOTC, poczuje się jak w domu. Wszystkie utwory, a jest ich 13, grano w wersji serialowej. Na płytę trafią po permanentnym makeupie studyjnym i licznych miksach. Bezwzględny hit polskich dyskotek AD 2010 “Too Many Dicks (On the Dance Floor)” jest teraz dłuższy, ale paradoksalnie wydaje się bardziej zdynamizowany, po prostu lepszy. To samo można powiedzieć i innych potencjalnych szlagierach jak “depechowski” w duchu “Fashion Is Danger” czy “You Don’t Have To Be A Prostitute” utrzymany w rytmice reggae. A reszta?

Z “I Told You I Was Freaky” mam pewien problem. Pomijając dowcipne teksty i kilka pastiszowych perełek, muzycznie uczyniono krok wstecz. Płyta goniona terminami emisji serialu, powstawała w biegu. W wywiadach Bret i Jamaine skarżyli się na zabójcze tempo pracy: “nigdy nie pracowaliśmy tak intensywnie”. Piosenki komponowano w ekspresie TGV, siłą rzeczy bardziej wynikowo niż na jakość. Miksy to zgrabna politura, okrywająca błahą esencję. Widać to jak na dłoni, gdy obok perełek trafiamy na parę gorszych czy wręcz starych utworów (“Petrov, Yelyena and Me”, “Angels”) w pośpiechu przerabianych potrzebą chwili. Męczą, co się nie zdarzało na poprzednich krążkach, i aranże. Prymitywizm elektroniki w typie Casio DG20 na dłuższym dystansie wyjaławia. Brakuje gitar, strun, melodii do łatwego uruchomienia przy goleniu. Dominuje walenie syntetyczną perkusją i poleczka z wesołego miasteczka.

Nie mogę uciec od tego porównania. Słuchanie “I Told You I Was Freaky” kojarzy się ze studiowaniem etykiety keczupu. Troszkę pomidorów, dużo lania wody, sporo koncentratu i znaczna ilość utrwalaczy na literę “E”. Całość smakuje, ale jako samodzielna potrawa – dla kogoś pozbawionego odwołania do serialu – lekko przymula. Jeżeliby mnie ktoś pytał czy aktualna działalność Flight of the Conchords to jeszcze muzyka czy już tylko muzyczny kabaret a la Laskowik czy Masztalscy, odpowiedziałbym tak: miłego słuchania, jest śmiesznie! Nie mając wątpliwości, że recenzuję album skierowany do zagorzałych fanów oraz, być może, poszukiwaczy przygód.

Radosław Orzeł

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (6 głosów, średnio: 6,33 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.