01.11.2009 00:17

Autor: marcwandas

Fisz Emade, Lublin, Graffiti, 25 października 2009

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


fisz-i-emade.jpg Fisz Emade, Lublin, Graffiti, 25 października 2009

Niby hip hopowy koncert. A kto się cieszy? Kto przychodzi? Kto drze ryja i skacze? Fani niezależnej elektroniki, indie rocka, punkowcy, nawet metale. Wszyscy dostali to, czego chcieli. A hip hopowcy? Jeśli byli, to opierali się gdzieś o ścianę, w kącie, wstydząc się podejść bliżej. 

Zdaje się, że Waglewscy, i ci starsi, i młodsi, darzą Lublin szczególną sympatią. Przyjeżdżają bardzo często, grają świetne koncerty, a nawet- jak to było w przypadku płyty Voo Voo z Haydamakami, powstałej przy wsparciu miasta – Lublin reklamują. Tym razem młodsi, w towarzystwie Tworzywa Sztucznego, postanowili odwiedzić klub Graffiti. I nie mogło być inaczej – towarzyszące mi przed koncertem przekonanie (graniczące z pewnością) o tym, że czeka nas świetny koncert sprawdziło się. Co pierwsze rzuca sę w uszy, młodsi Waglewscy zdążyli zreinterpretować od koncertu na Open’erze chyba z połowę “Heavi Metalu”. Nawet, jeśli Fisz rapował swoje, bas grał swoje, to albo klawisze wędrowały po zupełnie innych dźwiękach, albo pan Emade kombinował coś ze swoim krzywym paluchem. Czymś niesamowitym było zagranie “30 centymetrów” z gitarami wziętymi z AC/DC. Chyba tylko oni tak potrafią. Oczywiście w zupełnie “nielongplejowej” wersji usłyszeliśmy “Piórko” i tak samo oczywiście zmiażdżyło wykrzyczane przez publiczność “Tak, tak, jesteśmy gotowi!”. Do tego improwizacje między utworami i ta pod koniec podstawowego setu, kiedy Fisz z miną sędziego bokserskiego wykrzykiwał, że  ”666 to numer bestii” i przedstawiał kolejnych muzyków, którzy dawali przy tym popis swoich umiejętności.

Kimat koncertu, szczególnie porównując do mojego ostatniego kontaktu z grupą (a był to Open’er) był niesamowicie intymny, przygaszone światła, skupienie na twarzach muzyków, stojący często gdzieś z boku Fisz. I właśnie, Fisz – człowiek, który decyduje o wyjątkowości tej muzyki – z twarzą wykrzywioną emocjami w każdym niemal momencie koncertu. Kiedy pyta ludzi, czy są gotowi, wychodzi z niego przywódca tłumu, kiedy cedzi słowa o nieudanych związkach wygląda, jakby rzeczywiście moment wcześniej zerwał z dziewczyną. Godzina dwadzieścia siedem z Heavi Metalem znowu dała mi kopa. Następnej już nie chcę, następnym razem proszę o coś nowego.

Marcel Wandas

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.