21.12.2010 23:04

Autor: marcwandas

Fennesz, Ulver – 18 grudnia, klub Palladium

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


ulver-foto.jpg Fennesz, Ulver – 18 grudnia, klub Palladium

Klub Palladium był mi znany z nieco innych okoliczności. Ponad dwa lata temu (taaak, dawno to było) zapełnił go w połowie kolorowy tłumek czekający na koncert grupy Air. Klub się nie zmienił, zmieniła się natomiast publiczność – na czarno-szaro-brodatą, i frekwencja – tłumek urósł do rangi tłumu.

Gdyby do klubu wszedł więc ktoś niezorientowany, to nie przypuszczałby, że za chwilę zagra jedna z największych gwiazd tegorocznego Offa. Christian Fennesz, Sokole oko dostrzegłoby co prawda kilku nieśmiałych, skulonych wstydliwie w kącie hipsterów. Jednak umówmy się: nie była to idealna publiczność dla tego artysty. Oklaski na powitanie były cichusieńkie, a na bis zbyt słabe (co prawda wyszedł, jednak lekko od niechcenia).  A sam wykonawca niestety dostosował się do warunków, dając set co prawda bardzo dobry, jednak nie mający porównania z tym, co usłyszeliśmy w Katowicach, gdzie od zjawiskowych dźwięków robiło się gęsto.  Fennesz oszczędził nam dźwięków najbadziej ekstremalnych i wygładził te nieco mniej kąśliwe. Jego laptop i gitara produkowały zaś głównie hałas, więcej hałasu i jeszcze trochę hałasu. Na szczęście do poziomu A Place to Bury Strangers trochę zabrakło. Reasumując – jego elektroniczne eksperymenty to miód na moje uszy, jednak nie dotyczyło to wszystkich zebranych w Palladium. Dało się czuć, że “to tylko support”, i że sam zainteresowany nie czuł się w tej roli zbyt komfortowo.

Ulver. Naliczyłem pięć macbooków, co robi wrażenie na, jakby nie było, rockową kapelę (co, ekhm, robi wrażenie w ogóle). Wrażenie zrobiło na mnie jeszcze kilka rzeczy. Najbardziej to, że zespół w zasadzie rockowy (przynajmniej operujący w większości rockową instrumentacją) może zręcznie przechodzić pomiędzy, hmm…. dziesięcioma gatunkami? Z lekkim wysiłkiem dałoby się do tej liczby dobić. Było więc i ambientowo, i metalowo, i z lekka IDM-owo czy glitchowo, trąciło post-rockiem, uderzało eksperymentem czy industrialem. A to wszystko podobało się wesołemu chłopakowi, co to zazwyczaj słucha microhouse’u. To już sztuka. Wrażenie jeszcze większe zrobiły wizualizacje. Choć niektóre z nich, jak najdrastyczniejszy obrazek z Hitlerem w roli głównej i obozami koncentracyjnymi jako scenografią, sprawiały wrażenie doklejonych na siłę.  Niestety niewypałem okazało się dokooptowanie do składu Fennesza na dwa ostatnie utwory- “Like Music” i “Not Saved”. A bardzo szkoda, bo kooperacja zapowiadała się niesłychanie ciekawie. Fennesz zdawał się jednak być odrobinę nie w swoim sosie, co go lekko hamowało. Sam wolałbym zobaczyć Austriaka w którymś z mocniejszych numerów Ulvera , gdzie bardzo ładnie wkomponowałby się ze swoim “hałas, więcej hałasu”.

Nie był to dla mnie zwykły koncert, dawno już nie miałem do czynienia z TAKĄ ilością TAK wykorzystanych gitar, jednak Norwegowie trafili w moje umiłowanie eklektyzmu. Co bym zmienił? Dorzuciłbym więcej materiału z “Shadows of the Sun”.  A zatem miły koncertowy akcent na końcówkę 2010 roku. No to zmykam słuchać microhouse’u.

Marcel Wandas




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.