23.06.2009 22:32

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Esser – “Braveface”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


esser-braveface.jpg Esser – “Braveface”
Warner/2009

Ben Esser promuje swą muzykę nieustannie. Po singlach czas na debiutancki album. Przyzwoity album.

Konta pozakładane na większości najpopularniejszych internetowych serwisów społecznościowych. Interesująca fryzura. Chwytliwe piosenki. Idealny produkt? Na to wygląda. Taka wytwórnia jak Warner nie podpisuje zazwyczaj kontraktu z artystami, którzy nie mogą od razu bądź w przyszłości promować marki.

Młody Anglik kiedy siedział w ukryciu miał wystarczająco dużo czasu, by stworzyć 10 kompozycji, które pomogą mu zdobyć popularność. Jak to więc rzeczywiście z jego talentem jest dowiemy się dopiero przy premierze kolejnego krążka. Pozostańmy jednak przy debiutanckim albumie. Albumie, który stawia na przebojowość. Nie tekst, nie popisy instrumentalne, a porcja wpadających w ucho eklektycznych melodii odgrywa najważniejszą rolę. Parę utworów zdaje się mieć potencjał, by być międzynarodowym gorącym singlem. Takie “Satisfied” łączy w sobie parę gatunków. Banalny acz chwytliwy tekst, kilka ciekawych motywów klawiszowych i mamy przebój.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Nie brakuje elektroniki. Muzyk w ciekawy sposób wplata jednak momentami mocną sekcję rytmiczną wraz z przesterowaną gitarą. Zapytany o to co gra, odpowiada “pop”. Byłoby jednak błędem pozostawić tę wypowiedź bez komentarza. Pop można uznać za środek, średnią. Momentami Esser wkracza w rejony alternatywne, innym razem pływa po oceanie słodkiego popu, by później zaskoczyć elektronicznym beatem. Umiejętność doboru eklektycznych i zarazem komplementarnych kompozycji godna podziwu.

Muzyka zdecydowanie”wypoczynkowa”, nie “intelektualna”. Można dać się porwać niesamowitej energii. Ostatnie kompozycje można traktować jako “wyciszenie”, nie oznacza to jednak utraty przebojowości. Głos ma Ben charakterystyczny, dobrze radzi sobie z partiami niższymi, ale to chyba jego efektywne używanie falsetu imponuje. Studio ma jednak przedziwną moc ukrywania słabostek. Ciekawe zatem jak Anglik wypada wraz ze swoim zespołem na żywo.

O utworze “Headlock” pisaliśmy już na stronach naszego portalu. Jeden z lepszych utworów na płycie. Podobnie spodobać może się piosenka tytułowa. Wskazywanie jednak tego “naj” jest bezcelowe. Mieszanka gatunków, mieszanka nastrojów, mieszanka melodii porównanie wydaje się zadaniem niewykonalnym. Wspólnym czynnikiem jest jednak wspomniana przebojowość. Krótko, niewymagająco i przyjemnie jakkolwiek wieloznacznie to brzmi. Bo i taka jest ta płyta.

Łukasz Stasiełowicz

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (42 głosów, średnio: 7,83 / 10)


Zobacz również:


Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.