01.12.2009 22:46

Autor: Ola

Erlend Oye, czyli sposób na genialną muzykę…

Kategorie: Czytelnia, Felietony, POLECAMY

Wykonawcy:


erlend-oye.jpg Erlend Oye, czyli sposób na genialną muzykę…

Erlend Oye jako solista jest niedocenianym i raczej nierozpoznawanym artystą. A szkoda, bo warto zagłębić się w to, co tworzy poza Kings of Convenience.

Postać Erlenda najbardziej kojarzymy właśnie ze wspaniałym Kings of Convenience, ale nie powinniśmy być ograniczeni tylko do tego. Zacznijmy od początku…

Norweg, rocznik 75, w czasach licealnych założył zespół Skog, kiedy przeniósł się do Londynu zagrał z Peachfuzz. Brzmi niepozornie, prawda? W dzisiejszych czasach przecież tak wielu licealistów tworzy własną muzykę. Ale na tym nie koniec.  Po wakacjach w 1998 roku powstał duet Kings of Convenience, który założył ze swoim partnerem. Duet ten w tym roku, po czterech latach oczekiwania, wydał znakomitą płytę (poniżej jeden z utworów z “Declaration of Dependence”) .

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Moja przygoda z tym wykonawcą zaczyna się właśnie od pierwszej płyty KoC, którą usłyszałam w 2000 roku i było to dziełem istnego przypadku. Od tamtej pory do twórczości Erlenda wracam regularnie. On sam ma słabość do brzmień czysto elektronicznych, współpracował z Röyksopp, Metro Area, Safety Scissors. W 2003 roku wydał solowy album, “Unrest”, który zawiera kawał dobrej, przyjemnej, nie sztucznej elektroniki. Jego projekt (w którym bierze udział też Polak – Marcin Öz) – The Whitest Boy Alive, w lutym tego roku wydał drugi album. Zespół ten według Erlenda na początku miał być elektronicznym projektem. Stał się elektroniką z dużą ilością przyjemnych dla ucha gitar.

Skog, czyli pierwszy projekt Erlenda i jego kolegi z KoC,  którego utwory można pobrać na oficjalnej stronie aktualnego duetu solisty , mam do czynienia z ostrzejszymi brzmieniami, nie podobnymi do aktualnej twórczości pana Oye. Gitary wspomagane ciężkim basem,poważniejszy wokal.Ciekawy projekt,lecz różniący się dość znacznie od tego co teraz reprezentuje sobą artysta.

Gdy słucham za to The Whitest Boy Alive, zwłaszcza pierwszej płyty, na której znalazło się fenomenalne “Burning”,  dochodzi do mnie łagodny głos Erlenda, wpadające w ucho utwory i ciekawe połączenie gitar z elektroniką, które reprezentuje sobą kawał bardzo dobrej muzyki. I do poskakania, i do poczilałtowania.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Z biegiem lat i rozwojem muzycznym Erlenda Oye dostajemy coraz bardziej dojrzałe kąski muzyczne. Jestem pełna podziwu, że jedna osoba, czasami z pomocą znajomych z zespołu, ma tyle pomysłów na łączenie muzyki i tak dobrze to robi. Z każdym kawałkiem jego twórczości i nową płytą otrzymujemy nowe brzmienia, których nikt przed nim nie potrafił wydobyć i zgrabnie połączyć.

Projekty Erlenda zazwyczaj są inne niż projekty wszystkich innych zajmujących się elektroniką artystów. Widać , że założyciel KoC szuka nowych nurtów, jednocześnie nie mieszając wszystkiego przesadnie i tym oto umiarem tworzy wyróżniającą się muzykę. Gra na klawiszach, gitarze, pisze teksty, o elektronice już wspominałam… Nie ma rzeczy , którą stworzył Erlend, i która jest słaba. Oby tak dalej.

Ola Rostkowska 

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.