07.03.2011 23:59

Autor: Michał Wieczorek

Elvis Deluxe – “Favourite State of Mind”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


elvis_deluxe_fsom_cover-200x200.jpg Elvis Deluxe – “Favourite State of Mind”
Harmony/2011

Król jest ciągle jeden.

Jakiś czas temu wdałem się w dość burzliwą dyskusję na temat polskiej sceny stoner rockowej. Konkretnie na temat jej istnienia. Twierdziłem i nadal twierdzę, że jeszcze się u nas nie wykształciła. Fani są, koncertów zagranicznych gwiazd coraz więcej (Brant Bjork, Garcia Plays Kyuss, Yawning Man, Karma to Burn – tylko w zeszłym roku), tylko dobrych zespołów niewiele. Jest kilka ekip trzymających jakiś tam poziom. Jest kilka, które w przyszłości mogą nieźle zaskoczyć. I jest Elvis Deluxe.

Ich debiut, “Lazy”, jest podręcznikowym przykładem stonerowej płyty. Inspiracje słychać aż nazbyt wyraźnie. Nie za dużo było na niej własnego stylu i rozpoznawalności. Mimo tych, wydawałoby się,  poważnych mankamentów, “Lazy” słucha się fenomenalnie – wszystko dzięki przebojowym melodiom, a stoner rock sam w sobie nie jest ruchem wielce oryginalnym. Minęły cztery lata i o powyższych zdaniach można zapomnieć.

Przez cztery lata Elvis był w uśpieniu, budził się tylko na nieliczne koncerty i próby. Z kilku powodów. A to Mikołaj, perkusista dostał angaż w Kometach, a to Bolek i Ziemba (odpowiednio gitarzysta i basista wokalista) założyli The Black Tapes, a to coś jeszcze. Sporo się też przez te lata zmieniła muzyka Króla. Nadal podstawą jest kyussowa odmiana stonera (choć oni sami wolą określenie ukute przez Bjorka “low desert punk”), jednak w swoich inspiracjach i pomysłach poszli dużo dalej. W wokalu Ziemby słychać, ze Elvisy wywodzą się ze środowiska hardcore’owców. Bardzo dużo jest odniesień do lat 60. i 70. , ale na szczęście tych mniej oczywistych. Wzmocnili pierwiastek psychodeliczny, częściej pozwalają sobie na odjazdy w nieznane. W kilku momentach doszły klawisze. I blues, apokaliptyczny blues. Granie z Black Tapes sprawiło, że bardziej slychać punk i prosty rock’n'roll.

Najlepszym momentem na płycie jest prawie siedmiominutowy “This Time”, który najlepiej odzwierciedla nowe oblicze Elvisów. Zaczyna się tak kyussowo, że tylko czekać, aż pozwie ich Josh Homme. Nawet bas chodzi tak samo, jak w “Gardenii”. Potem jest dużo przestrzeni, genialna melodia, mnóstwo przebojowości, psychodela w środku. To jeden z najlepszych gitarowych kawałków, jakie ostatnio słyszałem. Z resztą piosenek nie jest wcale gorzej.

Elvisy poczyniły wyraźny progres i jeśli nadal można nazwać ich zespołem stonerowym, to ich pozycja na pierwszym miejscu podium jest niezagrożona. A nawet się na niej umocnili.

Michał Wieczorek

Zobacz więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (19 głosów, średnio: 7,84 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.