13.10.2010 10:32

Autor: marcwandas

Electric Nights 2010 – czyli dwa w jednym

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | |


electricnights2010.jpg Electric Nights 2010 – czyli dwa w jednym

W Lublinie zobaczyliśmy właściwie nie jeden, a dwa festiwale. Pierwszy – nie za dobry pod względem artystycznym, dołujący jeśli chodzi o frekwencję. Drugi – zakrawający na skromne, acz wesołe święto niezalu, dające nadzieję na lepszą przyszłość.

Pierwszy dzień – widownia zapełniona może w jednej trzeciej. A przecież sala widowiskowa ACK nie jest aż tak duża. I oni, po drugiej stronie, na znakomicie oświetlonej, całkiem nieźle nagłośnionej scenie. Ale wszyscy zachowują się tak, jakby znajdowali się parę kilometrów dalej, tak, jakby trudno było ich usłyszeć i dostrzec. Na Tak, Gafyn Davies, Nell, Out of Tune kolejno chcą ten dystans zmniejszyć, zachęcić ludzi do podejścia bliżej, do pohasania, do wydania z siebie choć nieśmiałego dźwięku aprobaty dla tego, co dzieje się na scenie. Bez efektu. Dobra, poziom artystyczny tych zespołów, niekoniecznie również przeze mnie lubianych, za wysoki nie jest, nie zmienia jednak to faktu, że ludzie przejawili postawę na “Nie, Nie, Nie!”. Antytanecznie, odrażająco pesymistycznie, no po prostu… źle. Czarny sen fana niezalu. Dopiero Plug & Play zdołali rozruszać publiczność, której trochę dobiło. I był to najlepszy koncert P&P jaki widziałem. Kuba Majsiej radzi sobie na scenie coraz lepiej, uderzając w werbel pomiędzy zwrotkami (i w trakcie ich trwania), w nowych kompozycjach słychać ciut więcej elektroniki i trochę więcej melodii. A potem CKOD, czyli smutna powtórka tego, co widziałem jakieś 10 razy na przestrzeni ostatnich trzech lat. Ale publiczność dopisała, szczególnie naprane, rozkrzyczane punki.

To był festiwal Electric Nights 2010 wersja 1. W edycji 2.0 poprawiono wszystkie błędy, dodano kilka ciekawych szczegółów wpływających na całość. I było po prostu dobrze. Nie rewelacyjnie, nie genialnie, nie hurraoptymistycznie. Ale po prostu przyzwoicie. Tłumek zaczął gęstnieć już przy okazji koncertu The Spouds, bardzo energetycznego, chaotycznego, ale zarazem pięknego. A na koncercie Crab Invasion było już ciasnawo. Tłumek roztańczony, rozśpiewany, klaszczący, czyli tak, jak powinno być. I Lublinianie, z nowymi klawiszami, nowym perkusistą i świeżym materiałem z nowej EP-ki. Ładnie ładnie. Panowie odchodzą od zgiełku i idą w stronę melodii, jednocześnie ze zgiełku całkowicie nie rezygnując. I mogą zagrać już pełnowymiarowy koncert wypełniony tylko swoim materiałem. Świetnym występem uraczyli Microexpressions. Mimo że mało znani, to już w pełni profesjonalni, prezentowali ciekawe połączenie gitar i elektroniki, nie trącącego nu-metalem. Następnie wesołe pląsy na Rentonie, zaskakująco dobry koncert, choć zespół moim faworytem nadal nie jest. I końcówka, czyli tłumek zmienia się w tłum, gwiazdki w znakomitości, a na scenę wychodzą The Car Is On Fire.  Świetny set, przekrojowo traktujący twórczość zespołu, sporo starszych kawałków (wspomnieć “Can’t Cook”).  Widać, świetnie bawili się przy znakomitym przyjęciu ze strony Lublinian.

No właśnie, Lublinian. Bo to był festiwal tylko dla Lublinian, ewentualnie ludzi z okolic. Owszem, drugi dzień dał sporo optymizmu i przekonał, że można zrobić imprezę alternatywną poza ciaśniutką Tekturą czy równie małym Cax Mafe i się nie sparzyć. Teraz czas na drugi krok. Czas pokazać, że można tu zrobić międzynarodową imprezę alternatywną. Z międzynarodowymi gwiazdami. To zapowiada Kuba Majsiej, który współorganizował festiwal. A więc idziemy pewnie w stronę kameralnych festiwali, takich jak śląskie Ars Cameralis. Czekam z niecierpliwością i nadzieją.

Marcel Wandas




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.