02.04.2010 11:01

Autor: marcwandas

Efterklang – “Magic Chairs”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


magic_chairs.jpg Efterklang – “Magic Chairs”
4AD/2010

Gdzieś pomiędzy Sigur Rós, mum i Jaga Jazzist gnieździ się Efterklang. To znaczy gnieździł, bo nowa płyta pokazuje, że na scenie skandynawskiej dla tego zespołu jest całkiem sporo miejsca.

Skandynawia (poszerzając- Północ), jak wiadomo, to odrębna sprawa. Odklejenie od reszty kontynentu przejawia się powszechnym dobrobytem i szerokimi prawami socjalnymi, które na drugim końcu Europy dobijają gospodarkę. Ale o odrębności tego regionu świadczy również muzyka alternatywna. Lepsza, gorsza? Inna.

Częścią tej żywej tkanki pokrywającej sporą połać Europy jest Efterklang. Zespół niestety często niedoceniany, stawiany gdzieś w drugim, trzecim rzędzie, za The Knife, Bjork, Royksopp, Sigur Rós, mum. Czyżby wynikało to z pochodzenia z – bądź co bądź – skandynawskich peryferiów (Dania)? Nie wiem, i jeszcze pewnie długo nie dojdę do tego, dlaczego piątka z Kopenhagi nie odniosła równie dużego sukcesu. Szczególnie dziwi mnie ta sytuacja w Polsce – gdzie wciąż rośnie popularność post-rocka (którego sporo u Efterklang) i muzyki skandynawskiej. Powinni niby wpaść w ucho choćby części słuchających Sigur Ros czy Jaga Jazzist. Jednak jakoś nie poszło, a do dziś Norwegowie wydają się być o wiele bardziej znani i cenieni.

Wspomniałem gdzieś na górze o mum? Ach, no tak. Bo fani tego zespołu, szczególnie ci pozytywnie nastawieni do ostatniej jego płyty, powinni bezkrytycznie podejść do “Magic Chairs”. Znowu zestawiam Efterklang z zespołem o wiele popularniejszym? No tak. O ile Duńczycy byli oddaleni od Jaga Jazzist o patos i partie instrumentalne, co wpływało na rozbudowanie (czasem nadmierne) aranży, tak teraz, porównując “Magic Chairs” do “Sing Along…” trzeba powiedzieć, że jest prościej. I tym Efterklang najbardziej zaskakują. Rozbuchana forma poszła całkowicie w odstawkę, a zespół wziął się za granie zwykłego popu. Rzecz jasna należycie alternatywnego i należycie inteligentnego, no ale wciąż popu. Już “Modern Drift” poprawia nastrój łagodnymi,  nienachalnymi klawiszami. Instrumentacja jest może i typowa – pianino, skrzypce, czasem jakiś dęciak. Ale jej użycie odbiega od dotychczasowych dokonań grupy. Wyprane z patosu i wszelkiej “postowości”, niewinne, chciałoby się powiedzieć “naiwne” (choć niebanalne) melodyjki. Tak to teraz wygląda.

Jednak z jednej charakterystycznej dla ich muzyki cechy panowie nie zrezygnowali – brzmi ona nadal bardzo skandynawsko. Zresztą widać to nawet w tytułach – jedną z przyjemniejszych piosenek nazwali “Scandinavian Love”. Muzyka, mimo że wesoła, nadal ma w sobie trochę charakterystycznego chłodu. Do tego typowe instrumenty – przewaga smyków, okraszonych zazwyczaj klawiszami, jeśli jakaś gitarka – to tylko do niewinnego plumkania. Najbardziej z zestawu urzeka “I Was Playing Drums”. Chóralne, podporządkowane rytmicznemu staccato zaśpiewy w refrenie i urocza melodia. Przy tym nawet początek “Natural Tune”, żywcem wzięty z The Good, The Bad And The Queen, nie gryzie w uszy.

Łagodna rozgrzewka na początek wiosny. Tego właśnie należy oczekiwać od tego albumu. Przyjemnego odbioru.

Marcel Wandas

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 6,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.