13.10.2009 21:25

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Editors – “In This Light And On This Evening”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


editors-in-this-light.jpg Editors – “In This Light And On This Evening”
Kitchenware Records/2009

Najnowszy album Editors nie mógł przejść bez echa, chociażby z uwagi na mnogość elektronicznych akcentów.

Syntezatory pojawiły się już w starszych kompozycjach, lecz wtedy jako detal. Tym razem stanowią fundament materiału zgromadzonego na krążku. Metamorfoza ta spowodowała niemałe zdziwienie pośród fanów. Kilka utworów muzycy zaprezentowali na koncertach, które zespół dawał od kilku miesięcy. Grupa nie do końca dopracowała wersje koncertowe piosenek, dodatkowo Tom Smith miał problemy wokalne. Spadek formy, pech, czy jakiś problem z pogranicza? Komentarzy, opinii i teorii na ten temat w Internecie znajduje się wiele. Nagraniom koncertowym ewidentnie jednak brakowało “dawnego mroku”. Utwory pomimo dość wyrazistego bitu nie porywały, mogły się wręcz wydawać kiczowate.

Producentem “In This Light And On This Evening” jest Flood znany ze współpracy z m.in. 30 Seconds To Mars, Depeche Mode, The Music oraz U2. Jednakże z przeciętnymi kawałkami nawet uznana persona wiele zrobić nie może (vide ostatnia płyta Coldplay). Wydanie werdyktu przed przesłuchaniem płyty jest jednak absurdalne.

A cóż takiego oferuje słuchaczowi trzeci album Editors? Przede wszystkim osobliwą atmosferę. Aczkolwiek spragnieni potencjalnych hitów nie powinni być zawiedzeni. Pierwszy singiel z najnowszego albumu, czyli “Papillon” to stanowczo jeden z ciekawszych utworów. Choć trwa ponad 5 minut, to słuchacz tego nie odczuwa, boć pędzi jak ludzie w klipie promującym piosenkę. Inspiracja filmem Papillon?

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

“Na początku była ciemność.” Adekwatność tego stwierdzenia w kontekście najnowszego albumu grupy jest niepodważalna. Powolne rozwijanie napięcia i interesująca końcówka pierwszego, tytułowego utworu. Obecne na płycie są znane z koncertowych wykonań “Bricks and Mortar”, “The Big Exit” czy “Eat Raw Meat = Blood Drool”. W wersji studyjnej tracą kiczowatość na rzecz ciemnego klimatu, dostosowując się do konceptu krążka.

Intencjonalnie czy nie, udało im się wzbudzić zainteresowanie mediów. Wyrobili sobie pozycję dzięki dwóm poprzednim albumom, teraz postawili na drobną rewolucję. Nowa twórczość nie przypadnie do gustu wszystkim fanom, lecz czy istnieje taki zespół, który dysponuje stałą grupą wiernych wyznawców, z której nikt nie ubywa, chyba że z powodu śmiertelności?

Emocje w chłodnym wydaniu po raz kolejny urzekają. Adaptacja do elektronicznej strony Editors może trochę potrwać, jednakże warto próbować, by pojąć sprzeczność zawartą w pierwszym zdaniu tego akapitu. Swoim zwyczajem zespół wydał płytę po dwóch latach, płytę, która ponownie ma słabsze kwalitatywnie momenty. Braki te udawało się dotąd panom wypełniać podczas koncertów. Może i teraz tak będzie. Do trzech razy sztuka?

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Łukasz Stasiełowicz 

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (57 głosów, średnio: 7,86 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.