17.06.2010 00:04

Autor: fl23

Dum Dum Girls – “I Will Be”

Kategorie: Albumy zagraniczne, OFF recenzje, Recenzje

Wykonawcy:


Dum Dum Girls – “I Will Be”
Sub Pop/2010

Dlaczego w języku polskim nie ma jakiegoś zgrabnego odpowiednika słowa “girlband”?

Dlaczego w języku polskim nie ma jakiegoś zgrabnego odpowiednika słowa “girlband”? Przecież to właśnie girlsbandy nadawały kolorytu big bitowej scenie Polski Ludowej. A dzisiaj Filipinki czy Alibabki są nazywane “żeńskimi grupami wokalnymi”, jaka to strata dla naszego języka! Dum Dum Girls to właśnie klasyczny przykład girlbandu, właściwie to jego revival. Na czele zespołu stoi Dee Dee, obok niej występują Sandy, Bamby i Jules – każda z nich nosi się bardzo retro, ale nie ograniczając się do jednej epoki. I taka jest muzyka Dum Dum Girls, dziewczęta porywają nas w prędki, sentymentalny wir, kołyszący się pomiędzy słodkością Motown a dosadnością rrriot girls.

“I Will Be” trwa niespełna pół godziny, piosenki są równie krótkie, nie trwają dłużej niż trzy minuty. Aż chciałoby się napisać, że nad wszystkim roznosi się brzmienie lo-fi, garażowa aura – po pierwszym przesłuchaniu rzeczywiście mogłoby się tak wydawać. Ale im dłużej słuchamy płyty, to tym wyraźniej widzimy Richard Gottehrer, producenta tej płyty (wcześniej zajmującego się między innymi Blondie, The Go-Go’s czy The Raveonettes), który skupiony stoi w studio nad konsoletą i zastanawia się to ma brzmieć. Efekty są bardzo dobre – dźwięki nie są za bardzo wygładzone, niektóre pomyłki są nawet uwydatnione, brzmienie gitar sympatycznie rozmywa się z chórkami. Wszystko to jest bardzo urocze, ale trochę mnie przeraża. Czy to koniec estetycznych, a co za tym idzie też ideologicznych ideałów lo-fi?

Ale wracając do sedna, “I Will Be” słucha się naprawdę przyjemnie i  niezobowiązująco, szczególnie że wszystko tutaj jest bardzo melodyjne. Jedynym mankamentem tej płyty jest perkusja, która w każdym momencie, każdej piosenki brzmi identycznie. To jest nieprawdopodobne, ale może to jakaś konwencja, której nie rozumiem? Przez to utwory wydają się bliźniaczo podobne, ale na szczęście to tylko złudzenie. Mamy tutaj oczywiście piosenki o miłości, które ze względu na tradycje muzyczne i  historyczne, są nierozerwalnym składnikiem płyty amerykańskiego girlbandu. Oprócz tego możemy posłuchać tekstów o marihuanie (“Bhang Bhang, I’m A Burnout”), więzieniu (“Jail La La”) czy nawet niemieckiego szlagieru (“Oh, Mein Me”). A wszystko kończy się smutną balladą “Baby Don’t Go” która jest jednym z najlepszych utworów na płycie – po pierwsze nie ma tam perkusji, po drugie w tle słychać przeurocze efekty brzmiące jak szum morza.

Ps. Dla wszystkich, którzy nie są do końca pewni czy chcieliby posłuchać tej płyty, zamieszczam małą graficzną podpowiedź.

Filip Lech


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (9 głosów, średnio: 7,44 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.