01.10.2010 10:34

Autor: Maria

Don’t panic! We’re from Poland! Czyli próba pozbycia się kompleksów narodowych

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów


dontpanic12.jpg Don’t panic! We’re from Poland! Czyli próba pozbycia się kompleksów narodowych

“Festiwal bez paniki”, wpisany w ramy obchodów Warsaw Music Week, miał na celu wypromować najciekawsze polskie projekty muzyczne, pośród zaproszonych na imprezę zagranicznych wydawców, organizatorów festiwali, producentów i dziennikarzy.

Jako pierwsza, skromnej jeszcze liczbie słuchaczy, zaprezentowała się ogłoszona swego czasu przez The Guardian “Osobowością Jutra”, Julia Marcell. Oczekiwałam kruchej brunetki, jak ta, która spogląda spod grzywki na zdjęciach promocyjnych, tymczasem na scenę wyszli: topielica z mocnym makijażem, kobieta z irokezem i perkusista Slipknota. Julia ze swoim klasyczno-rockowym zacięciem, gra na skrzypcach (nie koniecznie konwencjonalnie) i na fortepianie. Przy tym drugim , dziewczyna przejmuje wdzięk i nonszalancję Tori Amos. Ma swój styl, łączy rocka z klasyką, zaprezentowała publiczności krótki set z magicznym wokalem. Krótko, acz hipnotyzująco.

The Complainer – Wojtek Kucharczyk, coraz śmielej nawraca się na granie piosenek. Z dwoma zestawami elektronicznych perkusji i bez basu w składzie. Może i można robić dwie rzeczy na raz, jak głosi reklama, ale temu panu śpiew i gra równocześnie, nie wychodzi najlepiej. The Complainer to pięcioosobowy zespół na dwie perkusje, wsparty przez Błażeja Króla (Kawałek Kulki, Wojtek Kucharczyk produkował ostatni album grupy). Były światełka rowerowe, były świetlówki, węże, banany dla publiczności, a wszystko to przy totalnie niezrozumiałym śpiewie wokalisty. I nie pomógł taniec, machanie światełkami przed nosem i wsadzanie sobie mikrofonu do gardła.

Łódzkie L. Stadt zaprezentowało się pięknie, prosto i bez udziwnień. Klasyczny rock z klasycznym głosem, zahaczającym swoim brzmieniem o Iggy’ego Popp’a. Zapowiedź drugiej płyty, czyli np. piosenka  “Mars Attack” brzmi weselej, energiczniej, bardziej tanecznie w porównaniu do utworów znanych z debiutu. Był to pierwszy zespół tego wieczora który ruszył publikę do tańca  i jeszcze zagrał na bis.

The Car Is On Fire – to faceci w bieli, pochwaleni przez NME, po występie na The Great Escape, z brakiem perspektyw na zaszufladkowanie ich muzyki. Cechuje ich rock’n'rollowa spontaniczność i gitarowa zadziorność, połączona z popową świeżością melodii. Żywe gitary i dwa wokale, z których jeden zakrawa na kiczowaty falset (pan w dresie adidasa i obcisłej koszulce). Wizerunkowo-zabawowa całość, spójna z muzyką którą grają, powoduje wymianę pozytywnej energii pomiędzy publiką a muzykami.

dontpanic14.jpg Kapela Ze Wsi Warszawa, czyli Warsaw Village Band, nie Warsaw Village People, czy inne jeszcze mylące nazwy widniejące na stronie festiwalu i biletach. Zespół totalnie odstający od pozostałych i trudny do wypromowania, z uwagi na specyficzny charakter swojej muzyki, jednak trzy wokalistki, kontrabas, cymbały i skrzypce zrobiły na publiczności największe tego wieczora wrażenie. Magdalena Sobczak-Kotnarowska zaczarowała publikę grą na nietypowym instrumencie, bo jak pisał mistrz Mickiewicz, dźwięki cymbałów “radością oddychają, radością słuch poją, Dziewki chcą tańczyć, chłopcy w miejscu nie dostoją”. I tak też było w Palladium.

Pati Yang
. Najbardziej tajemnicza osoba i najbardziej tajemniczy występ wieczoru. Mrok na scenie i sama ona obsługująca sprzęt. Mimo zapowiedzi kolejnej płyty, publiczność musiała zadowolić się reprezentacją “Silent Treatment” i “Faith, Hope + Fury”. Długie przygotowania do występu i tak nie uchroniły przed problemami i wpadkami, i nie wiadomo czy końcowe rzucanie statywem i agresja wobec sprzętów martwych,  to wyreżyserowane zachowanie do słów “Over”, czy reakcja na niedopracowane przygotowanie koncertu.

Woody Alien
* nic nie zapowiadało takiej dawki energii na tak małym obszarze, więc zaczęłam bać się o życie moje i tłumnie zgromadzonych, kiedy perkusista na wysokości mojej twarzy, w nieskoordynowany sposób zaczął obijać talerze z ogromną zawziętością. Daniel Szwed niejednokrotnie prawie rozniósł perkusję na całej scenie Cafe Kulturalnej, i nic dziwnego, kiedy gra się tak energetyczną, szybką muzykę z takim poświęceniem. Druga część duetu – Marcin Piekoszewski, basista, pomimo niepozornego wyglądu i zachowania przed koncertem, powerem dorównywał koledze. Dziwne, że Pałac Kultury to wytrzymał!

dontpanic18.jpg Kamp! Tuż przed wyjazdem do stanów na Culture Collide festiwal, jako dumna reprezentacja nadwiślańskiego raju, zaprezentowali się jako ostatnia gwiazda tego dnia, na deskach Cafe Kulturalnej. Zaplątani w kablach, obstawieni sprzętem, ledwo mieścili się na małej scenie. Pomimo braku przestrzeni do działania, panowie zadziałali nienagannie, elektroniczno-romantyczno-tanecznie i nie przeszkodził im nawet fakt, że dźwiękowiec notorycznie zapominał włączyć mikrofon. Występ krótki, bez pogadanek w trakcie, “bo moja konferansjerka, jest taka, że żal”. I dobrze, byle byście panowie grali. I płytę w końcu wydali.

Fakt, nie musimy się wstydzić polskiej muzyki. Mamy silną reprezentację, od metalu, przez alternatywę, elektronikę, po śpiewki ludowe, jednak skromna publika podczas występów naszych “towarów eksportowych” mogła zagranicznych dygnitarzy wprawić w popłoch. Skoro sami nie doceniamy tego co mamy, dlaczego mamy promować ich za granicą? Lub w drugą stronę: może to w Polsce przydałaby się promocja naszym naprawdę dobrym artystom?

* w tak zwanym międzyczasie nastąpiła zmiana klubów z Palladium, na Cafe Kulturalną, czyli podróż do wnętrz Pałacu Kultury.

Maria Grudowska





Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.