16.07.2009 09:39

Autor: Radek

DM Stith – “Heavy Ghost”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


dm_stith_heavy_ghost.jpg DM Stith – “Heavy Ghost”
Asthmatic Kitty/2009

Tzw. singer-songwriter powoli staje się określeniem wyświechtanym. Całe szczęście, że ta wtórność słowotwórcza, nie idzie w parze z jakością ich nowych przedstawicieli. Od retro bardów wykorzystujących jedynie akustyczne gitary, do DM Stitha uderzającego w pianino czy struny jak w dzwon, pojęcie artysty solowego przeszło zaskakującą ewolucję.

Nie ukrywajmy – “Heavy Ghost” to trudna płyta. Prowokująco piękna, podszyta sentymentalną żałością, niejednokrotnie odpływa w ciężkie, wykręcone dźwięki. Stith potrafi rozniecić wybitną melodię (“BMB”), by po 58 sekundach, prawem volty, przejść w powolny, a potem coraz szybszy zjazd wykalkulowanej kakofonii. Lekkie kantyczki w “Pigs” promieniują w bicie serca grobowego smutku. W “Spirit Parade” trafiamy na grę z głosem oraz klaskanym, wystukiwanym rytmem, który wieńczy mruczanka, mniej więcej jak z reklamy piwa Żubr. A więc artysta zaskakujący?

Kim jednak jest ten jegomość, o którym nawet przepastne zasoby internetu nie wyrzucają satysfakcjonujących odpowiedzi? Ponoć pochodzi z Indiany. Ponoć ma ok. 30 lat. W młodości wraz z rodzicami śpiewał w kościelnym chórze (to słychać!) równocześnie opanował grę na gitarze i pianinie. Potem były: punkowy epizod, poezja oraz odkrycie smykałki do rysowania. David, bo tak brzmi jego imię, przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie skończył grafikę i gdzie obecnie mieszka. I właśnie Nowy Jork na “Heavy Ghost” słychać najbardziej. Antony and the Johnsons, Grizzly Bear, Animal Collective to wybitni artyści, do których DM Stith odwołuje się całkiem świadomie. Jeżeli coś go zdecydowanie wyróżnia, to minimalizm i pewna prostota. Na płycie nie ma wielu zaskoczeń. Dźwięki wybrzmiewają bardzo długo, czasami ma się wrażenie, że się nigdy nie kończą. Zaskakujący wokal ciągnie skalę jak najlepsza operowa diva, tylko nastrojona na łagodnych męskich rejestrach. Melancholijne skrzypce tną atmosferę przedłużonymi cięciami smyczka. A więc nudno, teatralnie? Gdzieżby tam! Posłuchajcie “Birds of Fire”, by poczuć energetyczną, zupełnie piosenkową osobowość artysty.

Jak widzicie chwalę, bo nie chwalić to byłby grzech. DM Stith obok Fleet Foxes jest dla mnie osobiście, największym muzycznym odkryciem ostatnich miesięcy. Warto tę płytę nosić ze sobą w słuchawkach, warto trzymać na biurku i warto zagłębić się w teledyski Davida, które, po raz kolejny, tworzą jakość trudną do przecenienia. Niby nic wielkiego, a jednak ocean.

Radosław Orzeł

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 7,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.