26.04.2011 11:35

Autor: Kuba

Die! Die! Die! w Puzzlach – relacja

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


diedie.jpg Die! Die! Die! w Puzzlach – relacja
Puzzle/Wrocław/17.04.2011

Gandalf przewraca się w grobie.

Informacja o tym koncercie spadła na mnie dość niespodziewanie, bo i sama organizacja wyszła na kilka dni przed planowanym występem. Nie dziwi więc fakt, że występ grupy Die! Die! Die! – agresywnego, noise’owego, eksperymentalnego punka z Nowej Zelandii, który w Polsce zagrał wcześniej dwa koncerty supportując Amerykanów z No Age – wrocławski klub Puzzle okrasił mianem występu “Last Minute”.

Występ Nowozelandczyków otworzył miejscowy zespół Washing the Lions, którego koncert w Puzzlach był pierwszym w ich karierze. Przez to było widać wiele braków i niedociągnięć wynikających z małego obeznania się ze sceną. Przerażenie w oczach odbiło się na tym, że wiele utworów zostało zagranych w sposób miałki i zbyt zachęcający do ziewania. Same kompozycje mają jakiś potencjał, brakowało jednak dobrego wykończenia. Te same efekty wciąż wykorzystywane przez gitarzystę solowego po chwili raniły już uszy. Widocznie zbytnie zasłuchanie się w brytyjską modę (szczególnie zespoły pokroju Editors i Klaxons) wpłynęło na to, że solówka w każdym numerze brzmiała w sposób bardzo zbliżony do siebie – poprzez zastosowanie pogłosu i tej samej skali. Natomiast wokalista ze swoim szelmowskim wąsem i anorektyczną figurą zdawał się odpływać w swój nieznany nikomu świat. Widocznie nie słyszał się zbyt dobrze, ponieważ mocno fałszował, a i co chwila prosił o poprawianie swoich odsłuchów, lecz i to nie przynosiło żadnych efektów. Dodatkowo sieroca konferansjerka odrzucała, szczególnie, gdy do swojej miastowej publiczności rozmawiał po angielsku, co dawało wręcz kuriozalny efekt. Ale są to dopiero początki. Wolę poczekać, aż zespół rozwinie swoje skrzydła, poprawi brudy i doszlifuje repertuar.

Die! Die! Die!

Sprawna rotacja sprzętu pozwoliła tylko na krótką chwilę oddechu, ale było to wręcz wskazane. Podniszczone bębny, poobdzierane wzmacniacze, obklejone taśmą gitary. Już sam widok tych instrumentów zwiastował potężne uderzenie, jakie miało niedługo później nadejść. Powolne nadejście trio było tylko ciszą przed burzą, gdyż po chwili Puzzle stanęły w płomieniach, niczym w ich utworze “Auckland is Burning”. Głośne gitary, charczące basy i dynamiczne bębny wyrwały z marazmu publikę i zrzuciły powłokę oniryzmu wprawiając zebranych w dzikie tańce i harce. Szkoda, że pod sceną było mniej osób niż w trakcie koncertu Washing The Lions, ale Wrocław widocznie nie lubi egzotyki. Jednak ja byłem z kategorii silnych entuzjastów Andrew Wilso’a i spółki, więc wkręciłem się w trans rodem z Antypodów.

50 minut szaleńczej rozrywki, gdzie mikrofony latały między sceną a podłogą, gitarzyści wirowali wśród publiczności, a Michael Prain i jego magiczne bębny galopowały, jak gdyby miały rozpocząć koniec świata pokazały, że Nowa Zelandia to nie tylko Peter Jackson i scenografia dla jego “Władcy Pierścieni”. To także pokręcona kraina, gdzie powstają tak świetne zespoły, jak Die! Die! Die!, które wciąż udowadniają, że w muzyce można znaleźć coś nowego i świeżego.

Kuba Serafin

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.