02.05.2009 10:11

Autor: przemek

Depeche Mode – “Sounds Of The Universe”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


sounds_of_the_universe.jpg Depeche Mode – “Sounds Of The Universe”

Podczas spisu powszechnego w 2001 roku w Wielkiej Brytanii część ankietowanych określiło swoją religię jako “Jedi”. W Polsce wpisywano by zapewne Dave’a Gahana.

Nie da się ukryć, że Depeche Mode doczekało się w naszym kraju grupy nie tyle wiernych fanów, co wyznawców. Jak to z wyznawcami bywa, dzielą się oni na dwie grupy: na tych, którzy twierdzą, że grupa skończyła się wraz z odejściem Alana Wildera w roku 1995 i na tych, którzy do dziś wytrwale kibicują pozostałej trójce. Kiedy zespół działa tak długo i ma na swoim koncie tyle kultowych albumów, zawsze rodzi się pytanie, czy jego dalsze kroki mają jakikolwiek sens. Może Anglicy powinni odejść na zasłużoną emeryturę i nie wydawać już więcej płyt, aby uniknąć ryzyka zdewaluowania swojej legendy?

“Wrong” wraz z fantastycznym klipem nastroił mnie bardzo pozytywnie do “Sounds Of The Universe”. Mroczny klimat to jest to, w czym Depeche Mode zawsze się dobrze odnajdywało. Mimo że reszta albumu nie jest już tak mroczna, to nadal posiada on wyrazistą atmosferę. Piosenki są przesycone gęstymi syntezatorami, dudniącym basem i licznymi samplami co rusz atakującymi nasz aparat słuchowy. Jeśli chodzi o oryginalność brzmienia, która jak mówił Martin Gore – zawsze była dla nich priorytetem – bywa z nią różnie. “Hole To Feed” z rytmem podchodzącym pod afrobeat i instrumentalne “Spacewalker” wskazują na pewien rozwój. Z kolei “Little Soul” i “In Sympathy” pachną twórczością z okresu “Songs of Faith and Devotion”.

Zdecydowanie jest to płyta dla zwykłego zjadacza chleba trudniejsza niż “Playing The Angel” i “Exciter”. Nie ma na niej typowych singli, materiału sprawdzającego się w radiu. Chociaż cieszą tak ambitne założenia, brakowało mi utworu, który na tle całości zostałby mi w głowie na dłużej. Uwagę zwraca świetne “Peace” z wieloma ścieżkami wokalu nałożonymi na siebie i “Jezebel” (śpiew Gore’a wypada jak zwykle intrygująco i ciekawie). W przeciwieństwie do poprzednich longplayów formacji, na tym jednak brakuje piosenki, która by miażdżyła i stała się solidnym znakiem rozpoznawczym krążka.

Wyznawcy Gahana, Gore’a i Fletchera mogą spać spokojnie, ich z pewnością “Sounds Of The Universe” usatysfakcjonuje. Dla pozostałych będzie to po prostu dobry i bardzo spójny krążek. Wydawanie tak jednolitego albumu, niezawierającego żadnego naprawdę charakterystycznego i mocnego punktu, wydaje się nieco ryzykowne w czasach iTunes i powszechnego kupowania pojedynczych kawałków. Ja jednak jestem zadowolony, ponieważ należę do tej grupy osób, która zawsze najbardziej lubiła słuchać płyt od początku do końca.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (36 głosów, średnio: 7,83 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.