15.01.2010 00:43

Autor: Gosia

Delphic – “Acolyte”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


acolyte.jpg Delphic – “Acolyte”
Chimeric/Polydor/2010

Lubię electropop, bo jest łatwy i przyjemny. Lubię go, bo daje mi dużo przyjemności. Jednak, żeby tak było, musi on spełnić jeden podstawowy warunek. Musi być dobrze dopracowany.

Brak szlifu i pazura powoduje, że ten jakże popularny w obecnej chwili gatunek staje się miałki i bez wyrazu. W każdym kraju znajdziemy tych, którzy trochę po omacku wtrącają tu dzwoneczki, tu wibrujące klawisze, tworząc niezgrabne utwory bez smaku, oraz tych, którzy fach ten wypracowali do perfekcji. W Australii w tej dziedzinie królują Cut Copy, w Polsce na prowadzenie wychodzą Kamp!. Brytyjczycy natomiast wychowali sobie Delphic, zespół, który stał się popularny w momencie wydania pierwszego singla i który został nazwany nadzieją roku 2010 przez BBC. Presja? Moim zdaniem wielka. Czy spełnili oczekiwania publiki?

Spotkałam się z opinią, że Delphic za bardzo się starają. Moim zdaniem, mogli postarać się trochę bardziej.  Po płycie słychać, że panowie odrobili lekcje i zapoznali się z twórczością Bloc Party, Klaxons, New Order i Duran Duran. I to właśnie inspiracje tymi zespołami można dostrzec już przy pierwszych przesłuchaniach. Nie oszukujmy się, w dzisiejszej muzyce, niewiele nowego się dzieje. Cały ‘myk’ polega na tym, aby w jak najlepszy sposób wykorzystać to, co już zostało stworzone. Najlepszym udaje się robić to w taki sposób, że te ‘zapożyczenia’ nie rzucają się nachalnie słuchaczowi na myśl. I tu właśnie panowie trochę zawiedli. Ich inspiracje są zbyt oczywiste. Klawisze, bębny, wokal – to wszystko już było. A jednak, jakimś cudem ta wtórna płyta w pierwsze dni po premierze nieomal nieprzerwanie grała w moim odtwarzaczu i mojej głowie. Może jednak wiele prawdy jest w tym, że ludzie lubią to, co znają i nie ważne jak długo się będę oszukiwać, że tak nie jest, to i ja lubię to, co znam. No chyba, że w tej oczywistości panowie z Delphic ukryli nutkę tajemnicy, która tak przyciąga mnie do tej płyty.

Dwóch rzeczy jestem jednak pewna. Tego, że czarnym koniem jest utwór tytułowy, który jest  killerem na miarę “Couleurs” M83. Oraz tego, że sztukę ‘dopracowywania’ utworów Delphic opanowali w stopniu bardziej niż zadowalającym. Na tej płycie cały czas coś się dzieje, każda sekunda utworu jest czymś wypełniona. Pierwsze słowo, jakie przyszło mi na myśl po odsłuchaniu “Acolyte” to GĘSTA. I taka właśnie jest ta płyta. Soczysta i … no właśnie, i dobra. Mimo wszystkich zarzutów, ta płyta jest kawałkiem porządnie zrobionej muzyki, która poprowadzi panów na sam szczyt. Będzie o nich głośno!

Patrzę na kalendarz. Mamy styczeń 2010. Płytą “Acolyte” Delphic oficjalnie otwierają wyścig o miano płyty AD 2010. Ready, Steady, GO!

Małgorzata Lewandowska

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (16 głosów, średnio: 7,38 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.