14.11.2010 13:47

Autor: Mateusz Cudo

Dazzle Ships – “Dazzle Ships” 7′

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


dazzle-ships-cover.jpg Dazzle Ships – “Dazzle Ships” 7′
Family Time / 2010

Kalifornia nowymi objawieniami alternatywy stoi. I choć Dazzle Ships póki co nie dorówna sławie Best Coast czy Dum Dum Girls, to jednak miłośnikom ambitnego grania przypadnie do gustu.

Od początku obcowania z twórczością zespołu nasuwa się porównanie do Duńczyków z The Raveonettes. Mamy tu podobnie damsko-męski duet, w którym zarówno Hatii de Leon jak i Tyler Haran dzierżą gitary i udzielają się wokalnie. Jest jednak mniej mainstream’owo -  za to bardziej garażowo. Powtarzalność melodii i mechaniczny rytm spotyka atmosferę wyśpiewywanego flirtu. W “Eyes of heaven” i “Paradise” ona opisuje dziwny nastrój i huśtawkę uczuć, na co on w refrenie, nie licząc tytularnych słów, odpowiada własnymi oczekiwaniami. Z kolei na pozostałych dwóch utworach role wokalne się odwracają. Aranżacje również nie mają skomplikowanej budowy, choć wiele początkujących zespołów pozazdrościłoby wyczucia i dopracowania melodii przewodnich.

Te wszystkie zabiegi mogą się wydawać mało nowatorskie i pozbawione większej ambicji ale mimo wszystko Dazzle Ships przekonują do siebie. Są w stanie nagrać materiał, który zapada w pamięć czy się tego chce czy nie. Prostota i piosenkowa formuła ułatwia odbiór choć nie wszystkich zachwyci czy przekona. Otwierające “Least Resistance”  jest tak naprawdę oparte na jednym charakterystycznym motywie, powtarzanym do samego końca. Trans czy monotonia? Na pewno freak-disco. Pozostałe trzy utwory z debiutanckiej epki są nieco inne, choć nie odbiegają stylistycznie od wspomnianego początku. Dazzle Ships starają się być tu oryginalniejsi, choć nie uniknie zarzutu odwoływania się do starych patentów indie czy post-punku. Zawieszeni gdzieś pomiędzy tymi gatunkami poruszają pospolitą tematykę, otaczając ją neurotyczną formą. Surowe brzmienie, mechaniczna powtarzalność – choć mniej przystępne stają się zaletą grupy. Najlepszym tego dowodem jest “Ivory Pillars”, który przywołuje na myśl nawet Blank Dogs.

O ile debiutanckie wydawnictwo można uznać za udane,  to zastanawia dobór utworów. Na profilu myspace grupy w międzyczasie pojawiły się trzy kolejne kompozycje – na czele ze świetnym “Golden Raise”, które wydają się być bardziej przekonywujące od tych oficjalnie wydanych. Pokazuje to możliwości Dazzle Ships. Warto poczekać na rozwój młodych muzyków, którzy na pełnowymiarowym albumie nie powinni zawieść. Swoją prostotą  i upartym podążaniem w wyznaczonym kierunku mogą zajść daleko. I kiedyś nagrają album pokroju “Lust Lust Lust” wspomnianych The Raveonettes.

Mateusz Cudo

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (2 głosów, średnio: 6,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.