Dawno się nie widzieliśmy

O powrotach na Off Festiwalu.

“Hiatus” – when a band or artistic entity takes a break from all group activity (Wikipedia). Po polsku zwyczajnie – przerwa. A przecież coś takiego, jak twój ulubiony zespół na dziesięcioletnim urlopie zasługuje na osobne słowo. Na kilka liter, które spróbowałyby oddać dramatyzm sytuacji, odliczanie dni, gorączkowe marzenia o koncercie, który może nigdy się nie wydarzy…

Tym razem będzie o pragnieniach spełnionych, czyli o zespołach, które zniknęły, ale wróciły. I jeszcze lepiej – będzie je można w tym roku zobaczyć na katowickim Offie.

Jest gorąco czy nie jest

Lata 70., Wielka Brytania. Charles Hayward słucha płyt w lokalnej bibliotece – od Szostakowicza po Milesa Daviesa. Gdy spotyka Charlesa Bullena, szybko odnajdują wspólny język, bo jego imiennik miał bardzo podobne hobby. Gdy z zespołu Haywarda, Quiet Sun, Phil Manzarena odszedł do Roxy Music, pozostali zaczęli szukać zastępstwa i tak dwóch Charlesów zaczęło grać razem. Połączyli siły także ze studentem sztuki Garethem Williamsem, którego Hayward przekonał sprytnym argumentem wolisz studiować sztukę czy ją tworzyć?

Ostatni muzyk z oryginalnego składu Quiet Sun nie pałał sympatią do Williamsa, który z muzyką miał niewiele wspólnego, i tak narodziło się trio Friendly Rifles. Był rok 1976, na brytyjskiej scenie z hukiem wystrzelili Sex Pistols – dwóch Charlesów i Gareth czekali na pulsującą już od dłuższego czasu w thatcherowskiej Anglii rewolucję muzyczną, ale punk pod tym względem niemiło ich rozczarował, więc by uniknąć niepotrzebnych skojarzeń przemianowali się na This Heat (to był jeden z najgorętszych okresów XX wieku).

Hayward i Bullen czerpali garściami ze swojej bogatej biblioteki dźwięków, Williams, który o muzyce nie wiedział nic – kwestionował wszystko, dzięki czemu eksperymentom nie było końca. Przez sześć lat This Heat nagrali dwa albumy, które podbiły serca nielicznych – najważniejszym był niewątpliwie John Peel – i nie zarobiły zbyt wiele. Przed wydaniem drugiej płyty, “Deceit”, Williams zdecydował się opuścić kolegów na rzecz wyprawy do Indii, na roczne studia tańca (konkretnie sztuki tanecznej Kathakali). Prosił wprawdzie, by Charlesowie na niego zaczekali, ale ci, mając zaplanowaną trasę po Europie, nie mogli sobie na to pozwolić. A granie bez inspirującego kontestatora już nie było tym samym – i tak This Heat przestało istnieć.

Nawet jeśli wtedy, od razu w 1982, nie było wielu zasmuconych tym faktem fanów, wieść o This Heat przez kolejne dekady nie znikła, a wręcz przeciwnie. O ich koncertach zaczęli marzyć kolejni fascynaci awangardowych brzmień, którym bardziej od punkowego buntu na pokaz do gustu przypadło śmiałe eksperymentatorstwo, szybciej od chłodnego post-punka do serc trafiły słowa pełne lęku o przyszłość świata. This Heat inspirowała Alexisa Taylora (Hot Chip), Dana Snaitha (Caribou), Thurstona Moore’a (Sonic Youth).

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Co robili w tym czasie członkowie zespołu? Hayward udzielał się w tysiącach muzycznych projektów, Bullen m.in. założył zespół Lifetones (który ani trochę nie jest reggae), Williams – Flaming Tunes. W 1993 wydany został album z zebranych nieopublikowanych nagrań This Heat, “Repeat”.

Jak w ogóle można określić ich muzykę? Według Charlesa Bullena etykietki gatunkowe to czyste zło (w wywiadach niepomiernie dziwił się, czemu recenzenci opisują płytę Lifetones jako reagge), a już najgorsze jest określenie “industrial”. Prasa krąży więc gdzieś wokół avant-rocka, musique concrete, primal electronic, dubu, najczęściej decydując się na dłuższe opisy podejścia typu “brak reguł” i nigdy nie rezygnując z przymiotnika “eksperymentalny”.

W 2001 roku This Heat przymierzali się do powrotu – odbywali próby we trójkę. Niestety, niezależnie od tego, jakie dokładnie były to plany, zostały przerwane śmiercią Garetha Williamsa, który w grudniu tego roku zmarł na raka.

Ale powrót This Heat musiał się wydarzyć – i tak w zeszłym roku, w czterdziestą rocznicę ich pierwszego koncertu (13.02.1976) Charles Hayward i Charles Bullen ponownie zaczęli grać razem. Aby jednak podkreślić niekompletność tria, tym razem robią to pod nazwą This Is Not This Heat. Pierwsze koncerty – wyprzedane na pniu – odbyły się w Londynie, gościnnie wystąpili m.in. Thurston Moore, Alexis Taylor, Daniel O’Sullivan. To żadna nostalgia, tylko nowy początek - napisali o nich w “The Guardian”.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Na koncertach This Is Not This Heat nie grają oczywiście ot tak starego materiału. Utwory sprzed czterdziestu lat przechodzą dekonstrukcję, eksperymenty zostają skumulowane. Hayward porównuje ten proces do szekspirowskich adaptacji, do remiksu, spoglądania z różnych perspektyw na dobrze znane słowa i akordy. W czasach Donalda Trumpa i Brexitu twórczość z czasów zimnej wojny i thatcherowskiej Anglii okazuje się zaskakująco aktualna. Także na poziomie personalnym muzykom udało się w pewnym sensie przewidzieć przyszłość – zamiast śpiewać o swoim ojcu czy dziadku, nagle śpiewasz o sobie. To bardzo bardzo bardzo bardzo dziwne.

Zerwać z samym sobą

Jest rok 1987, Neil Hagerty, gitarzysta w zespole Pussy Galore, postanawia stworzyć nowy projekt ze swoją dziewczyną, piętnastoletnią Jennifer Herremą. Tak rozpoczyna się czternaście lat hałaśliwego, eksperymentalnego szaleństwa. Ciekawe, czy gdyby Herrema spotkała Charlesów z This Heat, znaleźliby wspólny język. Jest coś pokrewnego w ich kreatywnym podejściu do muzyki, a jednocześnie amerykański duet to przy trójce z UK dzika bestia. Daleko im do społecznie zaangażowanych treści, bliżej do łamania wszelkich zasad – chodzi o to, żeby robić muzykę po swojemu, dla przyjemności.

Do przyjemności Royal Trux, jak nazwało się przyszłe małżeństwo, należała też niestety heroina, do zażywania której oboje otwarcie się przyznawali. I która mocno przyczyniła się do końca ich wspólnej twórczości. Ale zanim to nastąpiło Royal Trux w pełnej krasie olśniewało młodzież lat 90. swoją hałaśliwą nonszalancją, bezpardonową dekonstrukcją rockowych standardów i przykuwającym uwagę stylem (na podstawie ich zdjęć można by napisać podręcznik “Jak być cool w latach 90.”).

W drugiej połowie lat 90., po sukcesie Nirvany, gdy duże wytwórnie rozglądały się, kogo by tu jeszcze wyciągnąć z muzycznego podziemia (na kim by tu jeszcze udało się dobrze zarobić) komuś z Virgin wpadli w oko właśnie Hagerty i Herrema. Niezrażona ich hałaśliwą miłością do niezależności i chaosu wytwórnia podpisała z nimi kontrakt na trzy płyty. Usiłowania wciśnięcia Royal Trux w wizję marketingową speców od sprzedawania muzyki spaliły na panewce, czego pięknym symbolem jest okładka drugiej płyty, “Sweet Sixteen”, nagranej w ramach umowy. Znalazła się na niej imitująca wymioty maź (Jennifer Herrema mówi, że to tabasco, czekolada i inne spożywcze dodatki) rozpaćkana po muszli klozetowej. Ktoś mógłby pomyśleć, że to świadoma obraza i chęć robienia na przekór wydawcy, ale nie, to po prostu wspomnienie z szesnastych urodzin. W obliczu kompletnego braku wzajemnego zrozumienia trzecia płyta, “Accelerator”, choć nagrana z pieniędzy od Virgin, została wydana przez Drag City (odpowiedzialną też za poprzednie albumy pary). Od tej pory Royal Trux osiągnęli, jak to sami określają, muzyczną wolność. Przez 14 lat wspólnej działalności nagrali 10 albumów. Produkowali także nagrania dla innych muzyków pod pseudonimem Adam&Eve.

W 2001 roku Jennifer Herrema nie wytrzymała – w trudnym momencie życia, w obliczu rodzinnych kłopotów i wyniszczającego trybu życia. Autodestrukcję utożsamiała z muzyką, a muzykę z Neilem, więc żeby pozbyć się pierwszego problemu postanowiła zrezygnować ze wszystkiego. Koniec zespołu oznaczał także separację pary, która przestała zupełnie ze sobą rozmawiać.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Herrema zajmowała się przeróżnymi rzeczami – od sztuki po dziennikarstwo (pisała dla “Vice”), Hagerty tworzył dalej muzykę jako The Howling Hex. W końcu pojawił się zespół RTX – pod tą nazwą muzycznie udzielała się Jennifer, później zmieniła ją na Black Bananas.

Royal Trux nie osiągnęli wielkiego sukcesu, mimo zainwestowanych przez Virgin pieniędzy. Klimatem znakomicie wpasowywali się w grunge’owe lata 90., podejście, choć w pewnej mierze przełomowe, zdominowane było raczej przez chęć dobrej zabawy – we were just fucking around wydaje się idealnym opisem ich procesu twórczego. Twórców powołujących się na inspirację nimi nie spotyka się tak często jak muzyków wielbiących This Heat. Ale gdy się słyszy White Stripes albo Dead Weather… sama Herrema mówi, że zespół taki jak The Kills po prostu by kur* nie istniał bez Royal Trux i ciężko byłoby jej zdecydowanie zaprzeczyć.

Jeszcze w 2012 oboje twierdzili, że powrót jest niemożliwy – Neil zdecydowanie określał to jako “zbyt smutne”, Jennifer w niektórych wywiadach rzucała pełne zwątpienia “nigdy nie mówię nigdy”. Ku ogólnemu zaskoczeniu 16 sierpnia 2015 ogłoszony został ich wspólny występ na festiwalu Bersekrtown 19 grudnia tego samego roku.

Udało się pomimo lęku przed byciem The Who, którzy na każdej trasie się żegnali. To wyglądało żałośnie (Hagerty). Po 13 latach po prostu… nadarzyła się okazja – i dobre pieniądze, choć muzycy twierdzą, że gdyby nie odpowiedni moment, żadna kwota nie skusiłaby ich do takiego ruchu.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Powrót okazał się najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem – to dlatego, że ja i Neil jesteśmy jedną osobą – oboje napisali setlisty-propozycje i na ostateczną wrzucili te utwory, które pokryły się w obydwu wariantach. Do koncertowego składu dołączył Tim Barnes z Howling Hex i Brian McKinley z Black Bananas.

Kolejny wielki weekend

Aidan MoffatMalcolm Middleton pochodzą ze szkockiego miasteczka Falkirk. Pierwszy raz wystąpili razem przez przypadek – gdy zespół Middletona, Rabid Lettuce, grał na scenie, a Moffat próbował nagrywać go kamerą. Kamerę w końcu trzymał ktoś inny, Aidan przechwycił mikrofon, tak, był w tym wszystkim alkohol.

Jest go też sporo w tekstach Arab Strap - ale, jak zaznacza Moffat, choć legenda o tym, jak po pijaku krzyczy coś do muzyki Malcolma jest urocza, nie ma w niej wiele prawdy. Nagrywanie piosenek wymagało trzeźwości umysłu i skupienia, i to raczej w takiej atmosferze upływały ich sesje w gorszych i lepszych studiach.

Muzyka Arab Strap nie jest może ani tak ekstremalna ani odkrywcza jak This Heat czy szalona jak Royal Trux, ale ma siłę, której w pewnych życiowych sytuacjach oprzeć się nie sposób. Jest ponad miarę dekadencka, ocieka wręcz tą sardoniczną melancholią, która każe płakać nad sobą śmiejąc się sobie w twarz. Czy brutalna rzeczywistość może być delikatnie liryczna? Im się to udało – obok tekstów typu to był największy chu*, jakiego kiedykolwiek widziałaś są nadrzędnie porządkujące je tytuły “Filofobia” czy “Elephant Shoe”: pierwszy to strach przed miłością, drugi w języku angielskim zastępuje “kocham cię” w sytuacji, gdy ktoś (najczęściej dziecko) boi się wypowiadania tych słów. Seksistowskie bluzgi to tylko poza obnażająca głębokie rozdarcie i samotność. Poza naszkicowana mistrzowską kreską, kołysząca się na gitarowych riffach z okolicy Mogwaia.

Ich ostatni album nazywa się “The Last Romance”, a ostatni utwór na nim – “There Is No Ending”. Chociaż twórczość duetu pełna jest goryczy, rozstali się z nami słodko, fundując delikatnie tylko podszyty szyderstwem happy end. Do dziś niektórzy piszą o końcu Arab Strap jako o rozsądnym porozumieniu dwóch przyjaciół. Ale tak jak miłość jest daleka od ideału z popowych podśpiewajek, tak i przyjaźń dwóch Szkotów nie wyglądała różowo – pierwsza połowa naszej kariery to sprzeczki i dzikie kłótnie, a druga to obchodzenie się ze sobą jak z jajkiem, które było jeszcze gorsze. Gdy rozwiązaliśmy zespół nie rozmawialiśmy ze sobą z jakiś rok – opowiada Malcolm Middleton. Po zakończeniu działalności wydali jeszcze album-kompilację, który wymownie nazwali “Ten Years of Tears”. W 2006 roku Arab Strap przestało istnieć.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Moffat i Middleton zaczęli działać solo – jeszcze za czasów Arab Strap wymieniali się kasetami ze swoją indywidualną twórczością. Malcolm wydał pierwszy album już w 2002, a z piosenką “We’re All Going to Die” udało mu się nawet podbić listy przebojów (w końcu to idealny tytuł na Boże Narodzenie, kiedy to singiel święcił triumfy). Nagrywał pod własnym nazwiskiem i pod pseudonimem Human Don’t Be Angry. Aidan pierwszy solowy materiał przygotował pod wpływem wyzwania od przyjaciela – nazwał się na tę okazję Lucky Pierre (czasem w skrócie L. Pierre). Udzielał się gościnnie w nagraniach Mogwai (“R U Still In 2 It”, “Now You’re Taken”), w 2011 nagrał płytę “Everything’s Getting Older” z Billem Wellsem.

Arab Strap to brzmienie młodości. Wtedy wciąż uczyłem się żyć. Nikt nie jest w pełni funkcjonującym, dojrzałym dorosłym w wieku lat 20. Mówi Moffat w jednym z wywiadów. Middleton w 2013 roku stwierdził, że nowe utwory tego zespołu nie mają prawa powstać – Mogliśmy pisać tego rodzaju piosenki tylko w pewnym wieku.

Ale granie ich na żywo to już inna bajka – czy jest lepszy sposób na to, by przywrócić sobie młodość choć na chwilę, niż zanurzyć się w aurę tamtych lat? Muzyka działa jak najlepsza maszyna czasu. Z okazji 20. rocznicy powstania Arab Strap ogłosili koncertowy powrót. Jak stwierdzili, chcą świętować, póki jeszcze nie są na tyle starzy, żeby wyglądać na scenie idiotycznie (aczkolwiek w obliczu koncertujących Rolling Stonesów brzmi to na słabą wymówkę. Słabo brzmi też remiks “The First Big Weekend” na siłę wciśniętego w otoczkę popu a la 2016. Ale na koncertach raczej nie wywijają takich numerów).

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Krytycy twierdzą, że w ich przypadku tak jak z This Heat – w czasach Brexitu piosenki pełne gorzkiego zagubienia są idealnie na miejscu. Jeszcze jeden powrót desperackiej dekadencji tym razem post-thatcherowskiej Brytanii. I tak oto pojawili się w programie Offa, razem ze starszymi kolegami i amerykańską parą nieokiełznanych ex-kochanków.

Dobrze was widzieć ponownie na scenie – dla wielu po raz pierwszy, jeszcze niedawno tak niemożliwy. Do zobaczenia w Katowicach.

This Is Not This Heat
6.08.2017, godz. 23:10

Scena Eksperymentalna

Royal Trux
5.08.2017, godz. 22:05

Scena Trójki

Arab Strap
6.08.2017, godz. 22:05

Scena Trójki

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.