29.08.2013 08:00

Autor: Aneta Wieczorek

David Lynch – “The Big Dream”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


David Lynch – “The Big Dream”
Sacred Bones Records/Sunday Best/INGRID/2013

Prosta historia…

David Lynch bez wątpienia wyrobił sobie opinię godną pozazdroszczenia. Jest uznawany za wybitnego reżysera i gdziekolwiek pojawi się jego nazwisko, nagrody, komplementy i zachwyty sypią się same. Mnie ujął “Miasteczkiem Twin Peaks”. Niepowtarzalny klimat tego serialu, tajemniczość i narastający niepokój, podbiły moje serce do tego stopnia, że inne, słabsze dzieła filmowe znikając w cieniu Laury Palmer, nie pozostawiły po sobie większego niesmaku.

Tak samo jak album “Crazy Clown Town” (2011). Słuchając debiutanckiej płyty Lyncha, pozwoliłam by tak dobrze znane mi z kina – niejednoznaczność, zawiłość i mroczność, wzięły górę nad ewentualnymi niedociągnięciami. Nieodparte skojarzenia z bluesowymi, frapującymi wstawkami rodem ze ścieżki dźwiękowej do “Twin Peaks”, ukierunkowały mój punkt postrzegania tego albumu, przez co gdzieś zatraciłam obiektywizm.

Przyszedł jednak dzień, że czar prysł… Lynch przestał być człowiekiem zagadką, a utkana z mroku zasłona, opadła na dół niczym kurtyna. Co jest tego powodem? Najnowsze wydawnictwo “The Big Dream”. Będące tak jak poprzedni krążek, owocem współpracy z Deanem Hurley’em. W tym przypadku powielanie po raz kolejny sprawdzonego, utartego schematu – od studia i producenta zaczynając, na stylistyce kończąc – nie przemówiło do mnie, a raczej utwierdziło w przekonaniu, że nie wchodzi się ponownie do tej samej rzeki. W końcu ileż można? Ale po kolei.

Elektronika przyprawiona mrokiem, gitary, wyraziste brzmienie perkusji, odrobina ambientowych dźwięków, nuta grozy, specyficzny wokal, zmysłowość, szorstkość, melancholia i erotyzm. Czyli to wszystko co już było. W mniejszej, bądź większej dawce, ale było. Nie do końca udany cover “The Ballad of Hollis Brown” Boba Dylana, delikatna lecz zarazem nużąca, bonusowa piosenka “I’m Waiting Here” nagrana z gościnnym udziałem Lykke Li. To wszystko sprawia, że kierunek, określany przez artystę jako “modern blues”, dla mnie nie jest nowoczesny, tylko po prostu nudny… I chociaż utwory mają mniej lub bardziej intrygujące tło dźwiękowe, Lynch stopniuje emocje i eksperymentuje, całość przytłacza, męczy i  jest przewidywalna. Nastrój to za mało by zachwycić swą treścią.

Nie pomógł fenomen “Miasteczka Twin Peaks”. Genialny serial tym razem odłożyłam na bok. Filmowy wizjoner ma przecież na swoim koncie wpadki i niewypały. Tak jak nie zainteresowały mnie losy staruszka przemierzającego Amerykę na małym traktorze w filmie “Prosta historia” (1999), tak nie zaciekawiła mnie historia opowiedziana na “The Big Dream”. Nie ma żadnych niespodziewanych zwrotów akcji, brakuje jej czegoś charakterystycznego co może zaskoczyć. Jest tak samo prosta i…nudna. Niestety.

Aneta Wieczorek


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 6,75 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.