28.07.2010 11:42

Autor: anca

Cut Copy w Palladium

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


cut-copy-2.jpg Cut Copy w Palladium

Spędzenie niedzielnego wieczoru w warszawskim klubie Palladium było niewątpliwie właściwym wyborem dla miłośników elektropopu i tym podobnych brzmień, bowiem właśnie tam, po raz pierwszy dla polskiej publiczności zagrał zespół Cut Copy.

Ale zanim nastąpił moment, na który wszyscy czekali, na scenie (a także poza nią) zdarzyło się trochę interesujących rzeczy. W czasie oczekiwania na koncert Australijczyków, zabawiali nas członkowie duetu French Horn Rebellion. Godzina dwudziesta z minutami: pojawia się dwóch gości, którzy wyglądają jakby przybyli prosto z planu “Gorączki sobotniej nocy” – to bracia David i Robert Perlick Molinari. Ludzi pod sceną jak na lekarstwo, ale panowie godnie rozpoczynają wieczór, prezentując przekrój swojej muzycznej twórczości (która notabene okazała się dość różnorodna), a w połączeniu z ich totalnie pokręconym poczuciem humoru, z pewnością choć trochę przekonała nawet najbardziej zaciętych sceptyków.

fhr-1.jpg Braci Perlick kojarzę głównie ze współpracy z innymi artystami (bezbłędny remiks “Ancient Lover” Tigercity czy zrealizowany wspólnie z kolektywem Database, mój prywatny hit zeszłorocznych wakacji - “Beaches and Friends”). Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, akurat tych utworów nie usłyszeliśmy. W ramach zadośćuczynienia był natomiast reedit przeboju The Jackson Five - “Get it together”, przy którym David wykonał kapitalny taniec-połamaniec na głośniku, a następnie wskoczył potańczyć trochę z ludźmi pod scenę. Zresztą Robert również, schodząc kilkakrotnie ze sceny, próbował zachęcić publikę do nieco bardziej poszerzonego zakresu ruchów, aniżeli przestawianie ciężaru z jednej nogi na drugą. Z marnym skutkiem, co prawda, choć sam wydawał się przy tym całkiem nieźle bawić.

Poza remiksami, usłyszeliśmy także kilka utworów z zapowiadanego longpleja, m.in. fianłowy “Up All Night” czy “French Horn Rebellion” z solo Roberta na waltorni. Jak się okazało, owy instrument nie służy jedynie do gry – można nim równie dobrze próbować zrobić komuś krzywdę. W sensie fizycznym. Oczywiście jeśli druga osoba posiada pod ręką keyboard, nie musi się niczego obawiać, tylko śmiało atakować nim przeciwnika. A jaki był wynik tej konkretnej potyczki, ciężko mi było wywnioskować z punktu widokowego, w którym stałam… Najwyraźniej jednak obyło się bez rozlewu krwi.

Rola zespołu supportującego nie zawsze jest wdzięczna. Trochę smutno, że odbiór duetu nie był adekwatny do ogromu pozytywnej energii, jaką włożyli w swój ekspresowy, półgodzinny występ. Jednakże, jak możemy wywnioskować z wpisu na ich fejsbukowym profilu, chyba nie było z tym tak najgorzej…

Dużo bardziej żywiołowo reagowała publiczność na właściwym koncercie wieczoru. Zastanawiałam się wcześniej jaka będzie frekwencja na Cut Copy – w końcu wakacyjna pora nie sprzyja organizowaniu koncertów klubowych. Poza tym, widząc jedynie garstkę ludzi na FHR, obawy co do ich nielicznej ilości na Cut Copy słusznie wzrastały. Na szczęście, około godziny 21, sala była już wypełniona po brzegi ludźmi gotowymi na taneczne szaleństwo.

cut-copy-1.jpg Pierwsze dźwięki “Lights and Music” – szał pod sceną! Następnie równie gorąco przyjęty “Far Away” i zapowiadający świeżutki album, najnowszy singiel – “Where I’m Going” (jeśli jeszcze nie słyszeliście – możecie sobie ściągnąć stąd, w zamian za podanie maila). Spośród wszystkich premierowych utworów, jakie usłyszeliśmy tego wieczoru, był on jednak najmniej chwytliwy. Potem chwila odpoczynku przy “That Was Just A Dream” i wspólne śpiewanie chórków podczas “Feel The Love”. Rany!!! Do tego momentu głowiłam się jeszcze, na czym w zasadzie polega fenomen Cut Copy. Prawdę mówiąc, wokal Dana specjalnie mnie nie zachwycał (nosowy, nie wyróżniający się szczególną barwą czy techniką śpiewu), a same piosenki – okej, może przyjemne dla ucha i nieźle zaaranżowane – ale nadające się wg mnie co najwyżej jako tło do prowadzenia auta czy umilacz czasu podczas jazdy tramwajem. Serio, jakbym miała znaleźć rzeczowe argumenty na obronę tej muzyki, nie mogłabym powiedzieć dużo więcej, ponad to, że po prostu mi się podobają i są zwyczajnie, kolokwialnie “fajne”. Ale w końcu doszłam do tego. Olśnienie spłynęło na mnie w momencie gdy formowałam kształt ust do wyśpiewania: “uuuuuu-uuuuu-uuuuu”. Tak – wszystko robią te fantastyczne chórki i dośpiewywanki! “Uuuuu”, “aaaaaa” biją na głowę śpiewane wersety!

Kolejnym utworem była świeżynka pt. “Alisa”, i mimo że akurat tutaj Tim i Mitchel niewiele się udzielali wokalnie, to piosenka wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Utrzymana w bardziej gitarowym brzmieniu niż poprzednie prezentowane utwory, stanowiła interesującą zapowiedź nowego albumu. Jeszcze bardziej intrygująco zabrzmiał kolejny premierowy numer, o tytule “Blink”. Jednostajny, tętniący bit, wokalizy Dana, rytmy wystukiwane na cowbelach i klawiszach imitujących inne instrumenty perkusyjne – utwór pulsował jakby niesiony odgłosami pierwotnych bębnów. Pomiędzy nimi dobrze znane “So Haunted”, instrumentalne “Visions” oraz bogate we wspaniale brzmiące chórki “Nobody Lost, Nobody Found”. Na finał hit – “Hearts On Fire” i… koniec?  Nie, nieeee, zespół miał przygotowany jeszcze bis. Żeby jednak wywołać muzyków zza sceny, trzeba było trochę poklaskać i potupać nogami. Udało się jednak i mogliśmy usłyszeć b-side “Sands of Time” oraz na ostateczny koniec końców “Out There On The Ice”.

Mimo tego, że koncert trwał jedynie godzinę, nikt nie opuszczał sali zawiedziony. No, może tylko tym, że nie zagrali “Future”. Nie należy się jednak martwić na zapas -  w końcu muszą przecież urozmaicić setlistę następnym razem, gdy przyjadą promować najnowszy album. Bo to, że odwiedzą przy tej okazji nasz kraj, jest chyba przesądzone po tak ciepłym przyjęciu zespołu przez warszawską publiczność.

Anna Lenarcik

zdjęcia: Gosia Lewandowska





Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.