21.05.2010 11:46

Autor: Michał Wieczorek

Crystal Castles – “Crystal Castles”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


cc-1.jpg Crystal Castles – “Crystal Castles”
Fiction/2010

Stare powiedzenie mówi: “Don’t believe the hype”, jednak w tym wypadku jest ono nieuzasadnione, bowiem poziom “dwójki” Crystal Castles jest wprost proporcjonalny do hype’u, który ją otacza.

Moim pierwszym spotkaniem z piosenkami z tej płyty był singiel “Doe Deer” , który w ciągu minuty i trzydziestu ośmiu sekund rozłożył mnie na łopatki, zmasakrował, zniszczył i roztarł na proch. Takiej brutalności i zniszczenia dawno nie słyszałem. Bardziej skrzek i krzyk niż śpiewa Alice Glass, opętańczy bit perkusji, rzężący podkład. Brud i wściekłość. Grunge v. 2.0? Zupełnie nie, tak będzie brzmiało afterparty po końcu świata.

Pomyliłby się jednak ten, kto by pomyślał, że Crystal Castles poszli w stronę brutalizmu. “Doe Deer” jest wyjątkiem, fakt, wyjątkiem wspaniałym, od którego nie można się oderwać, ale jedynie wyjątkiem.  ”Dwójka” jest jeszcze bardziej taneczna niż jedynka, tańcujemy do niej cały czas, choćby świat miałby się skończyć. Ta płyta może sama zrobić imprezę, żaden DJ nie będzie potrzebny. “Empathy” rozkręca się świetnym, para hiphopowym motywem, “Celestica” to po prostu hit, zresztą to można napisać o każdym z czternastu kawałków tej płyty, “Birds” atakuje przesterowanym basem. Po prostu miodzio.

Ethan Kath wysamplował nawet Sigur Rós i umieścił go “Year of Silence”, jednym z highlightów “dwójki”. Zresztą jest tu też cover Platinum Blondes, kanadyjskich new wave’owców  z lat osiemdziesiątych. Wygląda to tak, jakby Kath chciał pokazać, że nie ma dla nich żadnych granic, wykorzystają wszystko, co wpadnie im w ręce. Zagęścili brzmienie, utanecznili się, nie ma już ośmiobitowych punkowych miniaturek, jak “Alice Practice”, ale chyba jedno “Doe Deer” je godnie zastępuje.

Wokal Alice Glass został chyba potraktowany jeszcze większą ilością efektów niż na poprzedniej płycie. Czasem przypomina bardziej robota niż żywą osobę, czasem w jej głosie słychać tylko wściekłość, czasem piękno. Nigdy nie brzmi tak samo.

Z zawartością płyty świetnie koresponduje okładka. Mimo że płyta jest jednoznacznie imprezowa, to jest w niej coś niepokojącego i apokaliptycznego.

Michał Wieczorek

Zobacz więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (24 głosów, średnio: 7,88 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.