22.02.2010 23:15

Autor: marcwandas

Crab Invasion – Tektura, Lublin

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


crabinvasionnowezdjecia107.jpg Crab Invasion – Tektura, Lublin

Drogi Czytelniku, pewnie patrzysz teraz skupionym wzrokiem i łykając herbatę wytężasz umysł w poszukiwaniu tej nazwy w odmętach swej pamięci. Nie jest to żaden wyhajpowany zespolik z NME, nie widziałeś tej nazwy na p4k, nie zapomniałeś zanotować jej w rubryczce “nie słuchać” po przeczytaniu lamentu nad ich tworami na Porcysie. Po prostu jeszcze nic o nich nie czytałaś/eś.* Do teraz.

Jacek Szubrycht na swoim blogu stwierdził, że Polacy wciąż grzęzną w  bagnach muzycznego patosu i podniosłości nastroju dlatego, że nie było u nas punka z prawdziwego zdarzenia. Dopisałbym, uogólniając, że zabrakło muzyki prostej, a nie prostackiej, opierającej się na kilku akordach i nieskomplikowanym rytmie, a nie trącącej przaśnością i częstującej niebanalnymi melodiami. I dlatego na ten przykład wciąż na ołtarze wynosi się w Polsce masę odgrzanych po pięćdziesiąt razy okołoprogresywnych kotletów. Inwazja Krabów przybywa do naszego kraju po to, aby to zmienić. Grają nie patyczkując się szczególnie z finezyjnością kompozycji. Z pazurem, trochę po amerykańsku, trochę psychodelicznie. Konotacje – między innymi Modest Mouse i Sonic Youth.

Na razie robią to na skalę lokalną. Co najfajniejsze w całym zamieszaniu – właściwie tylko na koncertach da się odsłuchać ich utworów w przyzwoitej jakości dźwięku. I ludzie przychodzą na występy właśnie po to,  żeby posłuchać “Traffic”czy “Psychodad”, a potem przybić piątkę z gitarzystą na afterze. Staroświecko jak cholera.

Tym razem pojawili się w Tekturze – lokalu co prawda może nie za uroczym, ale za to z klimatem i – co jeszcze ważniejsze – dającym możliwość nieograniczonego kontaktu publiczności z artystami (brak sceny).  I cóż, kto nie dał się złapać na utwory autorskie zagrane przez chłopaków na początku, ten wpadł w rytm przy całkiem zgrabnie wykonanych kowerach (wśród nich świetne”Forest” The Cure), i skakał ile się dało aż do powtórzonego na ostatni bis “Traffic”. Ten kawałek, sądząc po reakcjach widowni, powoli wyrasta na swego rodzaju hit zespołu. Na początku gitary jak Placebo za najlepszych czasów, ale to, co przychodzi potem – uhhh, Molko tak ładnie nigdy w refrenie nie wrzeszczał. Jednak najfajniej skakało się przy bardzo rytmicznym (no tak, to soczyste basidło  żywcem zerżnięte z Modest Mouse) “Psychodad”,  rozwijającym się miłą uchu, “blurzastą” melodią w refrenie. Nie gorzej pląsało się do banalnych, ale za to wwiercających się w pamięć zwrotek “Stuck in Universe”. Poza tym – co wcale nie tak oczywiste w przypadku, jak by nie patrzeć, początkujących zespołów, wszystko równo, zgodnie z planem, bez widocznej tremy, żywiołowo.

Nie spieszmy się z ochami, achami, hurraoptymizmem (tu wstaw kolejne określenie z języka typowego komentatora sportowego). Na razie patrzmy uważnie, bo oni mogą zrobić sporo twórczego bałaganu.

Marcel Wandas

*chyba że jakimś cudem wpadłeś/-aś na recenzję na We Are From Poland lub Stronie B.

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.