02.05.2011 07:50

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Contemporary Noise Sextet – “Ghostwriter’s Joke”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje, Rozkręcamy

Wykonawcy:


cns-ghostwriters-joke.jpg Contemporary Noise Sextet – “Ghostwriter’s Joke”
Electric Eye / 2011

W poszukiwaniu utraconego rytmu.

Pierwsze dwa albumy projekt, któremu przewodniczy Kuba Kapsa, nagrał w mniejszym składzie. Debiutancki “Pig Inside the Gentleman” wyróżniał się chwytliwymi melodiami, wyrazistymi klawiszami i dynamiką niedopuszczającą nudy. Po tym fantastycznym przedstawieniu swojej nowej muzycznej formuły (bracia Kapsa współtworzyli wcześniej ostrzejszy dźwiękowo zespół Somehting Like Elvis) muzycy poszli za ciosem i jako kwartet skomponowali ścieżkę dźwiękową do spektaklu “Miłość ci wszystko wybaczy”. Krążek zatytułowano po prostu “Theatre Play Music”. Bardzo krótki album, lecz dobrze ukazujący wszechstronność grupy. W tym samym roku pojawiła się następna płyta “Unaffected Thought Flow” (tutaj recenzja), zarazem pierwsza nagrana jako sekstet. Powiększono reprezentację instrumentów dętych. Trąbka i saksofon dodały kwaśnego posmaku, zaskakiwać mógł chaos i unikanie jednolitych kompozycji. Jednak już wtedy było wiadomo, iż panów nie da się prosto zaszufladkować, projekt ewoluuje. Czwarty album, czyli opisywany tutaj “Ghostwriter’s Joke”, jest potwierdzeniem tej tendencji.

Osoby preferujące delektowanie się muzyką przy mniejszej głośności, należy ostrzec – pierwszego utworu trzeba słuchać z cierpliwością. Przez kilkadziesiąt sekund pojedyncze, ciche dźwięki, sprawiają wrażenie, że słuchacz nie włączył jeszcze krążka. Powolutku, ospale wyłania się ta pierwsza kompozycja. Drugi kawałek, czyli “Morning Ballet”, już bardziej przypomina wcześniejsze dokonania zespołu; dęciaki budzą nas z onirycznego świata. Bartek Kapsa wybija rytm, a pozostałe instrumenty symultanicznie wydają pojedyncze dźwięki, czy akordy. Dopiero w trzeciej kompozycji – “Is That Revolution Sad?” – słychać wyraziste pianino, zresztą całe instrumentarium staje się nagle żywe, przejrzyste i dynamiczne.

Nie będę odosobniony, jeżeli napiszę, iż czwarty album Contemporary Noise… urzeka przede wszystkim drugą połową. Nawet jeśli sekcja rytmiczna pozostaje w tle, to inne muzyczne narzędzia odpowiednio skupiają na sobie uwagę. Repetycje motywów wykonywane unisono przez trąbkę i saksofon tworzą ciekawy klimat, za którym odbiorca (chwilowo) nie chcący się wysilać może bezproblemowo nadążyć. Znikają dysonanse i chaos, z którymi nie każdy słuchacz potrafi sobie poradzić.

Niektóre utwory fani mogą kojarzyć z koncertów. “Norman’s Mother” (w listopadzie 2010 jeszcze pod roboczym tytułem “Birds”) miałem na przykład okazję usłyszeć podczas występu sekstetu w Greifswaldzie (tutaj relacja), już wtedy urocza zabawa pauzami wprowadzała słuchaczy w zdumienie. Instrumenty wspólnie wybijają rytm, napięcie rośnie i….stop. Nie wiadomo czy klaskać, czy czekać na dalszy ciąg. Podobnie w studyjnym nagraniu, szczytowe momenty zostają rozładowane przez odrzucenie stacatto i powrót na solowe ścieżki poszczególnych muzyków albo prawie całkowite wyciszenie. Kilka chwytliwych motywów prezentuje także grający na kontrabasie Patryk Węcławek.

Choć na krążek trafiło zaledwie 7 utworów, to i tak jednokrotne ich przesłuchanie wypełni nam trzy kwadranse. Ostatnią kompozycją jest “Kill the Seagull, Now!”, kolejna przeznaczona dla sztuki teatralnej. Tym razem “Mewa” Czechowa reżyserowana przez Agnieszkę Lipiec-Wróblewską. Sympatyczny akcent na pożegnanie.

Wyważone zostały popisy poszczególnych członków sekstetu. Tomek Glazik i Wojtek Jachna, odpowiedzialni odpowiednio za saksofon i trąbkę, czasami grają wspólnie, często jednak wybierają odmienne drogi. Od wspomnianego wybijania rytmu do chaotycznego jazgotu, pełen przekrój możliwości Contemporary Noise Sextet. Kamil Pater ze swoją gitarą, co prawda rzadko stoi w centrum, ale wprawne ucho z pewnością wyłapie wiele ciekawych partii. Psychodeliczne solówki, pojedyncze slajdy, czy oczywiście rytmiczna pomoc.

Na czwartym albumie panowie poszukują przede wszystkim równowagi pomiędzy spokojnymi, uporządkowanymi melodiami, a eksperymentowaniem z dysonansem. W moim przekonaniu efekt jest lepszy niż na poprzedniku – tam dominował hałas, brakowało homeostazy. Genialnych dwóch pierwszych krążków “Ghostwriter’s Joke” z piedestału nie zepchnie, lecz poniekąd należy się z tego cieszyć. Powielanie starszej recepty, uczyniłoby te płyty powtarzalnymi, a tak grupa systematycznie ewoluuje.

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym albumu.

Łukasz Stasiełowicz

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.