07.06.2010 22:44

Autor: Kamila

CocoRosie – “Grey Oceans”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


CocoRosie_GreyOceans_RE Digipac(die#15036)_Final+.indd CocoRosie – “Grey Oceans”
Sub Pop/2010

Najnowszy album zespołu CocoRosie, zatytułowany “Grey Oceans” to krok naprzód w muzycznych poszukiwaniach, który siostry Sierra i Bianca poczyniły, paradoksalnie, poprzez powrót do swych korzeni. Nie jest to jednak krok milowy,  fani duetu będą z nowej płyty z pewnością zadowoleni, sceptycy raczej nie zmienią poglądów.

Trzeba przyznać, że siostry Casady mają skąd czerpać inspiracje, bowiem w żyłach Amerykanek płynie indiańska krew. Charakter zabawkowego rozgardiaszu znany z poprzednich wydawnictw zastąpił więc na “Grey Oceans” , głównie w początkowej części płyty, bardziej tajemniczy klimat plemiennych pieśni i rytuałów. Elementy te, dosyć typowo jak na CocoRosie, wplecione zostały w muzykę  z lekkim przymrużeniem oka, dając efekt bardzo swobodnych, twórczych interpretacji.

Zaskakujące jak łatwo w dobie dzisiejszego wszechobecnego zacierania się granic gatunków zespołowi udaje się po raz kolejny stworzyć coś oryginalnego, nie tracąc nic ze swojego rozpoznawalnego stylu. Najlepszym przykładem może być otwierający płytę “Trinity’s Crying”, łączący recytację stylizowaną na szamańskie zaklęcia z całkiem współczesnymi dźwiękami klawiszy, kryjącymi w sobie taneczną moc oraz subtelnie wkomponowanymi, cudnymi dźwiękami pianina. Nawiązanie do rodowodu sióstr możemy odnaleźć również w utworze “Undertaker”, w którym usłyszymy głos ich mamy ( to właśnie ona nazywała jedną ze swoich córek “Coco” a drugą “Rosie”), śpiewającej w języku Indian z plemienia Czirokezów, utrwalony pierwotnie na kasecie sprzed czterech dekad.

Na płycie nie brak oryginalnych połączeń gatunków, rytmów, klimatów, o czym można przekonać się słuchając chociażby utworu “Hopscotch” którego melodia lekko i zwinie płynie między wesoło brzmiącym pianinem spod znaku ragtime’u a drum’n'bassem okraszonym melancholijnym wokalem. Mimo tych eklektycznych połączeń aranżacje utworów, które znalazły się na  “Grey Oceans” można uznać za dosyć ascetyczne, bez przepychu i bałaganu, do którego przyzwyczaiły nas przez 7 lat swojego wspólnego grania siostry Casady. Część utworów wykonana została przy pomocy całkowicie oszczędnego instrumentarium, pasującego do leniwie sączących się melodii, czego przykładem może być tytułowe “Grey Oceans”. Takich łagodnych, nostalgicznych momentów jest na tym albumie całkiem sporo. CocoRosie wprowadzają słuchacza w kolejny odrealniony świat, być może jeszcze bardziej baśniowy niż w przypadku wcześniejszych wydawnictw.

Przy kolejnych przesłuchaniach, gdy wiadomo już, co czeka nas podczas wsłuchiwania się w  dźwięki “szarych oceanów”, brakuje czegoś, co przyciągnęłoby uwagę na dłużej -  prostych, zapadających głęboko w pamięć melodii lub przeciwnie,  rozbudowanych, urzekających skomplikowaniem kompozycji. Muzyka z czwartego albumu CocoRosie jest gdzieś pomiędzy tymi dwoma biegunami, słucha się jej przyjemnie, ale zachwyca tylko kilka fragmentów. Sprawia to, że podróż z “Grey Oceans” może okazać się wyprawą jednego sezonu.

Kamila Madajczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 7,60 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.