10.03.2009 18:16

Autor: Michał Wieczorek

Chris Cornell – “Scream”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


chris-cornell-scream.jpg Chris Cornell – “Scream”

Chris Cornell ma 44 lata. Na scenie występuje od wczesnych lat 80. Od tamtego czasu śpiewał w Soundgarden, stworzył jedną z najlepszych rockowych płyt z Temple Of The Dog, potem dołączył do opuszczonego przez Zacha De La Rochę Rage Against the Machine, by założyć Audioslave. A teraz nagrał trzecią solową płytę. Wyprodukowaną przez Timbalanda.

Tak, to nie żart. W poprzednim zdaniu nie ma ani grama humoru. Cornell, człowiek, który ma na swoim koncie takie płyty jak “Badmotorfinger”, współpracuje z Timbalandem, człowiekiem z zupełnie innego muzycznego świata. Człowiek, który zaczynał od metalu, kończy w podrzędnym R&B. Nie wiem, jak wy, ale ja poczułem się oszukany w najgorszy możliwy sposób.

A to, dlatego, że mając 16 lat, dumnie prezentowałem na swoim plecaku naszywkę Soundgarden, Cornell był dla mnie jednym z najważniejszych wokalistów, zachwycałem się jego tekstami. Dzisiaj, po kilku latach nadal mam ogromny sentyment do tego, co robił w Soundgarden, jak i z Audioslave. A on wycina taki numer. Aż chce się zakrzyknąć: Krzysiek, ogarnij się do cholery!!!

Nie potrafię znaleźć racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego człowiek, który pisał i grał takie rzeczy, dziś zajmuje się robieniem takich rzeczy. No po prostu w głowie mi się to nie mieści. Pieniądze pieniędzmi, ale są przecież jakieś granice. Cornell niósł flanelowy sztandar grunge’owej rewolucji, był w awangardzie zmian, które zmiotły hair metal z powierzchni ziemi, otwarcie sprzeciwiał się komercji, a dzisiaj sam nagrywa tak komercyjną muzykę, jak Madonna czy jednosezonowe gwiazdki. Komu, jak komu, ale jemu to po prostu nie przystoi.

Nie byłoby tak źle, gdyby ta płyta trzymała poziom, były na niej fajne melodie, od razu wkręcające się w głowę, ale, niestety, tak nie jest. “Scream” jest wypełniony słabymi kawałkami, całość brzmi, jak słabsza Nelly Furtado. Czasem Cornell chce przypomnieć, że wie, do czego służy gitara, poza rozwalaniem jej, ale zupełnie mu to nie wychodzi. Kawałek tytułowy, rozciągnięty do sześciu minut to marna kopia Rihanny. Rihanny!

Słuchając tej płyty miałem łzy w oczach. Nie ze wzruszenia, lecz z bezsilności, złości i poczucia beznadziejności, bo ta płyta to brutalny gwałt na wszystkim, co do tej pory robił Cornell jako artysta. Ciągle mam nadzieję, że to jakiś żart, przyspieszone Prima Aprilis, ale jednocześnie wiem, że to smutna rzeczywistość. Pozostaje tylko sparafrazować pewnego pana: Chrisie Cornellu, nie idź tą drogą, choć jest już na to za późno.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (54 głosów, średnio: 3,44 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.