02.02.2010 12:54

Autor: Michał Wieczorek

“Chodzi o autentyzm” – wywiad z Tin Pan Alley

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Wywiady

Wykonawcy:


“Chodzi o autentyzm” – wywiad z Tin Pan Alley

tpa1.jpg Tydzień po premierze debiutanckiej płyty Tin Pan Alley “Palm Waves, Figures for Chants, Quotes & Noise Bursts”, po udanym koncercie w warszawskim “Powiększeniu” udało nam się porozmawiać ze sprawcą całego zamieszania o pseudonimie TMWWTH. Pytaliśmy o okoliczności powstania materiału, historię grupy, projekty poboczne i o to co sądzą o “znawcach i propagatorach muzyki alternatywnej w Polsce”.

Uwolnij Muzykę!: Na początku chciałem zapytać o okoliczności powstania grupy Tin Pan Alley.

TMWWTH: Zespół powstał jako kolektyw sześcioosobowy w Toruniu w 2007 roku, stopniowo eliminowaliśmy zbędne ogniwa, w końcu zostało nas trzech (oprócz rozmówcy również Mateusz Jagielski i Robert Majewski – przyp. autorzy), po jakimś czasie doszedł również nasz klawiszowiec, Twix. W tym line-upie gramy mniej więcej od półtora roku.

Uwolnij Muzykę!: Wiem, że udzielasz się w George Dorn Screams i grupie Ed Wood. Jak jest z resztą składu? Również grają w innych składach?

TMWWTH: Zrezygnowałem niedawno z grania w George Dorn Screams. Teraz gram więc tylko i wyłącznie w Ed Wood. Na jesień planuję jeszcze płytę innego projektu, którą nagram w Bydgoszczy. Jeśli chodzi o resztę zespołu, dopadła ich już trochę niestety proza życia i warunki toruńsko-bydgoskie nie pozwalają im na granie w różnych składach i zarabianie na tym. Energii starcza im tylko na Tin Pan Alley, co ma swoje dobre strony, bo sprawia to, że jesteśmy zgraną grupą.

Uwolnij Muzykę!: Co zdecydowało o twoim odejściu z George Dorn Screams? Konflikty? Brak czasu?

TMWWTH: Po pierwsze przeprowadziłem się do Torunia, gdzie studiuję i mieszkam ze swoją dziewczyną. Nie mam już za bardzo sił, żeby dojeżdżać do Bydgoszczy na próby. Nie była też to do końca moja muzyka. Co miałem do zrobienia już zrobiłem, a nowe piosenki nie spełniały moich oczekiwań. Rozeszliśmy się naturalnie, bez żadnego konfliktu.

Uwolnij Muzykę!: Jak było z nagrywaniem i wydaniem płyty? Czy przystępując do nagrań wiedzieliście już, że będziecie wydawać w Gingerbread Records, czy zaczęliście szukać wydawcy po nagraniu? Jak jest z dystrybucją płyty?

TMWWTH: Płytę wydaliśmy właściwie sami – nagrania i wydanie opłaciliśmy z własnej kieszeni. Chłopcy z Gingerbread Records zaoferowali nam promocję i pomoc przy dystrybucji i organizowaniu koncertów. Zaprzyjaźniłem się z nimi i dlatego zdecydowaliśmy się wydać płytę w GR. Jej nakład wyniósł 500 sztuk. Większy nakład w obecnej sytuacji – kiedy grupa jest właściwie nieznana – nie miał sensu. Odchodzi się teraz od kupowania płyt, sam również ściągam muzykę z Internetu, choć naprawdę wartościowe pozycje zawsze kupuję. Teraz jest to bardziej frajda dla zespołu, kiedy może trzymać w ręku coś swojego – zobiektywizowanego w formie kawałka plastiku czy kartonu. Fajnie, że Setting The Woods On Fire wydali swoją płytę na analogu, to jest dowód na to, że jest to pewien gadżet, który przede wszystkim zrobili sami dla siebie.

Uwolnij Muzykę!: Obserwuję już od jakiegoś czasu pewną tendencję wśród kapel, z reguły undergroundowych do nawiązywania do muzyki z lat 90., nie do końca świadomą. Trochę smutne, że wielu naprawdę wartościowym kapelom z tego kręgu tak trudno przebić się dalej.

TMWWTH: Mnie to nie martwi, ponieważ muzyka z tamtych lat też nigdy się nie przebijała dalej. Sztandarowe zespoły z tamtego okresu też nie miały specjalnego feedbacku, często grały koncerty w klubach na sto osób gdzieś w Stanach. Czy jest taka tendencja czy nie, nie wiem, nie śledzę z wypiekami na twarzy tego, co dzieje się obecnie w muzyce. Pod względem attitude dekada wcześniejsza jest mi bliska – chodzi o autentyzm, brak teatralności, masek. Wychowałem się na takiej muzyce, słucham jej do teraz, nie wyobrażam sobie, żebym nagle zaczął grać elektro i włóczył się po modnych klubach.

UwolnijMuzykę!: Na waszej stronie znalazłem “sprzeciw wobec znawców i propagatorów muzyki alternatywnej w Polsce”. Kogo mieliście na myśli?

TMWWTH: To jest oczywiście trochę zjadliwe i szydercze. Chodzi nam o każdego, kto przesłuchał siedem płyt, zakłada bloga i czyni z niego narzędzie, które będzie – w jego mniemaniu – kierowało słupkami sprzedaży płyt artystów. Nie staramy się grać niczego, co byłoby w jakikolwiek sposób ukierunkowane na danego odbiorcę, nie zakładamy sobie, że tę i tę piosenkę polubią dziewczyny w wieku lat piętnastu, a tę chłopcy po pierwszym wytrysku. Gramy muzykę, która zawsze nas przenikała. Zakładamy, że będziemy grać koncerty dla dwudziestu osób przez najbliższe dziesięć lat i będziemy czerpać z tego frajdę, jeśli tylko pozwolą nam na to pieniądze i czas. Ironizuję, ale tak to wygląda, nie spodziewam się niczego specjalnego. Sytuacje, które naprawdę mnie cieszą mają miejsce wówczas, kiedy osoby pokroju Michała Bieli czy braci Piekoszewskich z Plum, czy też inne, które darzę szacunkiem mówią, że zagraliśmy dobry koncert. Nie ma dla mnie lepszej nobilitacji. Temat “krytyków” i “recenzentów” traktujemy więc z dużym przymrużeniem oka.

Rozmawiali  Mateusz Romanowski  i Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.