13.02.2010 07:20

Autor: zukosoczek

Charlotte Gainsbourg – “IRM”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy: |


fr_header-irm_264532e.jpg Charlotte Gainsbourg – “IRM”
Elektra/Asylum/2010

Charlotte Gainsbourg to artystka, która intryguje i zachwyca. Aktorka i piosenkarka, prywatnie córka słynnej artystycznej pary: Jane Birkin i Serge’a Gainsbourga, właśnie nagrała trzeci w swojej muzycznej karierze album “IRM”.

Bardzo cenię Charlotte za wszelkie wybory artystyczne, nierzadko odważne, by nie powiedzieć – kontrowersyjne. Jej najbardziej znane filmowe wcielenia to żona chorego mężczyzny czekającego na przeszczep serca w “21 gramów”, Stephanie z onirycznej opowieści “Jak we śnie”, czy ostatnio – kobieta popadająca w głęboką depresję i leczona przez męża – psychiatrę w głośnym “Antychryście” von Triera. Gra role trudne, niejednoznaczne, nierzadko bardzo intymne, wręcz ekshibicjonistyczne. Ale nie o Charlotte – aktorce, a o Charlotte – piosenkarce dziś będzie.

Jej muzyczna kariera zaczęła się za sprawą ojca, kiedy to w 1984 nagrali razem utwór  “Lemon Incest”, a tym samym wywołali skandal obyczajowy. 13-letnia wówczas Charlotte, ubrana jedynie w koszulę i majtki, leży na wielkim materacu razem z ojcem w pozie przypominającej bardziej uścisk dwójki kochanków. Dwa lata później było nagranie “Charlotte for ever” – równie dwuznaczne w obrazie, jak i treści piosenki.

Ciężko stwierdzić, jak ta muzyczna współpraca z ojcem w młodości wpłynęła na dojrzałą, samodzielną twórczość Charlotte Gainsbourg. A jednak sama  artystka często przyznaje w wywiadach, że ojciec był w jej życiu postacią bardzo ważną i inspirującą. Charlotte, pozostająca chyba mimo wszystko bardziej aktorką, niż piosenkarką, ma na swoim koncie jedynie trzy albumy. Pierwszy nagrała w 1986 roku, po czym nastąpiła dwudziestoletnia przerwa i skupienie się na aktorstwie. W 2006 roku powstał krążek “5:55″ – nagrany we współpracy z grupą Air. Owa współpraca jest tu bardzo dobrze słyszalna, płyta wydaje się być bardziej kolejnym krążkiem w stylu Air, niż w stylu francuskiej artystki. Powstała wprawdzie całość melodyjna, stonowana i spójna, ale bez wyraźnego akcentu samej Charlotte.

Najnowszy album “IRM” to także efekt współpracy – tym razem z z dobrze znanym amerykańską artystą o pseudonimie Beck. Znów ciężko pozbyć się wrażenia, że jest tutaj znaczący. A jednak wkład Becka nie wydaje się być dominujący w tym projekcie. Całość brzmi świetnie i spójnie, a wokal Charlotte nie gubi się pośród multiinstrumentalnych aranżacj.

Album rozpoczyna utwór “Master’s Hands” – energiczna, rytmiczna kompozycja z hipnotyzującym wokalem Charlotte. Świetne wprowadzenie, a potem jest tylko lepiej. Tytułowy “IRM” to dynamiczny kawałek pełen przeróżnych brzmień. W tle coś stuka, dudni, pulsuje. Wykorzystanie tak szerokiej gamy dźwięków, charakterystycznej dla wszystkich kompozycji Becka, rewelacyjnie brzmi na całej płycie. Kolejny kawałek “Le Chat Du Café Des Artistes” zaśpiewany przez Charlotte po francusku, a będący coverem Jeana-Pierre’a Ferlanda, przywodzi na myśl jej wczesne dokonania u boku Serge’a Gainsbourga. Wokalistka w sposobie śpiewania zachowała coś delikatnego i dziewczęcego, co pięknie brzmi przy akompaniamencie wielu różnych instrumentów. Przyznaję – album “IRM” po prostu mnie oczarował. To jedna z tych płyt, która przy każdym przesłuchaniu odsłania coś nowego i ciekawego. Są tu kompozycje dynamiczne, wręcz rockowe (“Heaven Can Wait”!), a także spokojne ballady, w których na pierwszy plan wysuwa się głos Charlotte (“In the End”, “Vanities”). Pięknie brzmią smyczki w połączeniu z delikatnym wokalem w utworze “Voyage”. A wszystko świetnie zaaranżowane przez Becka. Słychać tu zabawę dźwiękami, oscylującą wokół różnych stylistyk, od bluesa i folka począwszy, a na elektronice skończywszy.

Można słuchać i słuchać i nie ma się dosyć. Dla mnie z pewnością jedna z najlepszych płyt początku, a kto wie czy nie całego, roku 2010.

Eliza Gaust

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (12 głosów, średnio: 6,83 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.