09.02.2011 10:43

Autor: Magdalena Walczak

Cee Lo Green – “The Lady Killer”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


ceelogreen.jpg Cee Lo Green – “The Lady Killer”
Elektra/Asylum/2010

Kobiety z natury najbardziej lubią mężczyzn, którym mogą nie wierzyć. W to, że w rzeczywistości są tak niegrzeczni i źli na jakich się kreują. W muzyce przykład znalazł się w osobie niejakiego pana Thomasa DeCarlo Callaway’a, znanego jako Cee Lo Green.

Już na początku płyty muzyk zapowiada, że ma licencję na zabijanie płci pięknej. Padają strzały. A potem zanim na dobre zacznę się śmiać i potwierdzę sobie tym samym, że ten wielki uroczy człowiek z okładki “The Lady Killer” zarzuca nam w “Intro” po prostu haczyk jakiejś konwencji, on sam już śpiewa o tym, że zostawi pracę, bo jego pracą stanie się kochanie kobiety.

Kochanie kobiety to jedna strona, druga to znajdowanie jej martwego ciała w łóżku. Cee Lo Green mówi “I Want You”, ale też “Fuck You”. Dwa elementy, negatywny i pozytywny przeplatają się ze sobą, trochę tak jakbyśmy mieli do czynienia z alter ego piosenkarza, tego złego Thomasa DeCarlo Callaway’a, który czasami wyskakuje zza miłości, żeby zabić jakąś dziewczynę. Nie jest to jednak autentycznie i w sposób realny przerażające, tylko raczej zabawne, wpisane w pomysł kochającego kobietę zabójcy kobiet. W muzyce nie ma żalu, nie ma wspomnień ani ciągłego narzekającego śpiewania o niespełnionej nieszczęśliwej miłości. Są cięcia nożem: “Fuck You”, “Bodies”, “The Lady Killer Theme”, “Love Gun”, które jednak bardziej przypominają kolorowankę niż film kryminalny, bo mimo wszystko jest ciepło, wesoło i oldskulowo. Ktoś po prostu od czasu do czasu wylewa na uroczy obrazek miłosny trochę krwi.

Ta oldskulowość, bo sam Cee Lo Green śpiewa w jednej piosence, że taka jest właśnie jego miłość – klasyczna, staroświecka, retro – pojawia się nie tylko w sposobie kochania, ale też w dźwiękach. Pan Thomas ma w sobie coś, co ja nazywam raphael-saadiqowością. Nawiązuję oczywiście do zespołu Raphael Saadiq. Trzeba go koniecznie posłuchać, żeby zobaczyć, dlaczego stał się dla mnie jedną ze współczesnych muzycznych jednostek miar i wag. To grupa, która powraca do lat 50., a my razem z nią. W latach 50. w piosence słychać całą orkiestrę, w tle brzmią trąbki, perkusja, gitary, wszystko jest żywe, nieprzetworzone przez komputery. Żywe do tego stopnia, że przypomina Doo Wop, styl r’n'b, gdzie męski chór sam ‘wytwarzał’ muzykę. Jeden człowiek stał na przodzie i wykonywał piosenkę. Reszta była instrumentami i chórem, wydawała bardzo różne dźwięki. Melodie działy się na naszych oczach. Cee Lo Green również zabiera nas do tych czasów, gdzie wszystko było retro. Zresztą sam bardziej nadaje się na superbohatera, niż na zabójcę, mimo, że na końcu teledysku “Fuck You” z wyższością spogląda na kobietę, która kiedyś go zraniła i złamała mu serce, a teraz biedna zajmuje się sprzątaniem ulicy przed klubem i widzi jak przejeżdża koło niej drogim samochodem.

Również można tu zaobserwować styl retro i klasyczność oraz właśnie to, że muzyk prędzej wywoła w nas sympatię niż przestraszy. Obrazki do piosenek “It’s Ok” czy “Fuck You” są gdzieniegdzie kolażowe, bo film łączy się z ilustracją. Wszyscy śpiewają i tańczą razem. Raphael-saadiqowość to hołd twórcom wielkiej wytwórni ojców soulu Motown, np. Stevie Wonderowi, który pojawia się na płycie samego Raphael Saadiq w jednej z piosenek. Raphael-saadiqowość to też element obecny u innych artystów, np. Solange, przyćmionej przez starszą siostrę Beyonce. W elemencie tym jest coś ciekawego i sam Cee Lo Green pokazuje, że retro-soul znajduje miejsce nawet w polskich rozgłośniach radiowych, obok np. innego duetu, w którym występuje sam Thomas – Gnarls Barkley. Ich “Crazy” zna prawie każdy.

Cee Le Green robi na mnie dobre wrażenie. Jego konwencja jest mniej hermetyczna niż ta Janelle Monáe, która mówi do gadającej fryzury i nosi ten sam uniform nawet w upalne lato, ale “The Lady Killer” jest za to bardzo dowcipny. I z pewnością humor to nie efekt uboczny, ale zamierzony. Skoro więc zostałam złapana na muzyczny kosmos, mimo, że wcale nie chciałam polubić zabójcy kobiet, teraz powinnam się zauroczyć i dać się zabić. Ale może zamiast tego przechtyrzę Pana Cee Lo Greena. Nie wie on bowiem, że ja sama jestem zabójcą mężczyzn, a kocham muzykę conajmniej tak samo jak on.

Magdalena Walczak

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 6,20 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.