10.01.2011 00:00

Autor: Maria

Caro Emerald – “Deleted Scenes From The Cutting Room Floor”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


caro-emerald-deleted-scenes-from-the-cutting-room-floor.jpg Caro Emerald – “Deleted Scenes From The Cutting Room Floor”
Universal Music/2010

Zabawy z przeszłością.

Caro Emerald to debiutantka, która w ojczystej Holandii pobiła samego Michaela Jacksona: zadebiutowała na pierwszym miejscu list przebojów i 27 tygodni utrzymywała się na szczycie (“Thriller” Jacksona podobno “tylko” 26 tygodni). Singiel “A Night Like This” to jeden z tych utworów, które człowiek słyszał bodajże już wszędzie. Leci to w radiu, w telewizji, w telefonach znajomych i nawet jeśli tytuł nic człowiekowi nie mówi, jest to jedna z tych piosenek, na którą standardowa reakcja to: “To to? Ja to znam!”.

Album “Deleted Scenes From The Cutting Room Floor” wpisuje się w modny w zeszłym roku “powrót do przeszłości”: Miss Polski ze swoimi eleganckimi dancingami, Hurts i całkowicie nieradosny powrót do synth-popu czy Plan B, zupełnie niepodobny do swoich wcześniejszych dokonań. Na koniec roku, pojawiła się damska reprezentacja nurtu. Album z założenia ma powracać do przełomu lat 40. i 50., w scenerię zadymionych klubów z eleganckimi piosenkarkami śpiewającymi w akompaniamencie big bandu czy orkiestry jazzowej, kabaretów i piosenek inspirowanych tangiem, swingiem czy mambo. Jeśli ktoś zapyta, czy piosenki na płycie to brzmią jak z lat 40. z nutą współczesności, czy jest to współczesność wystylizowana na lata 40., bez wahania odpowiadam, że to drugie. Jakby się nie wsłuchiwać, więcej tu jednak współczesności w rytmach, instrumentach i sposobie produkcji, niż odwołań do przeszłości. To zaledwie reminescencje lat 40., oparte na chwytliwych, uwspółcześnionych liniach melodycznych w refrenie, wzbogacone współczesnymi dodatkami w stylu skreczowania, rapowanych solówek czy klubowego basu i gitary elektrycznej. Brzmi to bardzo ciekawie, a z pewnością odróżnia się od typowych współczesnych kompozycji. Single wpadają w ucho, są chwytliwe, ale niestety cała płyta nie trzyma tak równego poziomu. Po porywających “Back It Up” i “Night Like This”, oczekiwałam całej płyty z takimi przebojami. Tymczasem pozostałe po kilku przesłuchaniach nie pozostają w pamięci. Wyjątkiem może być pierwsza piosenka, “That Man” oraz “You Don’t Love Me”. Album jest stylowy, ale nieprzebojowy.

W łączeniu współczesności ze stylistyką sprzed pół wieku, też czasem coś zgrzyta. W większości przypadków, nie przeszkadzają gitary i skrecze, trzeba przyznać, ciekawie to brzmi, chodzi tu raczej o sposób produkcji. Skrzypce, saksofony, perkusja, trąbki i puzony próbują naśladować piękne klasyki, ale muzycznie nie sięgają do pięt big bandowi Counta Basie’go. Nie trzeba się głęboko wsłuchiwać, żeby zdać sobie sprawę, że dźwięki są syntetycznie. Odbiera to większość czaru i stylu piosenkom.

Czasem też współczesności jest pośród quasiklasyków zbyt wiele. “Absolutely Me” jest na przykład uwspółcześnionym potworkiem: wokalistka, sekcja dęta, skrecze i pokrzykujący pan (niech zgadnę: w założeniu czarnoskóry pianista?), wszystko to tworzy misz-masz tak rozbudowany, że człowiek gubi się w czasoprzestrzeni. Ciekawie jest eksperymentować z przeszłością, ale nie wszystkie 13 prób zakończyło się w przypadku tej płyty sukcesem.

Maria Grudowska

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 6,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.