04.12.2010 00:44

Autor: marcin

Carl Barât – “Carl Barât”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


carlbaratalbum.jpg Carl Barât – “Carl Barât”
Arcady/2010

Niepokorny syn Albionu powraca z nowym albumem, tym razem solo.

Chociaż wieść o reaktywacji The Libertines powraca jak bumerang co kilka miesięcy, to jednak mało kto wierzy na ponowne połączenie sił najciekawszego brytyjskiego duetu od czasów Morrisseya i Johnny’ego Marra. Grupa po wydaniu dwóch znakomitych albumów dosyć szybko zakończyła karierę, a jej założyciele: Peter Doherty i Carl Barât, ruszyli osobnymi muzycznymi ścieżkami. Barât pozostając w cieniu narkotykowych ekscesów i rozbojów swojego towarzysza z zespołu jest w moim odczuciu do dziś najbardziej niedocenioną połową duetu. A to przecież on odpowiada za takie rock’n'rollowe przeboje grupy, jak: “Vertigo”, “The Good Old Days”, “I Get Along” czy “Up The Bracket”.

Surowy gitarowy rock’n'roll stał się wyznacznikiem twórczości powołanej do życia przez Carla grupy Dirty Pretty Things. I o ile pierwszy album można uznać za udany, drugi okazał się totalną klapą, która doprowadziła do rozwiązania grupy w 2008 roku. Od tamtej pory muzyk usunął się w cień poświęcając się innym dziedzinom sztuki – wystąpił na deskach jednego z londyńskich teatrów oraz spisał swoje wspomnienia w formie książki (jej premiera zbiegła się z wydaniem płyty). W międzyczasie tworzył piosenki, które postanowił wydać samodzielnie na solowym krążku. Z pewnością po tak słabym finiszu Dirty Pretty Things i jednocześnie sukcesie jaki z każdą kolejną płytą odnosi Doherty, Barâtowi zależało, by powrócić do gry w jak najlepszym stylu. Czy się udało?

Już po pierwszym przesłuchaniu krążka w uszy rzuca się jego popowość – i mam tutaj na myśli popowość sprzed 40 lat, kiedy wystarczył głos, gitara i dobra melodia, by stworzyć utwór, który był w stanie połączyć pokolenia. Oczywiście krążek Barâta raczej nie mierzy aż tak wysoko, jednak jest to bez wątpienia jedna z niewielu tegorocznych płyt przywołująca klimat tamtych czasów. Niewiele na płycie mocnych gitarowych utworów, więcej tutaj melancholijnych ballad. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na delikatne “What Have I Done” oraz “Carve My Name”, będące dowodem na to, że Carl dorósł i zaczął pisać dojrzałe piosenki. Singiel “Run With The Boys” uderza w nieco inne rejony – pojawia się tutaj zadziorność spod znaku Madness. Efekt podobieństwa został spotęgowany przez wykorzystanie sekcji dętej.

Do bardziej ożywionych momentów można zaliczyć znakomity “Je Regrette, Je Regrette”, w którym pojawia się interesująco wpleciony w całość chór. W otwierającym album “The Magus” pojawiają się dźwięki wychodzące poza tradycyjne rockowe instrumentarium – w tle słychać skromne partie orkiestrowe, dzięki którym utwór, podobnie jak “The Fall”, nabiera musicalowo-kabaretowego charakteru. Warto docenić także piosenkę “Irony of Love”, która chociaż nie weszła na album (pojawiła się jako bonus na japońskiej edycji krążka), to jedna z najciekawszych nowych kompozycji Carla.

Carl Barât tworząc na marginesie tego, co obecnie aktualne na scenie brytyjskiej, nagrał album pełen szczerych emocji. Młodzi powinni brać przykład.

Marcin Bieniek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 5,40 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.