18.08.2011 03:20

Autor: Maria

Camero Cat – “Mad Tea Party”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Camero Cat – “Mad Tea Party”
Mystic/2011

mrrrmrrrmrrrr

Są takie płyty, które podobają się zanim włoży się je do odtwarzacza i dziękuje ludziom, którzy przywiązują wagę do opakowania za ich pomysły. Camero Cat jest przykładem takiej właśnie płyty: pudełko stylizowane na stara książkę, taką jakie to dzieci wygrzebują ze strychów babci, z wytłoczonym obrazkiem kota z wąsami większymi niż on sam. I pierwszej kociarze tego kraju dużo już do szczęścia nie potrzeba.

Bogato zdobiona ilustracjami Jaśminy Parkiety książeczka z tekstami, dołączona do płyty, jest jak zbiór bajek i opowiadań. O kotach w rolach głównych – oczywiście. Są koty dobre, które pilnują dzieci, i są koty złe, co można poznać po ich oczach. Niektóre mieszkają w czajnikach, inne noszą kapelusze, jest też grupa, która się notorycznie odurza. Wszystkie czarno – białe, wszystkie przedstawione niczym z książki Lewisa Carrolla. I tak jak u niego mamy podział na rozdziały.

Jak na książkę przystało jest tu wstęp - zaklęcie, wprowadzające do baśni. Smutna piosenka na wokal w roli głównej z romantycznym refrenem wciąga w koci świat, jak tajemnicza szafa w krainę Narnii. Każdy dźwięk ma tu swoją rolę, choć brzmi to troszkę tak, jakby za instrumentami też zasiadły koty.

Wraz z muzyką, przenosimy się w krainę baśni tak dziwnych, jak ich bohaterowie. Tak zakręconych, jak karuzela w locie, tak nietypowych, jak kot w butach, czy przygody Alicji w Krainie Czarów. 12 piosenek opowiada muzyczne historie pełne tajemniczego  nastroju, tajemniczego humoru i grozy podszytej sarkazmem i humorem.

Smyczki, pianino, gitary, akordeon, wokale czasem spokojne i delikatne, czasem z topornym akcentem i z piaskiem w gardle, tworzą z muzyki Camero Cat słuchowisko z pogranicza kabaretu, musicalu i teatru groteski, uwodzące słuchacza każdą nutą. Trudno oprzeć się urokowi obłędu kociej historii i nie dać się porwać do pełnego absurdu świata, w którym spotkamy koty, gady, szczury i… Czesława Mozila, który gra na akordeonie w utworze “When the Sun in Coming Up…”.

Album pod względem klimatu nawiązuje do “Alicji w Krainie Czarów”, czy twórczości Tima Burtona- do końca nie wiadomo o co chodzi, ale bohaterowie, jak w amerykańskich horrorach pchają się tam, gdzie nie powinni, choć rozsądek kazałby uciekać. Wystarczył łyk magicznej herbaty (“Tea Song”) i ruszyła mieniąca się barwami karuzela. Nierealistyczny świat miga zaledwie przed oczami, a skonsternowany słuchacz może tylko starać się nie zwariować w tej historii: raz jest w chatce z czajnika, raz na cyrkowej arenie, w nawiedzonym domu, czy przysłuchuje się debacie kotów i szczura. A wszystko to w 40 minut.

Maria Grudowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 5,50 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.